środa, 17 czerwca 2015

113. KSIĄŻĘ PRZEPISÓW ~ Junko




[Yaoi]
Tytuł PL: Książę Przepisów
Tytuł JP: レシピの王子様 [Reppi no Oujisama]; Recipe no Oujisama
Autor: Junko
Wydawca JP: Libre Shuppan
Wydawca PL: Kotori
Ilość stron: 210
Data wydania JP: 2013
Data wydania PL: 2015 (marzec)


Kei Sakai ma marzenie. Chce zostać tak wspaniałym kucharzem jak jego dziadek. Żeby tego dokonać, zrobił już pierwszy krok i rozpoczął studia na kierunku gastronomicznym. Problem w tym, że dojazdy na zajęcia pochłaniają mnóstwo czasu, zaś wynajęcie mieszkania bliżej uczelni to zbyt duży wydatek.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności dostaje cynk od znajomego, że w domu położonym niedaleko jego szkoły zwolnił się pokój. Kei, niewiele myśląc, przeprowadza się do nowego lokum. Kiedy jednak poznaje pozostałych trzech lokatorów, jest już za późno na ucieczkę. Przyzwyczajony do porządku i spokoju, z trudem znosi nowych towarzyszy, dla których ani porządek, ani spokój nie są priorytetami…

Na mangi od Junko mogę rzucać się w ciemno. Na skanlacjach przeczytałam kilka jej tytułów (tak, ja czytywałam skanlacje, kiedy jeszcze wzrok miałam okay...), a jednym z nich był Książę Przepisów. Zakochałam się tych mangach, a czytając ponownie wydanie Kotori załaknęłam większej ilości tytułów spod piórka tej mangaczki. Ale dlaczego?

Po pierwsze – czułam się jakbym czytała dobre shoujo. Oczywiście wyjątkiem jest to, ze mamy dwóch panów i scenę sami-wiecie-jaką. W tej mandze podoba mi się sposób w jaki autorka poprowadziła akcję. Niby nie jest to bardzo skomplikowana fabuła – bo przecież jest sobie chłopaczek z marzeniem, który znajduje nowe lokum, a dodatkiem do tego są trzej dziwaczni lokatorzy. Jednak akcja płynie tak, że ja zanim się obejrzałam, nagle czytałam ostatnią stroniczkę. Nie ma tu nudnawych przestojów, wszystko zmierza do jednego, głównego i najważniejszego punktu – główna para ma skończyć razem. Jest to pewne jak amen w pacierzu, lecz zostało to rozplanowane i rozrysowane w łagodny sposób, a nie – pierwsza rozmowa i od razu do ostatniej bazy. To nie baseball! :D

„Dziadku... Wygląda na to, że jednak dotarłem przez ich żołądki gdzieś, gdzie wcale nie chciałem dotrzeć...”

Drugą rzeczą są postaci. Nikt, ale to nikt w tym tytule mnie nie irytuje. Co więcej nie wiem kogo wybrać na swojego ulubieńca, ponieważ każdego z chłopaków bardzo polubiłam. Nie są to też jakieś bardzo skomplikowane postaci, które mają głębokie rany z przeszłości, czy też przeżywają jakieś traumy. Po prostu grupka młodych mężczyzn, który są w wieku studenckim. W dodatku, każdy z nich ma to coś, co sprawia, że dziewczętom miękną kolana.

Dwie powyższe rzeczy sprawiają, że tytuł nabiera lekkości i przyjemnie się go czyta. Tak jak wspominałam ostatnio, jestem podatna na takie proste, urocze historyjki i mam nadzieję, że będę mogła czytać takich co raz więcej. Trzecią rzeczą jest moja miłość do komiksów Junko. Skusiłam się na mangi od tej autorki, ponieważ zobaczyłam gdzieś uroczy obrazek. Okazało się, że jest to popularna wśród młodych fujoshi mangaczka, więc dlaczegóżby to nie spróbować jej komiksu. Tak zakochałam się w kresce i historiach Junko. I jak już wspomniałam o kresce to przejdźmy to tego kryterium.

Chyba coraz częściej piszę, że „zakochuję się” w kresce artysty. Nawiedzona miłośniczka sztuki Aypa, dostaje świra na punkcie młodych osób z wielkimi oczami z komiksów. Cóż, taka już jestem i tyle. Po prostu kocham sposób w jaki rysuje Junko. Jej postaci są inne od tych, co widziałam w przeróżnych mangach – nawet poza yaoi. Nie spotkałam się jeszcze z takim rysowaniem oczu i brwi (ciężko mi to opisać więc daję przykładowe stroniczki :D). Dodatkowo jej kreska jest i konkretna i nie przytłacza. I to chyba właśnie sprawia, że twórczość Junko jest widoczna na tle innych.

Podsumowując. Książę Przepisów jest jednym z moich ulubionych tytułów od Junko. Jest historią bardzo zabawną, ale też sprawia, że serduszko czytelnika się poruszy. Nie ma w nim skomplikowanych tematów, ot młodzieńcza miłość chłopaka do chłopaka. Nie jest to brutalny tytuł, który może zniechęcić do czytania yaoiców, ale też nie jest to shounen-ai. Dlatego myślę, iż jest to tytuł dla tych, co lubią subtelne mangi yaoi. Czyli jak najbardziej dla mnie. :D

Ocena fabuły: 8/10 (arcydzieło)
Ocena postaci: 8/10 (arcydzieło)
Ocena „kreski”: 10/10 (arcydzieło)
OCENA OGÓLNA: 26/30 (87% - świetne)


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Kotori :D

7 komentarzy:

  1. To miło, że ktoś podziela moją opinię do kreski Junko, bo na kilku blogach zdążyłam już przeczytać, że jest paskudna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie kreska szału nie robi, ale jest wystarczająco zgrabna i urocza, by umilać lekturę. ;) Zresztą to mi pasuje do tej mangi - takie urocze czytadełko na zły humor; niby nic wyrafinowanego, a czyta się bardzo przyjemnie. Cytat w rameczce przyprawił mnie o wyszczerz. :D

      Usuń
  2. Pozwoliłam sobie nominować Cię do DISNEYowskiego tagu i liczę na cudowną mangusiową wersję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuję!! W weekend jak dam radę to zasiądę do tego. ! <3 :*

      Usuń
  3. trochę zbyt komercyjny dla mnie ten blog, ciężko tu zostawić komentarz. Jednak komiks jest obłędny! Czytałam go już ze trzy razy i za każdym razem śmialam się tak samo. Ekstra:) poza tym,mamy podobny gust do mangi,uwielniam ao haru ride, za dwa dni chyba wychodzi następny tom:))!

    pozdrawiam(odpisuję tylko u siebie :D)
    www.japonskiwachlarz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogólnie nie jest to moja ulubiona pozycja od tej autorki, ale bardzo lubię jej słodkich bohaterów, słodkie historie i słodką kreskę, więc i Księcia dobrze mi się czytało. xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbienie mang Junko już mi właściwie zdążyło przejść, jednak sentyment i ogólna sympatia pozostała. No i ta kreska, która tak bardzo do tych historii pasuje. Kupienia polskiego wydania na razie nie planuję, choć pewnie szybko zmieniłabym zdanie, gdyby pojawił się u nas Konbini-kun. ;3

    OdpowiedzUsuń