wtorek, 28 lipca 2015

129. STRAŻNIK DOMU MOMOCHI #1 ~ Aya Shouoto




Tytuł PL: Strażnik domu Momochi
Tytuł JP: 百千さん家のあやかし王子 [Momochi-san Chi no Ayakashi Ouji]
Autor: Aya Shouoto
Wydawca JP: Kodokawa
Wydawca PL: Waneko
Ilość stron: 162
Data wydania JP: 2013
Data wydania PL: 2015 (lipiec)


Szesnastoletnia Himari Momochi nieoczekiwanie otrzymuje w testamencie okazałą posiadłość. Szybko jednak okazuje się, że odziedziczyła znacznie więcej niż zapuszczone domostwo - wiekowy budynek znajduje się bowiem na granicy dwóch światów, a zamieszkują go osobliwi lokatorzy, w tym intrygujący Aoi, który skrywa pewną tajemnicę.

Od czasu ogłoszenia Strażnika domu Momochi w Internecie wybuchło małe zamieszanie. Głównie chodziło o podobieństwo tytułu do powszechnie znanego i lubianego Jak zostałam bóstwem!?. Wszystko przez to, że na okładce znalazł się białowłosy chłopak z „lisimi” uszami, a główna bohaterka staje się właścicielką magicznej nieruchomości. Przez to zaczęłam się jeszcze bardziej interesować tytułem i zadawałam sobie pytanie: czy Strażnik faktycznie jest odbiciem Kamisamy? Otóż okazało się, że oba tytuły mają niewiele wspólnego.

Pierwszą rzeczą, która od razu rzuca się w oczy jest kreska. Lubię kreskę Jak zostałam bóstwem!?, jednak ma ona dużo drobnych niedociągnięć i czasem efekt końcowy nie wygląda najlepiej. Pod tym względem Strażnik prezentuje się dużo bardziej okazale. Rysunki mają to, co lubię – są lekkie, dokładne i mają szczegóły, które cieszą oko. W dodatku autorka wie jak poprowadzić linię tak by zadowolić przeciętnego fana shoujo. To co muszę pochwalić i rzuciło mi się w oczy to sceny walk. Jak na mangę shoujo, to są one bardzo przyjemnie przedstawione. Oczywiście nie są one brutalne, ale kiedy czytelnik wczuwa się w akcję jego serce co raz szybciej bije. A skoro o szybszym biciu serca mowa to powiem Wam, że mam słabość do bishowych ilustracji. Szczególnie tak pięknie narysowanych. Coś czuję, że Waneko znalazło kolejnego nabywcę na serię.

Kolejnym plusem tej serii jest jej format. Jest on powiększony, czyli jest on troszkę mniejszy jak tradycyjny A5. Tomik opatrzony jest w gładką obwolutę. W pierwszej chwili wydawało mi się, że kolory na obwolucie są trochę za ciemne. Różni się od tego, co widziałam na swoim monitorze, ale myślę, że jest to sprawa faktury obwoluty. Po kilku dniach przyglądania się i główkowania nad tym fantem przywykłam do tego i wszystko wydaje mi się być normalne. Niewątpliwie o tym drobiazgu pomogło mi zapomnieć to, co znalazłam pod obwolutą. Po zdjęciu obwoluty poczułam się tak, jakbym w ręce trzymała jeden z moich japońskich tomików. Nie wiem co drukarnia dodała do tego papieru z okładki, ale jak dla mnie jest to na plus. Teraz nie mogę przestać „miziać” mojego tomiku (japońskie „wymiziane” wzdłuż, wszerz i po przekątnej :P). Traf chciał, że akurat tak się to potoczyło.

A jeżeli o toczeniu mowa, to przejdźmy do fabuły i do sprostowania kilku mankamentów. Akcja dosłownie toczy się. Na cały, i tak cienki, tomik mamy tylko trzy rozdziały, które zbytnio się nie różnią, a przynajmniej tak mi się wydaje. Ale po kolei. Himari, dzięki testamentowi po rodzicach, odziedzicza piękny, staromodny i wielki jak pałac dom. Dziewczyna jednak nie zna żadnego ze swoich krewnych. Wychowywała się w sierocińcu a w dzień swoich szesnastych urodzin otrzymała list z owym testamentem. Himari postanawia przeprowadzić się do nowego domu. Kiedy dociera na miejsce okazuje się, że w środku posiadłość nie jest w najlepszym stanie oraz, że dziewczyna ma już współlokatorów. Jednym z nich jest Aoi Nanamori – chłopak, który okazuje się być strażnikiem owej rezydencji oraz dwóch światów.
Tak jak można wyczytać wyżej dziewczyna nie spotyka na swojej drodze struchlałego boga, który oddaje jej dom. A teraz kilka słów o postaci Aoiego. Po pierwsze i najważniejsze – Aoi nie jest lisim demonem! Z lisa ma tylko ogon. Fakt wygląda jak lisi demon, ale w mandze znajduje się wyjaśnienie jego strażniczej postaci. Aoi jest niejakim Nue (legendarne stworzenie z japońskiego folkloru. Według różnych przekazów ma on głowę małpy, ciało jenota, nogi tygrysa i węża jako ogon. [wikipedia]), ale chyba trochę „stuningowanym”. Kiedy Himari mówi o nim w jednym z rozdziałów odpisuje go jako zlepek kota, ptaka, lisa i oczywiście człowieka. Ja początkowo myślałam, że jest to imię postaci w jaką się przemienia, a Aoi to pozostałość po człowieczeństwie. Ale chyba trochę z tym przedobrzyłam.
Mam nadzieję, że trochę rozwiałam wyobrażenia o serii. To co jest dla mnie podobne to obecność jednego z shikigami – Yukariego. Jest on Mizuchim, wodnym smokiem. Tu od razu pomyślałam o Mizukim. Ale moje „podobieństwa” się na tym kończą, w dodatku nie występował on zbyt często w tym tomiku, więc nie zwracałam na niego zbytniej uwagi.

Sama fabuła Strażnika, jak na pierwszy tomik nie jest skomplikowana. Jak już wspomniałam dosłownie się ona „toczy” pomalutku i w dodatku chyba pod górkę. Od początku było widać, że Himari z Aoim będą mieli się ku sobie. Dziewczyna jest tu typową tsundere – na początku oschła pani właścicielka żąda od chłopaków czynszu za mieszkanie, później pokazuje swoją wrażliwość względem Aoiego. Nie ma tu za wiele dynamicznej akcji, ale coś zostało liźnięte w sposób tradycyjny – ona pcha się w tarapaty; on ma ją z nich wyciągnąć dzięki swoim super mocom. Nie ma tu jakiś morałów, czy „lekcji życia” po prostu jest to romansik o zabarwieniu fantasy oraz komedii.

Co tyczy się samych postaci to już trochę napisałam wcześniej – Aoi to Nue, a Himari – tsundere. Prócz Yukariego jest jeszcze jeden shikigami – Ise. Lecz oba opiekuńcze bóstwa pojawiają się bardzo rzadko. Raz pomogli Aoiemu z rozprawieniem się z demonem, a tak to przewijali się na drugim planie. Co tu wiele mówić – nie zwracałam na nich zbytniej uwagi. I jak na razie to wszyscy bohaterowie o „jako takim” ludzkim wyglądzie.

Podsumowując. Można zauważyć, że porównywanie Strażnika do Jak zostałam bóstwem!? trochę mnie zirytowało. Myślę, że nie wiele osób słyszało o tym tytule, więc nie rozumiem dlaczego powstały takie dziwne "oskarżenia" wobec wydawnictwa. Ale konkrety... Manga jest dla tych, co nie szukają skomplikowanej historii z drugim dnem. Nie jest to jakieś arcydzieło wybijające się ponad inne tytuły fantasy-shoujo, ale jest przyjemne. Naprawdę myślę, że jest to pocieszny tytuł. Jak się uda to będę go zbierała. Skończył się Śmiech w chmurach, więc jest dobra okazja na rozpoczęcie przygody z Aoim i Himari. Mam nadzieję, że w kolejnym tomiku rozwinie się jakaś poważniejsza i bardziej angażująca akcja. Jak na razie zostałam z dużą ilością pytań, na które odpowiedź będę mogła otrzymać dopiero w drugim tomie Strażnika domu Momochi.

Ocena fabuły: 6/10 (dobra)
Ocena postaci: 7/10 (bardzo dobre)
Ocena „kreski”: 10/10 (arcydzieło)
OCENA OGÓLNA: 23/30 (77% - bardzo dobre)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Waneko!
  
 

15 komentarzy:

  1. Widziałam ten tytuł na fanpage'u Waneko, ale nigdy mnie do niego nie ciągnęło. Po recenzji nadal to samo - to po prostu nie jest manga dla mnie. Jakoś nie ciągnie mnie do typowych shoujo. Ale kreska jest świetna, to fakt. Aż przyjemnie przegląda się strony mangi w internetach. ;)

    Wybacz mi czepialstwo, ale jestem bardzo uczulona na tym punkcie. ;p Nie ma słowa "fantasty", jak napisałaś. Jest fantasy (jako szczególny gatunek fantastyki) i fantastyka właśnie (jako ogólne określenie dzieł o tematyce fantastycznej; w tym fantasy, horror, science-fiction).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nienawidzę mojego Worda!! Postaram się to jak najszybciej poprawić. :) Dzięki za to wychwycenie. :3

      Usuń
  2. Czytałam już ten tomik i też nie rozumiem tego całego porównywania do "Jak zostałam bóstwem?!"... historia jak na razie jest lekka i przyjemna, ale jakbym miała wybierać to zdecydowanie wolę "Jak zostałam bóstwem?!" ;) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na "Jak zostałam bóstwem!?" mam już prenumeratę. A co Aypa się szarpła. :P Dlatego mogę sobie pozwolić na "Momochi" w miejsce "Śmiechu w chmurach". :D Chyba, że Waneko wyda coś co mnie bardziej zachwyci wtedy nie ma mocnych. :P

      Usuń
    2. *Przynajmniej coś wspominali, że walczą o jakieś shoujo, dlatego mówię o nich. :P

      Usuń
  3. Powoli będę zbierać, na razie bez szału. Swoją drogą czekam na kolejne recenzje Are you Alice? od ciebie *niedosyt recenzji od Aypy* :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To twój szczęśliwy tydzień, bo właśnie się głowię nad ową recenzją. :P

      Usuń
  4. Mnie tam te porównanie w sumie nie dziwią, bo sama się śmiałam, jak Studio zapowiedziało po tej mandze swoje Jak zostałem bóstwem, że się będą z Waneko pojedynkować na czytelników. Niemniej jednak nie miałam na myśli nic złego, to tak samo jak Karneval, Kuroshitsuji i Książę Piekieł są do siebie podobni. Nie chodzi o to, że tytuł jest w 100% odbiciem drugiego, tylko po prostu tematycznie są podobne + są skierowane do odbiorców o jakiś tam , określonych gustach. xD Lubię jak jest już dużo ładnych panów, więc kiedyś miałam chrapkę na ten tytuł, ale że od przyszłego miesiąca mój profil kolekcji zmienia się zupełnie na figurki + doujiny + od czasu do czasu mangi po japońsku to nie przewiduję kupowania nowych tytułów po polsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Jednak czytałam kilka takich komentarzy, których nie czytało się zbyt miło. . . Cóż, pewnie za jakiś czas (bliżej nie określony) też będę tak robiła. :P Ale lubię niektóre polskie wydania, więc jak na razie nie wyobrażam sobie nie kupowania polskich mang. :D

      Usuń
  5. Przeczytałam, odłożyłam. Kreska jest świetna, ale przy czytaniu wyłam z poziomu przewidywalności fabuły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem, lubię ambitniejsze mangi, ale też czasem lubię poczytać coś troszkę głupkowatego. :P

      Usuń
  6. W sumie to zastanawiam się czy autorka tam do 1 tomu włożyła fabułę tak, żeby o niej pisać. Na razie w sumie mamy reverse haremówkę z uroczymi pokemonodemonkami (cudowne są), a drobne elementy fabuły (np. sama końcówka ze staniem w drzwiach) jeśli już się pojawiają, to są w sumie całkiem klimatyczne. Z tym, że akurat autorka tworzy bardzo głupkowate siodziolce z tego co słyszałam.

    W sumie powiększenie formatu wynika pewnie z tego, że trzeba było utrzymać tę samą cenę, a tomik jest w sumie krótki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam nad tym, ale uznałam, że nie będę już aż tak "główkować" nad tym tytułem. Jednak nie będę narzekać na format, bo dobrze to wyszło. :D A głupkowate sidzioo lubię - trochę śmiechu z "żarcików" a trochę z fabuły. xD

      Usuń
  7. Od początku wiedziałam, że nie kupię tej mangi (po prostu jakoś nie mój typ), chociaż kreska sprawia, że czasami tego żałuję. No cóż, będę musiała jakoś przeboleć tę stratę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kreska śliczna, ale kupić nie kupię. Raczej nie inwestuję w shoujo. :D

    OdpowiedzUsuń