127. GOTH ~ Otsuichi x Kendi Oiwa
Tytuł PL: Goth
Tytuł JP: ゴス [Gosu]
Scenariusz: Otsuichi
Ilustracje: Kendi Oiwa
Wydawca JP: Kadokawa
Wydawca PL: J.P.Fantastica
Ilość stron: 222
Data wydania JP: 2003
Data wydania PL: 2014
(listopad)
Serca niektórych ludzi
spowija głęboki, nieprzenikniony mrok. Itsukiego i Yoru łączy niecodzienne
hobby: fascynacja śmiercią i wszystkim, co makabryczne. Dotychczas samotni, gdy
się poznają, wreszcie mogą podzielić się z kimś swymi upodobaniami. Poznajcie swojego
rodzaju kronikę mrocznych, chwilami groteskowych doświadczeń związanych ze
śmiercią i przemijaniem... Historie opowiedziane przez tych, dla których
ostateczność wydaje się emanować pełnym grozy, lecz nieodpartym pięknem...
Przez
te kilka tygodni chyba doskonale widać to, jak szybko zmienia mi się „smaczek”
na mangę. Nie tak dawno pisałam Wam, że łaknę historii delikatnej, trochę płaczliwej
a przy tym lekkiej – w stosiku znalazło się 5cm na sekunę. Głód został
zaspokojony. Teraz z kolei chciałam coś z mocniejszym uderzeniem, stąd też
recenzja All You need is Kill. Idąc za ciosem chwyciłam za Goth,
który dostałam jako jeden z pierwszych egzemplarzy recenzenckich od JPFu.
Sadziłam,
że Goth
będzie cięższą lekturą – pełną zagmatwanych przemyśleń filozoficznych dotyczących
przemijania, morderstwa i innych tematów powiązanych ze śmiercią. Na pewno nie
spodziewałam się tego, co przeczytałam. Pierwszym odczuciem był żal, iż nie
zakupiłam wcześniej tej mangi. A kilkanaście razy miałam już ją kupić, ale
niestety wymieniałam Goth na innych tytuł, który zbieram.
Bardzo lubię to uczucie, kiedy manga, do której miałam jakieś zastrzeżenia
okazuje się być zajmującym czytadłem. Nie mogłam oderwać się od czytania tego
tytułu tak bardzo, że w chwili kiedy musiałam udać się z bratem na drugi koniec
Krakowa, zabrałam go ze sobą. Wole nie wiedzieć, co ludzie stający obok mnie w
tramwaju sobie pomyśleli, kiedy z dużym zaciekawieniem wpatrywałam się w
obrazki z truposzami. Ale do rzeczy. Zdecydowanie ta jedno tomowa manga ma
klimat.
„Łatwo jest dopasować się do pogodnych i zawsze uśmiechniętych kolegów z klasy. Wystarczy gadać o telewizji i od czasu do czasu potakiwać im w losowych momentach. Dołożyć do tego (...) sztuczny uśmiech – i gotowe. (...) Nie, nie jestem „normalny”. I właśnie dlatego muszę się kryć z moją prawdziwą naturą.”
Wszystko
obraca się wokół dwójki nastolatków – Itsuki Kamiyamy oraz Yoru Morino, którzy fascynują
się śmiercią. Poznajemy ich poprzez wplątanie w kilka głośnych afer. Pierwszą z
nich jest sprawa „Obcinacza Dłoni”. W tym rozdziale bliżej poznajemy Kamiyamę.
Od jakiegoś czasu zaczął obserwować swoja koleżnake z klasy Morino. Dziewczyna
jest uważana w klasie za dziwaczkę, ponieważ z nikim nigdy nie rozmawia.
Chłopak dostrzega w dziewczynie coś fascynującego i nikt inny tego w niej nie
zauważa. Pierwszą rzeczą jaką zwróciła jego uwagę na jej osobę były blizny na
nadgarstkach. Przez ciągłe wpatrywanie się w nie z daleka Kamiyama zapałał
pragnieniem, aby posiąść dłonie licealistki.
Nie
będzie to spojlerem, jeżeli teraz napiszę, że Kageyama nie jest tym „Obcinaczem
Dłoni”. Jest on po prostu bardzo zainteresowany tą sprawą i przez przypadek,
jak to w mangach bywa, trafia na ślad zbrodniarza. W porównaniu z innymi
rozdziałami ten wypadł trochę blado. Kończąc Goth zupełnie zapomniałam o tym epizodzie,
ponieważ w głowie utkwiły mi historie o „Seryjnym Mordercy” oraz „Grabarzu Żywych”.
Sama końcówka zaś dotyczyła mrocznej przeszłości Morino. Dlatego teraz
pozwólcie, że przejdę do opisu postaci.
„Są ludzie, którzy zabijają. I ludzie, którzy giną z ich ręki.”
Od
samego początku bliższy czytelnikowi staje się Kamiyama. Morino jest tylko
obiektem jego zainteresowań, a później nieodpartej chęci mordu. Od małego życie
miał za nic, śmierć była dla niego czymś ciekawszym. Cóż, może nie sama śmierć,
ale sposób w jaki można umrzeć. Będąc uczniem liceum zawsze nakładał na siebie
maski, tak aby nie ujawnić swoich prawdziwych zainteresowań. Pewnego dnia
odezwała się do niego Morino, która również chciała nauczyć się przywdziewać taką
maskę. I tak Kamiyama zaczął spędzać z dziewczyną coraz więcej czasu. Nie, nie
umawiali się, nie było w tym nic co można nazwać miłością. Licealiści po prostu
bardzo dobrze się rozumieli. W końcu interesowali się tym samym – śmiercią. Do końcowego
epizodu Kamiyama wydawał mi się odrobine bliższy niż Yoru, jednak po dotarciu
do końca tomiku zauważyłam, że prócz „pociągu do mordu” nic tak naprawdę nie
wiem o głównym bohaterze. Morino pokazała swoje uczucia, stała się bardziej
ludzka. Nie tak jak jej „przyjaciel” – on jest tu tajemniczy i
nieprzewidywalny. Dlatego w tej kwestii uważam, że postaci zostały stworzone po
mistrzowsku. Nie dość, że moja uwaga skupiała się na wątkach prowadzonych w
fabule, to jeszcze bardzo interesowało mnie to kim są licealiści. Nie powiem
czuję lekka irytację, ale to przez to, że nie ma kolejnego tomu, który mógłby
mnie ponownie wciągnąć w czarny świat Kamiyamy i Morino.
A
skoro mowa o czerni to kilka słów o kresce. Zazwyczaj narzekam na to, że w
niektórych seriach nie ma kolorowych stroniczek. Ten tytuł tego nie potrzebuje.
Czarno białe kadry są tu niezwykle klimatyczne. Na ilustracjach, które czasem
są bardzo szczegółowe, nawet nie można wyobrazić sobie innego koloru. Sama zaś
linia nie jest zbyt dokładna. Widać trochę takie „niechlujne” pociągnięcia, ale
muszę przyznać, że tu mi to odpowiada. Dużą rolę odgrywają tu cienie wykonywane
piórkiem. Dzięki temu obrazek skupia na sobie większą uwagę, a przy tym jest to
+10 do „Mroku”. Ogółem wszystko jest ujęte w niezwykłą otoczkę horroru. Chociaż
jakbym nie spojrzała, ten tytuł nie pasuje do mojej definicji horroru. Kiedyś już
wspomniałam, że dla mnie horror zawiera pierwiastek fantastyki/nadnaturalnych
zjawisk. Tu nie ma niczego takiego. Bardziej nazwałabym to bardzo mrocznym
kryminałem, którego bohaterzy tropią morderców tylko po to aby popodziwiać ich „dzieła”.
„Morderstwa... Tortury... Cierpienie... Wszystko to, co zwykłym ludziom wydaje się złe i odrażające... To, co gwałci delikatną część ludzkiej natury dla nas wydawało się fascynujące... Łudzi takich jak my zwykło się nazywać „gotami”.”
Zdecydowanie
Goth
wypełnił mi czas. Bardzo lubię wszelakiego rodzaju kryminały, a tu można wyczuć
zalążek tego gatunku. Aż nabrałam ochoty na to aby spróbować przeczytać horror
oraz aby ponownie obejrzeć Sherlocka. A co ma piernik do wiatraka? A no to, że
Sherlock jest również nie przewidywalnym, kochanym psycholem. <3 Co więcej,
myślę, że jest to atrakcyjny tytuł ponieważ jest to jednotomówka, a też jej
cena nie jest wielkim ciężarem. Szczególnie kiedy wydanie prezentuje się bardzo
dobrze. Dlatego jeżeli jesteś fanem/fanką trochę mroczniejszych klimatów to
Goth jest dla ciebie pozycją obowiązkową!
Ocena fabuły: 9/10 (wybitna)
Ocena postaci: 10/10 (arcydzieło)
Ocena „kreski”: 9/10 (wybitna)
OCENA OGÓLNA: 28/30 (93%
- najlepsze z najlepszych)
Czytając Twoją recenzję, "Goth" strasznie skojarzył mi się z anime "Ranpo Kitan: Game of Laplace", które wychodzi w nowym sezonie letnim. Nie wiem czemu, ale osoby może nie tyle fascynujące się śmiercią, co uważające jakieś morderstwa za coś ciekawego i zabawnego, nadającego ich życiu smaczku jest dla mnie zbyt dziwne, aby mój rozum mógł to przyjąć w normalny sposób, a o ile dobrze zrozumiałam, główni bohaterowie "Goth" obracają się właśnie w tych klimatach. Nie będę jednak ukrywać, że anime, choć popieprzone, bardzo mnie interesuje, tak jak i ten tomik i myślę, że warto będzie zapamiętać jego tytuł ;) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKusonoki Akane
Sprawdzę to anime. :D Tak tylko zobaczyć czy faktycznie jest to podobne jakoś do Goth. :P
UsuńKoniec końców i tak pewnie wyjdzie, że i ja je obejrzę, ale się zobaczy :) Może kiedyś recenzja będzie, heh ^ ^
UsuńCiekawa jestem od czego zacznę kiedyś w przyszłości swoją przygodę z Gothem, od mangi czy od filmu... na razie mam ten tytuł w dalekich planach, chociaż nie wiem w jakiej formie XD
OdpowiedzUsuńUuuu. Jest film. I to japoński. :D Chyba zarwę jakąś nockę. :3
Usuń*wraca do czytania mangi na jutro*
Dla mnie taki średniak.
OdpowiedzUsuńZalezy kto co lubi i ile się takiech mang naczytał. Ja za wiele takiego rodzaju nie czytałam, więc to mi się spodobało. Cóż... W ogóle nie czytam strasznych historii. :P
UsuńZastanawiałam się, czy nie kupić, generalnie lubię takie tytuły, więc wciąż znajduje się na mojej liście "do zakupu", ale czy faktycznie kiedyś kupię to się dopiero okaże. ^^"
OdpowiedzUsuń