środa, 12 października 2016

208. [mini recenzja] WZGÓRZE APOLLA #5 ~ Yuki Kodama




Tytuł PL: Wzgórze Apolla
Tytuł JP: 坂道のアポロン [Sakamichi no Aporon]
Autor: Yuki Kodama
Wydawca JP: Shogakukan
Wydawca PL: J.P.F.
Ilość stron: 192
Rok wydania JP: 2008
Rok wydania PL: 2016 (marzec)
Linki do poprzednich recenzji: #1/#2/#3/#4

Chyba nie ma obecnie drugiego takiego tytułu, który by mnie tak relaksował i pocieszał, jak Wzgórze Apolla. Chociaż wydarzenia pokazane w tym tomie z typową sielanką mają niewiele wspólnego, to jest kilka wspaniałych momentów, jakie na to miano mogłyby zasłużyć. A że jestem człowiekiem, który zazwyczaj pamięta tylko to, co dobre, i owego dobra stara się szukać w każdej mandze, to piąty tomik Wzgórza wypada nadzwyczaj wyśmienicie.

W szkole zbliżają się dni kultury, podczas których zamierza wystąpić zespół Matsuoki. Kaoru wraz z Ritką zostają wybrani na członków komitetu organizacyjnego. Pochłonięty pracą nad szkolnym wydarzeniem stara się nie myśleć o ciężkiej atmosferze, jaka zaistniała między nim a Sentaro. Z kolei Sentaro, prócz grania z nowym zespołem, dowiaduje się o prawdziwych uczuciach Yuriki do Juna...

Jakby nie patrzeć, mamy tu do czynienia z ważnym momentem dla całej serii, bowiem najważniejszy wątek, czyli przyjaźń Sentaro i Kaoru, stanęła pod znakiem zapytania. Co najgorsze, żaden z nich nie chce wyjaśnić zaistniałej sytuacji, a to równa się większemu zaangażowaniu czytelnika. Hrabiątko stara się przez pierwsze dni szkoły ignorować pustkę, wmawiając sobie, że jest mu to obojętne, jednak momentami dopadają go wspomnienia. Sentaro również mierzy się z podobnymi retrospekcjami. Dla mnie momenty ukazania właśnie tych wspominek i rozmyślań są niesamowite. Szczególnie chwila, kiedy Sentaro gra na perkusji a Kaoru wraca w deszczu do domu. Kodama pokazała w ten sposób całe piękno więzi, jaką jest przyjaźń.

Tego czego się bałam najbardziej, to faktu, że muzyka zacznie stopniowo znikać z głównego planu, przechodząc po prostu na tło. Pomyślicie sobie, że bajdurzę, bo przecież tu chodzi cały czas o muzykę - grę, zespoły, próby, Juny i inne takie takie - ale w poprzednim tomie nie wyczułam jej aż tak bardzo, jak to było na samym początku. Tutaj na całe szczęście to wraca i to nawet ze zdwojoną siłą. Są momenty smutniejsze i weselsze, ale każdy z nich jest niesamowity. Jestem pod wrażeniem zgrania gatunków muzycznych do wydarzeń, emocji bohaterów oraz ogółem całego świata wraz z pogodą. Przez to sądzę, że wcześniej widziałam w tym tytule dobrą, ciekawą historię z muzycznymi wstawkami. Teraz widzę, że przed sobą mam arcydzieło, które zdecydowanie zasługuje na moją atencję. Jeżeli każdy dalszy tomik będzie tak dobry, jak ten to ciężko będzie znaleźć następce dla tego komiksowego majstersztyku.

Ocena fabuły: 10/10
Ocena postaci: 10/10
Ocena kreski: 9/10
OCENA OGÓLNA: 29/30 (97%)

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu JPF! <3 <3 

2 komentarze:

  1. Cieszę się, że ten tytuł rośnie w twoich oczach! Nie zapomnij się zabrać za anime z muzyką od Yoko Kanno :D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rośnie, rośnie. :) Piątka naprawdę była niesamowita. Szósteczka stoi i czeka na swoją kolej. :3
      Mam zamiar zabrać się za animo po przeczytaniu mangi. :D

      Usuń