niedziela, 3 lipca 2016

Porównanie: Noragami


Kiedyś, przy okazji któregoś ze Stosików obiecałam, że pojawi się post dotyczący porównania ze sobą wydań mangi Noragami. W końcu nadszedł taki dzień. Nie będzie to jednak stricte recenzja tylko bardziej luźniejsza "gatka" o obu wydaniach. W dodatku nie będę poruszać tematu tłumaczeń, ponieważ japoński tomik Noragami mam jako trofeum w swojej kolekcji oraz jako ćwiczenie z czytania robaczków (to czy rozumiem, co czytam to inna sprawa XD). Jednak jeśli jesteście ciekawi co myślę, na temat samej mangi to kliknijcie TUTAJ. :3

Na samym początku powiem, że oba wydania mi się podobają. Oba też mają swoje minusiki. Polskie wydanie przede wszystkim przoduje w bajeranckości obwoluty - lakier wybrany, który jest typowy dla mang Studia JG jest jedną z moich ulubionych form wydawania książek (nawet teraz mój zeszyt do recenzji ma wybrany lakier na okładce!!). Jednak japońska obwoluta to drugi typ, który lubię, czyli zwykły mat. Chociaż w odniesieniu do japońskiego wydania użycie słowa zwykły nie jest do końca adekwatne. Jest to odrobinę inny typ papieru, a to zmienia go w dotyku. Ciężko jest taką różnice opisać ponieważ jest ona bardzo znikoma, jednak dla mnie odczuwalna. Cóż, jest to sytuacja podobna do używania tańszych/droższych farb - niby różnicy nie ma, ale jednak...




Jak można zauważyć, tomiki różnią się wielkością. W sumie to cieszę się, że Studio JG nie brnęło w miliony różnych  wymiarów tylko konsekwentnie leci ze swoją rozmiarówką, ale... Tak jest jedno ALE, jednak o tym troszkę później. Tutaj chcę napisać trochę o jakości samych okładek. Mam nadzieję, że każdy z Was wie, jakie są okładki JG. Zazwyczaj pod obwolutą znajdują się takie zwykłe tekturki z gładką wierzchnią stroną. W dodatku trzeba je wygiąć brzydko po linii, aby móc przeczytać zawartość książeczki. W japońskim wydaniu nie mamy owej linii. Co prawda tekturka na okładce jest dużo bardziej delikatniejsza, ale to już sprawa samego wykonania papieru. Jednak japońskie klejenie dużo bardziej mi się podoba. Poza tym jest bardziej wygodniejsze w trzymaniu tomiku. Lecz i to ma swój minusik - jeżeli tomik wielokrotnie otwieramy to kartki się wyrabiają i mimowolnie manga się lekko rozchyla.









Pozwolę sobie jeszcze na chwilę wrócić do obwoluty. Generalnie różnic na pierwszy rzut oka nie ma - poza tymi oczywistymi, jak czcionka/pismo/litery. W tej kolumnie na pierwszych dwóch zdjęciach przedstawiona została rozłożona obwoluta. Pod względem topograficznym są tylko trzy szczegóły, którymi tomiki różnią się od siebie.
Pierwszy - grzbiet. W polskim wydaniu mamy tam tylko tytuł, autora, numer tomu oraz oznaczenia wydawnictwa, pokazane na białym tle oraz objęte lakierem. W japońskim natomiast prócz tych czterech podstawowych mamy znak, który w polskim wydaniu pojawia się na pierwszej kolorowej stronie za tytułem komiksu, oraz dwie cieniutkie czarne linie ograniczające napisy. Muszę przyznać, że owe linie mi się podobają i zdziwiłam się, że JG nie zastosowało takiego prostego bajeru, no ale nie mam, co się o to czepiać, że tego nie ma. Jest to ładne, ale nie jest to konieczność. :P Co zaś do owego znaku, to początkowo myślałam, że jest to znak wydawnictwa, później dopiero zobaczyłam, że ta odwrócona eska jest powiązana z mangą, dlatego tutaj ukłon w stronę polskiego wydawnictwa - kilka osób mogłoby sobie pomyśleć jeszcze, że to jakieś nowe logo. I nie ukrywam ja bym tak pomyślała, gdybym tylko nie miała styczności z japońską wersją. XD
Druga różnica - bardziej rozbudowane pole pod znaki kreskowe. I tutaj pytanie do Was. Wie ktoś czemu na japońskim wydaniu jest aż dwa kody kreskowe? Domyślam się, że pewnie chodzi o numer serii i samego tomiku, ale dlaczego tak?! :O
Trzecia - na prawym skrzydełku obwoluty w japońskiej wersji pojawia się kilka robaczków. Jest to po prostu spis treści, który my mamy zawarty w środku tomiku.
Jak już wspomniałam wyżej obie obwoluty są moimi ulubionymi typami. Lecz, jak widać na załączonych zdjęciach, lakier dodaje głębi kolorom. W dodatku jeżeli ktoś lubi robić każdemu tomikowi zdjęcia pod różnym kątem i pod światło to lakier sprawdza się doskonale, ponieważ obrazek nadal jest widoczny. Ale japońska obwoluta również daje radę. :D




Przejdźmy już do środka tomiku. Wersja polska ma dodaną dodatkową kolorową stroniczkę, która możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu w tej kolumnie. Kwestia dyskusyjną jest już to czy to się podoba czy nie. Osobiście mnie to ani grzeje ani ziębi. No bo można się zastanawiać po co?, jednak mamy na niej wcześniej wspomniany znak, który w polskim wydaniu chyba pojawia się tylko tam.
Ale kolejna stroniczka jest już w obu wydaniach - tutaj można sobie porównać kolorystykę. W polskim wydaniu ilustracja na owej stroniczce jest dużo bardziej żywsza. Yato ma fioletowy dres, cienie na mundurku Hiyori są szare, a skrzynki, na których siedzi Yato są bardziej różowo-czerwone niż pomarańczowo-czerwone, jak to jest w wydaniu japońskim.
Tutaj dużym plusem jest przetłumaczenie imienia Yato i dopasowanie napisu do stylu tego obrazka. Jest to zrobione bardzo dobrze, dlatego liczę, że w innych mangach również będą takie miłe niespodzianki.




Przy okazji okładek wspomniałam, że jest jedno ALE jeżeli chodzi o wielkość tomików. Pierwsze dwa zdjęcia w tej kolumnie są właśnie ukazaniem problemu. Krótko mówiąc dużo łatwiej otwiera się wydanie japońskie, które jest inaczej klejone a przy okazji myślę, że ma na to wpływ sam format. Przy robieniu tego zdjęcia z polskim tomikiem Noragami myślałam, że mi palce odpadną... X"D Japoński tomik jest również lżejszy niż polski, a to jest zasługa papieru. Co prawda w Japonii mangi wychodzą na papierze ekonomicznym. Lecz nie jest to taki szary, brzydki papier, jak z gazety. Dla mnie jest on przyjemny - nie tylko pod względem dotyku, ale też komfortu czytania. Nie powiem śnieżnobiałe kartki wyglądają bardzo ładnie z mocno wyciągniętym czarnym tuszem, jednak jest to dużo bardziej męczące dla oka. Szczególnie kiedy czyta się tak dużo jak ja.
Prawie bym zapomniała wspomnieć o jednej różnicy jaka pojawiła się w środku tomiku - stroniczki po zakończonym rozdziale. W polskim wydaniu mamy po prostu białą stroniczkę, gdzie w rogu znajduje się tytuł mangi. W japońskim natomiast nie mamy tytułu, tylko trzy znaki w stylu, w jakim pisane są imiona boskiej broni. Są one ulokowane w słupie na środku strony i rozstawione tak, że dwa znajdują się przy krawędziach i jeden na środku.





Tutaj jeszcze kilka zdjęć z bliższej perspektywy, aby można było przyjrzeć się, jaką jakością papieru i druku mogą zaskoczyć nas oba tomiki. Jak dla mnie prezentują podobny poziom. Oba momentami lekko przebijają to, co znajduje się na drugiej stronie i oba mają dobrze dobrane czcionki, tak aby  to ładnie wyglądało oraz przyjemnie się czytało.

Podsumowując cały ten tasiemiec zdjęć oraz kilka akapitów mogę powiedzieć, że Studio JG wydaje mangi w wysokiej jakości. Z czego możemy się tylko cieszyć. Kilka japońskich niuansów tutaj bardziej mi się spodobało, jednak nie na wszystko ma wpływ tylko wydawnictwo. Oczywiście dużo rzeczy można dogadać, ale też nie każde rozwiązanie może oferować każda drukarnia itd. Ja jestem zadowolona z obu egzemplarzy. Każdy z nich ma swoje małe minusiki. No dobra, byłabym szczęśliwa, gdyby polskie mangi ważyły odrobinę mniej... XD

Mam nadzieję, że post się spodobał. Z chęcią zrobiłabym kolejny taki wpis, jednak nie mam odpowiednich materiałów. Lecz podczas pisania tego tej notki przyszła mi do głowy myśl by zamówić sobie egzemplarze z innych krajów, w dodatku mang które mam, a których zdublowanie by mi nie przeszkadzało. Oczywiście angielskie wydanie vs. polskie (jeśli po drodze, ktoś się w końcu nie zdecyduje na MAGI) będzie dopiero przy 20 tomiku Bakumana. Także "za rok, może dwa...". To jest jednak zbyt długi okres czasu dlatego jeśli ktoś z Was zna dobre strony gdzie mogłabym nabyć np. mangę po niemiecku czy francusku to bardzo chętnie skorzystam. :D A co, jak kolekcjonerstwo to pełną gębą. :P

9 komentarzy:

  1. Fajny pomysł z notkami, trzymam kciuki na podobne posty z innymi seriami! :D
    Bardzo podoba mi się grzbiet japońskiego wydania, jest boski. Pewnie przez te dwie pionowe kreski. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że te kreski dużo dają <3 to jest takie urocze <3

      Usuń
  2. Fajny pomysł :) Ja w swojej małej kolekcji mam jedną dublówkę - pierwszy tom "Toradory" po polsku i po niemiecku, którą siostra kupiła mi w Berlinie. Różnią się, wiadomo, ale ja nie przykuwałam do tego większej uwagi - sam tomik kupiony raczej w zamyśle ćwiczenia języka. Co ciekawe - niemieckie wydanie nie ma obwoluty, albo ja dostałam jakiś lewy produkt, haha. Do tego jeszcze bardziej szary papier i to wszystko z różnic jakie zauważyłam.
    Nie pogardziłabym jakimś tomikiem w wersji japońskiej. Np... jeden tom "Naruto", "Bokura ga Ita" (najlepiej w całości, moja ukochana manga), DB albo jakaś sportówka :D Kto wie, może kiedyś sobie zafunduje prezent... Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chcę zdobyć coś po niemiecku. XD Ale ceny są takie kosmiczne, że się muszę dokładnie zastanowić co takie chcę kupić :P Domyślam się, że podobne mają wydanie do tego jakie jest w Angli czy USA, ale to tez jest dla mnie niesamowite. Się ze mnie kolekcjoner zrobił X"D Zguba w końcu dopadnie i mnie. :'D

      Usuń
  3. Ja w swojej kolekcji mam dubla Yami no Matsuei i papier japoński zżółknął już przez lata niemiłosiernie X;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego obawiam się najbardziej. :(

      Usuń
  4. Rzeczywiście oba wydania prezentują się całkiem nieźle. Ehh, też chciałabym móc sobie jakąś mangę porównać, ale w tej chwili nie-polskie mam jedynie kanadyjską "Utsuborę" i japoński artbook Nakamury Asumiko, a w Polsce żadnego z nich nie ma (chociaż dzięki artbookowi mogłam porównać polską okładkę "Kolegów z klasy" z oryginalnym projektem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ARTBOOK NAKAMURY JEST NA MOJEJ LIŚCIE I LICZĘ ŻE BĘDZIE DOSTĘPNY!! <3 To jest taki must have dla mnie po ostatnim przeczytaniu Kolegów z klasy <3

      Usuń
  5. Czy ja dobrze widzę, że mamy mniej obcięte kadry niż oryginalne wydanie? Brawo, JG!

    OdpowiedzUsuń