piątek, 8 lipca 2016

188. [RECENZJA SPECJALNA] VITAMIN ~ Keiko Suenobu




Tytuł PL: Vitamin 
Tytuł JP: ビタミン [Bitamin] 
Autor: Keiko Suenobu 
Wydawca JP: Kodansha 
Wydawca PL: Waneko 
Ilość stron: 208 
Data wydania JP: 2001 
Data wydania PL: 2016 (kwiecień)

Kilka miesięcy temu na blogu pojawiła się wyjątkowa recenzja, którą miałam przyjemność napisać wraz z przyjaciółką z liceum – Kyou. Co dwie głowy to nie jedna, a na trudne tematy czasem potrzeba tej drugiej głowy do myślenia.

To znowu ja. Recenzentka z bloga Papierowe Miasta, którą brzydzi słowo kofunkcja. Musicie chyba powoli przyzwyczajać się do tego, że zaczynamy na wzajem gościć u siebie na blogach. Tym razem nadeszły wakacje, więc czasu wolnego zrobiło się nagle bardzo dużo. Dlatego też postanowiłyśmy wykorzystać go i znowu napisać coś razem.
Kiedy dostałam do ręki ten tytuł naprawdę nic o nim nie wiedziałam. Wyglądało to mniej więcej tak: masz. Okay. Zabrałam się do czytania wiedząc tylko, że Vitamin opowiada o prześladowaniu w szkole. Spodziewałam się najgorszego, jak zapewne każdy, który o fabule wie tylko tyle. Bo czy to się może dobrze skończyć? 

Vitamin opowiada historię piętnastoletniej Sawako Yarimizu, normalnej uczennicy, cieszącej się z  każdego dnia spędzonego w gronie przyjaciół. Przed dziewczyną ważna decyzja - wybór liceum. Presja ze strony matki i nauczycieli wcale nie ułatwia jej tego zadania. Ale cóż ma zrobić? Jedynie może się więcej uczyć. Na pomoc w nauce może liczyć od swojego chłopaka Kouty. Jednak młodzian zaczął odczuwać w stosunku do Sawako zbyt duży pociąg. Postawiona pod ścianą Sawako nie potrafiła powiedzieć w odpowiednim momencie „nie” i tak doszło do jej życiowej tragedii. Ktoś widział, jak ona i Kouta „uczyli się anatomii” w pustej klasie...


Główna bohaterka mangi - o dziwo - przypadła mi do gustu. Choć prześladowana była z powodu własnego braku asertywności i tak było mi jej żal. Zwykle mam bardzo mało empatii do osób zbyt słabych psychicznie, by się podnieść i powiedzieć zwyczajne: nie, ale w Sawako coś mi się spodobało. Może to, że nie przestała marzyć. Jej ucieczka ze szkolnego życia nie jest niczym dziwnym. Koniec końców jej prześladowcy nie robili jej tylko psychicznych krzywd. Nie bali się również krzywdzić jej fizycznie, co całkowicie zmienia to, na co się zdecydowała główna bohaterka.
Niesamowicie irytowała mnie matka Sawako. Teoretycznie była taka, jaka powinna. Starała się, by jej dziecko otrzymało dobre wykształcenie i wyszło na ludzi. Niekoniecznie jednak potrafiła dojrzeć cierpienie córki, które było widoczne na pierwszy rzut oka. Kiedy dziewczyna z chodzącej chętnie do ludzi zmienia się w samotnika... Ciężko tego nie dostrzec. Byłam zszokowana, jak bardzo można nie znać własnego dziecka.

Sawako nie da się nie lubić. Jest jedną z tych postaci, z którą czytelnik zżywa się i mimo niedoskonałości po cichu dopinguje ją w swoich działaniach. Z początku było mi bardzo żal Sawako. Wkurzałam się na Koutę, bo pokazał jakim to nie jest tchórzem. Wkurzałam się na jej rzekome przyjaciółki - zaczęły jej dokuczać ponieważ było to dla nich zabawne. Wkurzałam się na jej matkę i nauczyciela, że pomimo adekwatnie złego stanu podopiecznej nie potrafili zrezygnować ze swojej dumy, bądź uważali problem za bagatelę! Jedynie jej ojciec potrafił przejrzeć na oczy i dostrzec, że dziewczyna się z czymś męczy, a rezygnacja ze szkoły nie wywodzi się tylko z niechęci do nauki. 
W postaci dziewczyny zaimponowało mi to, że potrafiła - mimo całej tej przykrej sytuacji - przypomnieć sobie swoje marzenia z dzieciństwa i zacząć w mnie brnąć. To chyba najbardziej zbliżyło mnie do bohaterki, ponieważ tym marzeniem było zostanie mangaką. 

Przyznam szczerze, że byłam trochę przerażona tematyką mangi, którą wybrała Aypa. Nie obawiałam się tego, że jest o poważnym problemie, tylko raczej chodziło o fakt, iż spodziewałam się nudy. Możecie uważać mnie za człowieka bez empatii, jednak czytanie o prześladowaniu szczerze mnie nuży. Czytelnik nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się z głównym bohaterem i staje się wyłącznie kolejnym świadkiem cierpienia. Nic nie robiąc też robi się krzywdę. Okazało się jednak, że historia Sawako w jakiś sposób mnie ruszyła i zadziwiło mnie zakończenie. Myślałam, że jest tylko jedna możliwość zakończenia Vitamin. Autorka mnie zaskoczyła i zdobyła tym ode mnie sporego plusa. Od razu wspomnę, że kiedy natrafiłam na niektóre rysunki miałam ochotę zamknąć mangę. Aypa nie ostrzegła, że w środku znajdują się obrazki +18, czego sama pewnie nie wiedziała, gdyż to ja pierwsza czytałam Vitamin. 
Jeszcze nigdy nie pisałam recenzji mangi tego gatunku. Nie, żebym w ogóle miała jakieś doświadczenie... Spodziewałam się jednak, że pisanie o Vitamin będzie łatwiejsze niż to o Ogarze i innych opowiadaniach. Z jednej strony miałam rację. Z drugiej: to nie jest zwyczajna obyczajówka o historii miłosnej, więc trzeba dużo bardziej skupić się na przesłaniu, jakie niesie. Spodobało mi się zakończenie, choć byłam nim lekko zaskoczona. Autorka pokazała, że nie wolno tracić nadziei i trzeba znaleźć coś, co pomoże nam podnieść się z ziemi i iść do przodu z podniesionym czołem. 

Tematyka jaką porusza Keiko Suenobu nie jest łatwa. Zazwyczaj takie mangi czyta się nieprzyjemnie, ponieważ tylko możemy patrzeć na czyjąś krzywdę, jednak zazwyczaj kończą się dobrze. No właśnie zazwyczaj, bowiem jeżeli chodzi o porównanie Vitamin do innego tytułu to pierwszy na myśl przyszedł mi Hiraoki Samura i jego Powóz lorda Bradleya. Tak naprawdę porównuję dwie mangi na zupełnie innym poziomie, jednak przy historii Sawako odczułam momentami podobne emocje, jak przy Powozie. Przy tym zestawieniu Keiko Suenobu stworzyła coś na kształt szojki z mocniejszym akcentem. 
Co do samego przekazu to jest on bardzo klarowny. Przede wszystkim manga zwraca uwagę na problem owych prześladowań w japońskich szkołach. Cóż z myślą o takim, a nie innym społeczeństwie manga została stworzona, jednak myślę, że sam alarm, jaki podnosi jest bardziej ogólny. Momentami sceny znęcania się nad Sawako wydają się przesadzone - o czym też pisze autorka w posłowiu - jednak jeśli jest się już kilka lat w temacie, można stwierdzić, że takie sytuacje mogłyby mieć miejsce. Chyba najsmutniejsze w tym wszystkim jest uświadomienie sobie właśnie tego, że człowiek potrafi zachować się gorzej niż zwierzę. 
Drugą stroną, jaką pokazuje komiks jest pokazanie woli walki. Manga aż krzyczy, że nie należy się poddawać, a życie potrafi być świnią i podstawić pod nogi nie jeden problem. Jednak każdy z nich da się jakoś pokonać, wystarczy mieć tylko swoją witaminę. Pod tym mianem autorka ukryła całe przesłanie - dla Sawako taką witaminą było tworzenie mangi, dlatego ważne jest też znalezienie swojej własnej, ponieważ to ona pomoże dodać sił w ciężkiej chwili. 

Kreska naprawdę mocno mi się spodobała. Niesamowicie dobrze przeglądało się ilustracje i w jakiś dziwny sposób pasowały mi do tematyki, którą autorka poruszyła. Z chęcią poprzeglądałabym jeszcze raz ilustracje z Vitamin. Ominęłabym jednak te +18 (choć Aypa na mnie krzyczy, że raczej +16) [Wcale nie krzyczę! no dobra... XD], gdyż według mnie nie powinny się tutaj znaleźć. Gdzie jest cenzura, ja się pytam?
  
Zgodzę się z Kyou, że ilustracje pasowały to tematyki i charakteru mangi. Jednak osobiście nie przypadły mi do gustu. Nie mam natomiast zamiaru ostro jej krytykować, ponieważ pod względem technicznym nie mam nic do zarzucenia. Po prostu nie poczułam tego czegoś co sprawiłoby bym zapamiętała tę linię. Dla mnie jest to przeciętniak, który dobrze wygląda z opowiadana historią. 
Co do kwestii scen +18, to trochę się zdziwiłam, że nie zostało to odnotowane na obwolucie. Nie mam do tego, jakiś wielkich pretensji, lecz nie spodziewałam się, że będę miała dokładnie pokazane, co Kouta wyrabia z Sawako. Jak dla mnie spokojnie mogło się to ukazać bez scen seksu gdzieś na dachu bloku czy innych zakamarkach.

Czytając tę mangę w miejscu publicznym byłam lekko zaskoczona. Poczułam się jak na religii w liceum, kiedy ksiądz podszedł do mnie przy lekturze yaoi i zapytał, co czytam. Mimo to jestem całkiem pozytywnie zaskoczona moim odbiorem Vitamin. Nie żałuję, że Aypa akurat tę mangę mi podsunęła. Zdradzę Wam, że jestem całkiem usatysfakcjonowana tym, co dostałam i - jako mangowy laik - spokojnie mogę dać lajka autorce.

Również nie czuję ani żalu, czy zgorszenia przez wybór tego tytułu. Wręcz przeciwnie jestem bardzo zaskoczono, że tak mi się spodobał. Spodziewałam się zupełnie czego innego, a dostałam czytadło, które pochłonęłam jednym tchem. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będę mogła przeczytać taką mangę, ponieważ są one dobrym lekarstwem na narzekanie. Wierzcie mi lub nie, ale po jej przeczytaniu poczułam się odprężona. Temat jest ciężki, jednak sposób w jaki autorka poprowadziła historię sprawił, iż przy czytaniu można wypocząć, a jednocześnie wczuć się w tragedię Sawako. 

Ocena fabuły: 7/10 (bardzo dobra) 
Ocena postaci: 7/10 (bardzo dobre)
Ocena „kreski”: 9/10 (wybitna)
OCENA OGÓLNA: 23/30 (77%)
 

Ocena fabuły: 7/10 (bardzo dobra) 
Ocena postaci: 7/10 (bardzo dobre)
Ocena „kreski”: 5/10 (przeciętna)
OCENA OGÓLNA: 19/30 (63%)



Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Waneko!
 

 

10 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy sposób na napisanie recenzji - może kiedyś ukradnę ten pomysł haha... Co do samej mangi, bardzo mnie zaciekawiłyście. Myślę, że w najbliższej przyszłości (np. w pracy jak nie ma co robić haha) sobie ją przeczytam :) Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam :) Manga może nie jest wybitna, ale na pewno ma coś w sobie - przede wszystkim przekaz. Może i historia została trochę ekstremalnie pokazana, ale z drugiej strony nie miałabym problemu z uwierzeniem, że takie przypadki faktycznie się zdarzają. Nienawidzę motywu matki z ambicjami (wgl znacznie częściej trafiam na takie rodzicielki aniżeli ojców.. Podejrzane haha!), ale fajne że mamuśka się ogarnęła. Tomik bardzo podnoszący na duchu, aż chce się krzyknąć do całego świata "Dam radę i udowodnię wszystkim, którzy we mnie nie wierzą!" (mam podobną sytuację) :) Scen 18+ nie było dużo, wiec jest ok, choć faktycznie mogli o tym wspomnieć gdzieś na okładce czy cuś. Kreska nie była zła ale do gustu też mi nie przypadła jakoś specjalnie. Generalnie jestem zadowolona. Nie uważam by potrzebny był ciąg dalszy. A Wam dziękuję za przedstawienie tego tytułu :)

      Usuń
    2. :O Dziękuję za tak obszerne komentarze! <3 Cieszę się, że Vitamin się spodobał. :D No i dziękuję za podzielenie się swoją opinią! <3

      Usuń
  2. Wspólne pisanie recenzji to fajny pomysł :) Świetnie Wam wyszło. Co do samej mangi to słyszałam na jej temat dużo dobrego, już miałam ją w najbliższym czasie kupić, a tu słyszę o scenach +18, które trochę zmniejszyły mój zapał. Jest tego bardzo dużo? Z tego co widzę sama manga jest wartościowa i chciałabym się z nią zapoznać. Mnie prześladowanie bardzo denerwuje, kiedy o nim czytam mam ochotę powiedzieć do ofiary "Ogarnij się, nie pozwól im na to! Dlaczego im na to pozwalasz?!" (taa, to moje współczucie). Jednak tą mangę mam ochotę przeczytać.
    Pozdrawiam!
    https://lekturia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi to zbytnio nie przeszkadzało. Yaoiców już tyle przeczytałam, że takie przedstawiania mnie mnie ruszyły za bardzo. Aczkolwiek było to niespodziewane, bo to jest tytuł oznaczony +16. Także spokojnie, nie jest to typowo hentaiowe/yaoicowe scenki. XD A też nie ma ich wiele. :D

      Usuń
    2. W takim razie mi to nie przeszkadza :D Przy najbliższych mangowych zakupach na pewno znajdzie się w moim koszyku.

      Usuń
    3. Miło mi to słyszeć. :D

      Usuń
  3. Dla mnie ta manga jest w sumie... przeciętna, dlatego jeszcze nie mam jej na swojej półce. Wolę już obejrzeć sobie dramę o znęcaniu się, bo większość jest po prostu napisana lepiej, a sama kreska autorki mnie od Vitamin odrzuca - co innego od LIFE czy Limit, bo te tytuły siadają mi od tej autorki jakoś bardziej. Może kiedyś ktoś będzie tanio sprzedawał, to zaopatrzę się w polskie wydanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja się wyłamię – mnie ta manga w ogóle nie urzekła. Pomysł niezły, tematyka dobra, ale zakończenie było po prostu słabe. Główna bohaterka – maltretowana psychicznie dziewczyna, która na ileś czasu zamknęła się w domu, postanowiła tak po prostu wziąć się w garść i sama sobie poradziła z traumą, jakby to było wyrzucenie śmieci. Obcięcie włosów to już naprawdę wisienka na torcie – nic bardziej oklepanego chyba nie dało się tam wstawić.

    Początek nawet dobry, ale zakończenie tak nierealistyczne, że aż niewiarygodne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiecie co, wszyscy tak piszemy o tym, jak okropnie zachowywali się znajomi z klasy wobec głównej bohaterki, ale mnie najbardziej ciekawi co innego. Gdybyśmy my sami dowiedzieli się, że jedna z naszych znajomych uprawia seks w szkolnej klasie, jak byśmy zareagowali? Przyjmując oczywiście, że jesteśmy niedojrzałymi uczniami szkoły średniej. Może nie rysowalibyśmy od razu pand na sutkach i tak dalej, ale pewnie też traktowalibyśmy dziewczynę inaczej. Bohaterowie mangi łatwo ocenili Sawako, ale my łatwo oceniamy ich. To nie jest ,,uwziąłem się na nią, bo jest brzydka i biedna", oni odrzucają ją z konkretnego powodu. Nie usprawiedliwia ich to, ale jednak trzeba o tym pamiętać.
    Mnie nie spodobało się, jak szybko i łatwo Sawako sama wyleczyła się z problemów. Mnie pozbycie się traumy po sześcioletnim znęcaniu zajęło trzy lata, a i tak zostało we mnie zaniżone poczucie własnej wartości, które leczyłam kolejne trzy.

    OdpowiedzUsuń