poniedziałek, 9 listopada 2015

156. [mini recenzja] LAMENT JAGNIĘCIA #3 ~ Kei Toume



 
Tytuł PL: Lamnet Jagnięcia: Hitsuji no Uta
Tytuł JP: 羊のうた [Hitsuji no Uta]
Autor: Kei Toume
Wydawca JP: Gentosha
Wydawca PL: Ringo Ame
Ilość stron: 208
Data wydania JP: 2002
Data wydania PL: 2015 (wrzesień)
Link do poprzednich recenzji: 1/2

Po kolejnym ataku żądzy krwi przerażony Kazuna spowiada się siostrze ze swoich krwawych koszmarów, które zdają się odzwierciedleniem jego najskrytszych pragnień. Tracąc nadzieję na odnalezienie leku na wampiryzm, Kazuna rozważa odebranie sobie życia. Jaki sens ma jego egzystencja? Czy kiedyś będzie mógł zaznać spokoju? A może sen naprawdę jest kuzynem śmierci?

Nareszcie w moje ręce trafiła trzecia część serii, która w specyficzny sposób poruszyła moje serce. Nigdy nie spodziewałabym się, że Lament Jagnięcia będzie jedną z mang, na które czekam z taką niecierpliwością. Co się dziwić, w końcu komiks ma klimat, którym nie pogardziłby fan dreszczowców. Jednak odczułam, że trzeci tomik pozostawił po sobie większy niż do tej pory niedosyt...

Historia jest ogółem ciekawa. Tomik, podobnie jak drugi, rozpoczyna się od momentu, w którym się zatrzymaliśmy, czyli na scenie Kazuny i Yaegashi (tego chyba nie da się odmienić...). Dziewczyna jest zaniepokojona nie jasnym zachowaniem przyjaciela, dlatego Kazuna decyduje się podzielić z nią swoją tajemnicą. Co więcej jest ona świadkiem napadu „głodu” chłopaka, który w rzeczywistości jest wywołany jej osobą. Ogółem tomik jest o tym, jak Kazuna żegna się ze swoimi, dotychczas, najbliższymi osobami. Nie obchodzi się tutaj bez dramatyzmu, lekkich kłótni, kłamstw i innych tym podobnych zachowań. W końcu Kazuna decyduje się na wspólne mieszkanie z siostrą. A według Chizuny musi pozostawić swoje stare życie daleko za sobą.
I tak praktycznie wygląda cały tomik. Najciekawsze momenty, czyli fakty z życia Chizuny przybliżające nas do głównej tajemnicy, są mniejszością, która tylko pobudza apetyt. Najgorsze jest dla mnie to, że nadal nie zbliżyliśmy się do tematu choroby. Wiemy tylko tyle, że jest to coś innego i odmiennego, co nie wykracza poza krew Takashirów. Krócej mówiąc zostajemy z większą ilością niewiadomych niż byliśmy na początku.
Urokiem tego komiksu jest niewątpliwie tempo akcji. Nie ma tu gwałtownych zwrotów, a jak już jakiś się pojawi to nie odczuwamy go tak, jak w przerysowanych shounenach czy dramatach. Czytelnik cały czas czyta tomik w napięciu, a to sprawia, że mocniejsze zdarzenia wydają się przytłumione przez „poduszkę”. Naprawdę ciężko opisać to uczucie, ponieważ z jednej strony jest to niesamowite, a z drugiej trochę denerwujące, bo nagle okazuje się, że tomik się skończył.

Ta recenzja jest naprawdę krótka. W końcu jakaś „mini recenzja”, którą można tak nazwać. :P Ale skupmy się na Lamencie. Dalej podtrzymuję swoje zdanie, że manga jest naprawdę bardzo ciekawą pozycją tym bardziej, że – przepraszam za to powtórzenie – nie spodziewałam się tego po tej serii. Manga fascynuje mnie i pod względem opowieści oraz trochę, co samą mnie dziwi, pod względem graficznym. Szczególnie okładki. Obrazy na nich przedstawiane są naprawdę przepiękne. Chociaż ten urok troszkę pryska na niektórych kadrach w środku... Mam nadzieję, że czwarty tom nawiedzi mnie już wkrótce, ponieważ chciałabym poznać dalszy bieg historii „wampirzego” rodzeństwa.

Ocena fabuły: 10/10 (arcydzieło)
Ocena postaci: 10/10 (arcydzieło)
Ocena „kreski”: 8/10 (rewelacyjna)
OCENA OGÓLNA: 28/30 (93% - najlepsze z najlepszych)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu RingoAme!



6 komentarzy:

  1. Ja czekam aż RingoAme wyda Ayutę to wtedy od nich kupię :D No i odkładam pieniądze na gry i ten nieszczęsny tablet graficzny, bo chodzi za mną i kusi bardziej niż mangi. Poza tym nie chcę zaczynać serii, która później do końca nigdy nie zostanie wydana (trochu martwię się od RingoAme, bo cicho u nich ostatnio).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie ma co się martwić, ponieważ wydali niedawno dwa tytuły, a że też ogłaszali całkiem niedawno nowości to jest dobrze. :) Niestety młode wydawnictwa mają teraz pod górkę.
      Taiga bardzo długo milczała, dopóki nie ogłosili swojego wycofania.

      Usuń
    2. Cóż, ogłoszenie nowości to znak, że chcą wydać, a czy dadzą radę to zrobić to inna sprawa. Niemniej jednak mam nadzieję, że im się uda, bo to małe, ale sympatyczne wydawnictwo.

      Usuń
    3. Też myślę, że jest to bardzo sympatyczne wydawnictwo :3
      Nie mniej jednak myślę, że jakby działo się coś złego to nie wiedzielibyśmy we wrześniu, że "chcą" wydać AYUTĘ czy Lucky Number 13. Ale, kto to tam wie...

      Usuń
  2. Trochę mnie to w sumie zastanawia, dlaczego wcześniej nie zainteresował mnie ten tytuł skoro to ewidentnie typ mangi w moim guście. >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee... Może po prostu przeoczyłaś? :D Tyle tego teraz na naszym ryneczku :P

      Usuń