poniedziałek, 25 sierpnia 2014

64. TORADORA! ~ Yuyuko Takemiya x Zekkyō – TOMIK DRUGI




Tytuł: Toradora!
Tytuł alternatywny:
 とらドラ![Toradora] ; Tiger x Dragon
Scenariusz:
Yuyuko Takemiya
Projekty postaci: Yasu
Ilustracje:
Zekkyō
Wydawca oryginalny:
Kadokawa
Wydawca polski:
Studio JG
Ilość stron:
178
Data wydania:
listopad 2013

Minori Kushieda, żywiołowa przyjaciółka Taigi oraz obiekt westchnień Ryuujiego, prosi na chwilę tę dwójkę na stronę, aby... pobłogosławić ich związek. Sytuacja zaczyna się jeszcze bardziej komplikować po dołączeniu do nich Kitamury – przyjaciela Smoka i miłości Tyciego Tygrysa. Ryuuji i Taiga próbują wyjaśnić, że to jest pomyłka i łączy ich tylko relacja Pan-pies. Nikt jednak ich nie słucha, bo plotka o zakochanym zabójczym duecie rozpowszechniła się po całej szkole. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że osoby w których są zakochani wierzą w jej prawdziwość, a nie im samym. Zdołowana Taiga postanawia pewne kroki, które znów pozwolą ujrzeć Ryuujiemu prawdziwego Tyciego Tygrysa oraz uroczą i kruchą Aisakę. 

Aż wstyd się przyznać, ale dopiero niedawno przeczytałam po raz pierwszy drugi tomik Toradory!. Od kąd założyłam bloga, jakoś mniej mam czasu na przeczytanie wszystkiego z mojej półki na raz. Do tego za niedługo znów trzeba będzie walczyć o oceny i wiedzę w szkolnych ławkach, więc znów termin przeczytania tego tomiku by się przeciągnął. Lecz nie to mnie skłoniło teraz do przeczytania Toradory!, tylko jej szkolna tematyka. Chyba chciałabym oswoić się z myślą o szkole w jakiś przyjemny sposób, a nie poprzez kupowanie ton zeszytów i książek. Tak oto, w końcu, pojawia się recenzja tomiku drugiego. 


Pierwszy tomik skończył się na prośbie Kushiedy, drugi wystartował w przerwanym momencie bez zbędnego powtarzania sceny. Tylko garść informacji takich jak kto kogo kocha i tyle. Po prostu historia biegnie dalej, w dodatku bardzo szybko. Po tak długiej przerwie pomiędzy pierwszym tomikiem a drugim, można dużo zapomnieć, ale ja nie wracałam do poprzedniego tomiku. Dałam się ponieść dalszym wydarzeniom. To co dzieje się później jest bardzo urocze oraz troszeczkę mnie poruszyło. I to jest właśnie powód dla którego lubię ten tytuł. Taiga, będąca twarzą tsundere, jest jedną z najlepszych charakterów jakie udało mi się spotkać. Jak dla mnie jest nie powtarzalna i dzięki niej fabuła jest wciągająca. Postać Ryuujiego również lubię. No po prostu nie da się nie lubić tej dwójki – gwałtownego i kochanego Tyciego Tygrysa oraz przerażającego Smoka o gołębim sercu. 


Na horyzoncie pojawia się nowa postać – Ami Kawashima. Znana jest głównie ze swojej pracy dla jednego z młodzieżowych magazynów modowych. Nasze groźne duo poznaje ją w kawiarence, kiedy to Ruuji przyszedł poobserwować Minori w pracy. Na pierwszy rzut oka jest to miła i uprzejma dziewczyna, która sama siebie uwarza za roztrzepańca. W tym momencie w głowie Taigi podnosi się alarm – nie ufajcie osobom, które mówią same o sobie, iż są roztrzepane. Kiedy Kitamura (przyszedł on z Ami), zabiera przyjaciela na chwilę na stronę, Kawashima pokazuje swoją prawdziwą twarz. Ze słodkiej dziewczyny przeobraża się w rozpieszczoną dziewuchę, której należy usługiwać. Kolejnego dnia okazuje się, że Ami dołączy do klasy bohaterów. O prawdziwej Ami wiedzą tylko Ruuji, Taiga oraz Kitamura, niestety reszta klasy uległa jej urokowi. Sama Ami jednak nie wie ile osób jest świadomych jej prawdziwego „ja”. 


Przy jakiejś dłuższej chwili wolnego (w związku z moimi urodzinami trochę się w domu dzieje, bo mama zaprosiła rodzinę... o czym nie wiedziałam przez dłuższy czas...) siupnę sobie na balkonie i poczytam do końca tomiki, które wyszły i jakie mam na półce, ponieważ jest to naprawdę dobra manga na zrelaksowanie. Można się przy niej wzruszyć oraz pośmiać. Nie mam żadnych większych zarzutów wobec Toradory!, dlatego zachęcam do czytania!


Ocena fabuły: 10/10

Ocena postaci: 10/10

Ocena „kreski”: 9/10

OCENA OGÓLNA: 10/10



Kilka pierwszych stroniczek na zachętę :) :




2 komentarze:

  1. Anime mi się podobało, ale do zakupu mangi jakoś mnie nie ciągnie, chciałabym powiedzieć, że to wcale nie dlatego, że pierwowzorem jest light novel i że kreska w tego typu mangach zazwyczaj średnio mi się podoba, ale niestety taka prawda. T.T

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakimś cudem toradora zawsze mi gdzies chodzi kolo nosa w empikach, ale nigdy nie moge sie zdecydowac, zeby ją kupić

    OdpowiedzUsuń