niedziela, 3 sierpnia 2014

56. KSIĄŻĘ PIEKIEŁ: DEVILS AND REALIST ~Utako Yukihiro x Madoka Takadono – TOMIK PIERWSZY



Tytuł: Książę Piekieł: devils and realist
Tytuł alternatywny:  魔界王子 devils and realist  [Makai Ouji: devils and realist], Hell Prince - Devils and Realist
Scenariusz: Madoka Takadono
Rysunki: Utako Yukihiro
Wydawca oryginalny: Ichijansha
Wydawca polski: Studio JG
Ilość stron: 186
Data wydania: czerwiec 2014

William Twining jest dziedzicem jednego z angielskich rodów szlacheckich, który – jak sam twierdzi – jest straszy od samej rodziny królewskiej. Jego życiowym celem jest zdobycie dobrze płatnego zawodu, dlatego stara się być najlepszym uczniem w jednej z państwowych szkół. Nie zaprząta swojej głowy zbędnymi fanatyzmami, dla niego liczy się tylko nauka. Gdy chłopak odwiedza rezydencję dowiaduje się o nieudanym interesie wuja. Krócej mówiąc cały jego majątek przepadł. I jak teraz zapłaci czesne za internat? Szukając jakiejkolwiek cennej rzeczy na sprzedaż William natrafia na stare drzwi w piwnicy. Jest to jedyne wejście, do jakiego dostęp miał tylko ojciec chłopaka. Przekraczając próg nie wiedział, że jego racjonalny świat może rozlecieć się w drobny mak. Za drzwiami spotyka Dantaliona, Wielkiego Księcia Piekieł. 


Nareszcie doczekałam się Księcia Piekieł! To była katorga widząc, że leży sobie w kopercie na biureczku, a ja nie mogę przez dłuższy czas jej dostać do rączek. Nie powiem, że się nie napaliłam na tą mangę. Znów jest to taka seria, której w wersji animowanej nie oglądałam, uważam jednak, że nie jest to błąd. Wolę wpierw przeczytać mangę, a później obejrzeć anime. To bardziej ułatwia mi sprawę oceny. A jak oceniam Księcia Piekieł? Otóż...


(Spodobała mi się metoda „rozkładania na części”, więc i tę recenzję napiszę w podobniej kolejności.) Wiele oczytałam się o wspaniałej prezentacji tomiku. Gdy dorwałam tomik, dosłownie go obmacałam wzdłuż, wszerz i po przekątnej. Nic dziwnego, że inni wychwalają jakość wykonania tomiku, bo jest naprawdę porządna. Wygląd obwoluty i okładki pod nią zaczął mi coś przypominać i po chwili skojarzyłam, że myślę o Karnevalu oraz Pandorze. Po części trop był dobry, bo Karneval również jest wydawany przez Ichijanshę, ale o Naiu i spółce innym razem. 

Obwoluta Księcia jest matowa z gdzieniegdzie połyskującą warstewką. Bardzo lubię taki zabieg na książkach i uważam, że do tej serii, jak najbardziej pasuje. Poza tym już samym rysunkiem Williama na przodzie kusi, aby wziąć tomik chociaż do ręki i przynieść ze sobą do domu. Na odwrocie możemy podziwiać dwójkę demonów pojawiających się w tomiku pierwszym, prędzej bądź też później. Pod obwolutą mamy zabawną historyjkę oraz, wcześniej wspomniane, postaci demonów. Całość jest w kolorze bordowym. Nie wiem jak wy, ale ja jestem zwolenniczką kolorowych okładek pod obwolutą. Jakoś tak uśmiech od razu na usta wskakuje.

W środku mamy cztery kolorowe strony, jednak tylko jedna wyróżnia się spośród innych. Przedstawia ona głównego bohatera i jego oddanego sługę – Kevina. Reszta jest w kolorze granatu z wzorkiem odpowiadającym czasom w jakich rozgrywa się akcja mangi. Nic specjalnego, ale jednak ma to swój urok. Jeżeli chodzi o wygląd wnętrza komiksu to tu nie mam nic do zarzucenia. Biały papier i kontrastująca z nim czerń tuszu (za tym tęskniłam!! T.T). Czcionka dobrze wpasowuje się w komiks, jednak czasem miałam problem z polskimi onomatopejami. Nagle mi gdzieś znikały. Po prostu za bardzo zlały mi się z japońskimi. Poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń. 


Chociaż na wygląd każdej stroniczki składa się wiele elementów, to najważniejszymi z nich są rysunki postaci, a te stoją na wysokim poziomie. Kto nie lubi sobie popatrzeć na ładnych panów? Książę Piekieł to kolejna manga, która dostarcza fankom nowej dawki mangowych przystojniaczków. Szkoda tylko, że wzorzec się powtarza. Blondynek, dość niski z ładnie ułożonymi włoskami oraz długonogi, ciemnowłosy, odrobinę mroczny chłopak. Gdyby to zdanie wyjąć z pomiędzy innych z tej recenzji, to można by je podszyć pod Oza i Gilberta, a gdyby nie „blondynek” to mamy Ciela i Sebastiana, bądź też Naia i Garekiego. Te postaci różnią się pod względem charakteru, jednak jeżeli chodzi o wątek fabularny to znów otrzymujemy niskiego „paniczyka”, który jest „zwierzaczkiem” drugiego z dwójki. Ale, jeśli to się łyka, to co poradzę? Po swoim własnym przykładzie mogę powiedzieć, że działa. (No, co? Kto powiedział, że wszystko musi być inne? :3)


O fabułę nie ciężko się domyślić. Pan B ma coś do pana A, który jest XYZ. Później pojawia się pan C, pan D itd. Ci również mają taki sam interes do wielkiego XYZ. Tak to mniej więcej wygląda. Nie otrzymałam w tym tomiku nic nowego, prócz pomysłu z demoniczną szlachtą i wybierającym na namiestnika piekła. Ten pomysł mi się spodobał. Szczególnie fakt, że William, który jest „tym co wybiera” w ogóle nie chce uwierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych, nawet jeżeli walki lewitujących na niebie demonów toczą się nad jego głową. Prócz tego pomysłu nie otrzymałam nic nowego, oczywiście jeżeli chodzi o fabułę. 


Z bohaterami jest już z deka inaczej. Owszem są podobni do innych znanych nam lepiej, bądź gorzej postaci, ale mają takie cechy, które ich wyróżniają. Już mówiłam o racjonalizmie Williama. Nauka dla niego jest jak oddychanie, nic nie dzieje się z niewiadomych powodów, wszystko jest gdzieś uzasadnione. Magia, Kościół, Biblia i inne mistyczne rzeczy są dla niego stekiem bzdur, które nie mają żadnego uzasadnienia w nowych czasach oświecenia. Dantalion z kolei oprócz tego, że jest „siedemdziesiątym pierwszym dowódcą trzydziestu sześciu zastępów piekielnych i Wielkim Księciem Piekła”, jak na razie nie ma nic takiego co by go wyróżniało. Oczywiście wykluczając tą nutkę grozy i tajemnicy, którą jest otulony. W przeszłości tego demona działo się nie jedno, chociażby to, że kiedyś był człowiekiem. Przez innych braci jest nazywany Nefilimem – demonem będącym kiedyś istotą ludzką. W piekle jest wiele takich demonów, a nasz racjonalista dość szybko spotyka kolejną istotę, będącą niegdyś człowiekiem. 


„– Dość tych wygłupów... Niby jaki bury kundel?! To po prostu wyładowanie elektryczne, nie słyszeliście o Benjaminie Franklinie?!
– Przecież to demony...
– Demony sremony! Według teorii Daltona, wszystko składa się z atomów. Demon, anioł, pies, bez różnicy. Wszyscy jesteście ATOMAMI! «Chwała niech będzie Johnowi Daltonowi!»”


Tak oto prezentuje się Książę Piekieł: devils and realist. Zapewne wiele osób oczekiwało na ten tytuł tak samo jak ja – z wielkim zniecierpliwieniem i kalendarzem w ręce. Nie mogę powiedzieć, że jestem zawiedziona, bo to nie jest prawda, ale w jakiejś części spodziewałam się czegoś więcej. Po prostu po pierwszym tomiku mam straszny niedosyt. Co zaś tyczy się wykonania to jest ono na jak najwyższym poziomie, jednak to ono przykuło moją uwagę bardziej niż fabuła. W tomiku pierwszym dostaliśmy dobry początek, a jak z dalszymi częściami? Ja zadbam o to aby się dowiedzieć. A wy? Jakie są wasze odczucia po lekturze pierwszego tomiku? Jeśli nie czytaliście, sięgniecie po Księcia Piekieł?


Ocena fabuły: 7/10

Ocena postaci: 8/10

Ocena „kreski”: 10/10

OCENA OGÓLNA: 8/10






Na koniec ślę podziękowania dla Studia JG oraz Yatty za egzemplarz recenzencki! <3


7 komentarzy:

  1. Obwoluta jest super, jak dostałam tę mangę to zachwycałam się nią przez kolejnych parę dni.
    Co do fabuły to dla mnie najmocniejsza stronę tego tytułu jest właśnie główny bohater. Jest naprawdę fajnie wykreowany. No i jeszcze bardzo lubię fabułę nawiązującą do religii, aniołów, demonów itp. więc to pozycja jak najbardziej dla mnie. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to są najmocniejsze strony tej mangi. :3

      Usuń
  2. William wyróżnia tę mangę. <3 Muszę kiedyś skończyć anime, ale mangi nie zamierzam kupować, bo boję się, że balansowanie na granicy tematów religijnych może mnie wcześniej czy później zniesmaczyć i ostrożnie podchodzę do takich tytułów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pod względem graficznym manga wygląda naprawdę ładnie, ale jednak nie skusiłam się na ten tytuł, trochę kojarzy mi się z "Kuroshitsuji" i odstrasza fakt, że manga nie jest zakończona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, przeczytałabym, gdybym miała okazję. Brzmi średnio oryginalnie, ale kreska przyjemna dla oka ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. "Oza i Gabriella" A nie przypadkiem Oza i Gilberta? :P
    Mnie ta manga szczerze mówiąc trochę zawiodła. Kreska jest, owszem śliczna, tematyka fajna, jednak główny bohater całkowicie nie przypadł mi do gustu a cała reszta wydaje się jakaś taka... nijaka. Mimo wszystko będę zbierać dalsze tomy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Boże, boże przepraszaaaaam!!! Już poprawiam !!! :3 Ale przynajmniej wiem, że ktoś czyta i to ze rozumieniem. :3

      Ostatnio czytałam "Sevage garden", a tam mamy Gabriellę... Do tego jeszcze trochę Supernaturala sezon 5 i z Gilberta zrobił się Gabriel.. XD

      Usuń