niedziela, 10 sierpnia 2014

59. ATAK TYTANÓW ~ Hajime Isagama – TOMIK PIERWSZY




Tytuł:
Atak Tytanów: Shingeki no Kyojin
Tytuł alternatywny:
 進撃の巨人 [Shingeki no Kyojin]; Attack on Titan
Autor:
Hajime Isagama
Wydawca oryginalny:
Kodansha
Wydawca polski:
J.P.Fantastica
Ilość stron:
192
Data wydania:
maj 2014
Przed około wiekiem na Ziemi pojawili się giganci żerujący na ludziach. Ich siła była przytłaczająca, żaden człowiek nie potrafił stanąć z tą siłą do walki. Ludzkość stanęła na krawędzi wyginięcia. Aby przetrwać wybudowano trzy potężne mury – Marię, Rose oraz Sinę, za którymi mogli ukryć się ocalali z rzezi. Przez te sto lat tytani nie przepuścili żadnego ataku na mury, ten dzień jednak nadszedł. Wtedy to brutalnie przypomniano mieszkańcom, że w obliczu potęgi tytanów nie mają najmniejszych szans, a dotychczasowe schronienie stało się pułapką bez wyjścia.
Eren Jaeger w przyszłości chciałby dołączyć do korpusu zwiadowczego, lecz wszyscy jego bliscy chcą wybić mu ten pomysł z głowy. Prawie wszyscy. Jedynym nieprotestującym człowiekiem z tej sprawie jest jego ojciec. Ciekawości człowieka nie da się pohamować, a jest ona powiązana z jego marzeniem – ujrzeniem świata zewnętrznego. Niestety przychodzi dzień ataku na ludzkość, którego Eren jest światkiem. Przez to zdarzenie chłopak podejmuje decyzję – zabije wszystkich tytanów co do nogi, ponieważ ludzkość już dość wycierpiała żyjąc w klatce.


Kto nie słyszał o Ataku Tytanów? Aż pokuszę się o stwierdzenie, że świat zalała tytanowa fala. Jest to jeden z najbardziej znanych tytułów, a to wielkie „bum” rozpoczęło się wraz z emisją anime. Niestety tak to już bywa, że dzięki animacji manga dostaje dodatkowe +10 do „fejmu”, jednak czy pierwowzór też może porwać tak, jak poruszające się żywe postaci? Zachęcam do dalszego czytania. 

Ku mojemu zaskoczeniu tytuł dość szybko pojawił się na polskim rynku, a to dzięki wydawnictwu JPF. Polscy fani serii zostali naprawdę dopieszczeni, ponieważ wydanie jest porządne, zresztą jak na JPF przystało. Oczywiście kiedy ogłoszono przetłumaczony tytuł, nie uszło to bez zbędnych komentarzy typu: „Dlaczego?”, „Przecież to powinno być po japońsku” i tym zbliżonych. Osobiście nie mam żadnych zastrzeżeń do tłumaczeń tytułów na polski, jeżeli jest to robione dobrze i po polsku tytuł też ładnie brzmi. Japońskie Shingeki no Kyojin sama sobie tłumaczyłam jako Atak Tytanów, więc uważam, że tytuł wyśmienicie prezentuje się w naszym ojczystym języku. Jedyny ból jaki odczuwam w tej kwestii dotyczy Służącej Przewodniczącej, ale o tym to kiedy indziej. Wracając do jakości wydania tomiku to chciałam poruszyć temat tytułu ponieważ wygląda on naprawdę dobrze na obwolucie i okładce. Co do samej obwoluty to ma jeden minus – błyszczącą powłokę, którą łatwo zarysować. Muszę być ostrożna, aby nie dorobić się jakiś większych ryz na tomiku, ponieważ na ciemnym będzie widać każde najmniejsze podrapanie. Bardzo dbam o swoje tomiki i jest to dla mnie dość istotna sprawa, ale nie uważam, że jest to jakiś wielki uszczerbek w całości. Po prostu moje pedantyczne zapędy...A jak tomik prezentuje się w środku? Na pewno brak kolorowych stron nie sprzyja. Spodziewałam się chociaż jednej wstawki, nic takiego jednak nie ma. 

Jak już jesteśmy przy tych drobnych minusach to pociągnijmy to jeszcze chwilę. Co najbardziej mnie rozczarowało to kreska. Oczywiście jak większość wpierw obejrzałam anime. Przyzwyczaiłam się do wyglądu postaci z ekranu, a podobnych efektów spodziewałam się w mandze. Pod tym względem, niestety anime wypadło lepiej. Rysunki pana Hajime nie spodobały mi się. Uważam, że są za bardzo niedokładne. Nie pod względem szczegółów, ale po prostu wydają się czasem niechlujne, robione na ostatnią chwilę. Myślę, iż jest to efektem nadmiernego zakreskowywania. Niektóre ujęcia są, po prostu, boskie, ale w większości są to pogubione proporcje. Nie mówię o tytanach bo ci tak wyglądać mają, ale ludzkie sylwetki momentami wydają się krzywe, szczególnie nie mogę przywyknąć do twarzy bohaterów. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach będzie coraz lepiej.

Jestem skłonna przymknąć oko na kreskę, bo przy takiej fabule, to jest błahostka. Oczywiście należy dobrze przedstawić wykreowanych bohaterów oraz ich historię, ale jeżeli kadry są w porządku, a akcja wciąga pomimo tych nadprogramowych pociągnięć to chyba dobrze wróży tytułowi. Co ja mogę pisać o fabule?! Większość z nas ją zna, być może na różnych etapach, ale wciąż jest to jedna i ta sama historia, a to co zostało zapisane w tomie pierwszym jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Postapokaliptyczne klimaty to coś co lubię i od pierwszych dźwięków wiedziałam, że mam kolejnego faworyta (Taa... znów nawiązuję do anime...). Ludzkość u progu zagłady, potężny wróg i jeden napaleniec, który chce wszystko przywrócić do ładu. Można jeszcze dodać kilku innych bohaterów oraz przeżyć, będącymi nicią ich łączącą. Może brzmi to znajomo, ale świat w jakim to się dzieje powoduje, że wszystko odczuwamy dwa razy mocniej. Kiedy bohater jest zrozpaczony – czytelnik też, kiedy się boi – czytelnik również odczuwa lęk, szczęście, radość oraz chwile beztroski. Atak Tytanów zawiera w sobie szeroki wachlarz uczuć, których nie da się zignorować czytając tomik. 

Oczywiście w mandze mam swoich ulubieńców. Nie ciężko się domyślić, że jednym z nich jest Eren. Za nim stoi dzielnie Mikasa. Postaci takie jak Mikasa mocno faworyzuję. Lubię kiedy panie pokazują swoje „pazury” w mangach shounen. Nie dość, że zdolna i utalentowana w kontekście fizycznym to jeszcze silna psychicznie. Z Erenem jest różnie. Czasem mnie denerwuje, ale są momenty kiedy wszystko mu wybaczam. Nie poddaje się i nie ucieka od poważnych problemów, a to cenię naprawdę wysoko wśród ludzi. Te dwie cechy zadecydowały chyba o mojej sympatii do głównego bohatera. Armin jest inteligentnym chłopakiem o słabej wytrzymałości fizycznej, lecz jego nie da się zastąpić ot tak. Cała trójka uzupełnia się, a dzięki ich więziom lektura staje się bardziej poruszająca. Wraz z głębszym zaznajamianiem się z mangą poznajemy inne niepowtarzalne osobowości i nim się spostrzeżemy, trzymamy za niego/nią kciuki w walce z olbrzymami. 

Czuję się zadowolona trzymając tomik na półce. Uważam, że jest to kawał dobrze wykonanej roboty. Nie da się pominąć, kilku farmazonów, jak np. czemu ludzie rozmawiający pomiędzy sobą mówię pełną nazwę tytana kolosalnego? Przecież kiedy rozmawiam o czymś, dajmy na to o pszczołach to nie mówię za każdym razem „pszczoła miodna” czy „pszczoła wschodnia” tylko po prostu „pszczoła”. Tu tak samo uważam, że w niektórych momentach przydało by się samo „kolos”, bo momentami to brzmi dziwnie. Ale jak już mówiłam, ogółem jest dobrze i jestem gotowa na kolejną dawkę. 

Ocena fabuły: 10/10
Ocena postaci: 10/10
Ocena „kreski”: 6/10
OCENA OGÓLNA: 9/10

Przykładowe strony:


11 komentarzy:

  1. Ja, Ags, szczerze mówiąc nie miałam jeszcze styczności z Shingeki no Kyojin, ani mangi ani anime jeszcze nie tknęłam i jakoś mimo całej popularności całej serii średnio mnie do niej ciągnie :D
    Aale, wiem że powinnam - chociażby po to, żeby zaspokoić ciekawość czemu ludzie tak bardzo na punkcie tego szaleją - i pewnie najpierw sobie od Ciebie pożyczę mangę niż anime zacznę, żeby być mile zaskoczoną animową kreską a nie na odwrót ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł dobry, bo ja przeżyłam małe zderzenie światów. :P Oczywiście w kwestiach "kreskowych". xD

      Usuń
  2. Kiedyś machnęłam się na recenzję całości, i pierwszej serii anime, i jedenastu tomów mangi, mam ją na swoim blogu ;)
    Mnie kreska SnK ogólnie się podoba, choć wiem, że jestem w mniejszości, a Hajime mistrzem w anatomii nie jest. Mikasa, ach, jak bardzo denerwująca jest ta postać, a raczej jej interpretowanie przez fanów. Jeśli mangaka stworzył taką postać świadomie (co w tym przypadku jest prawdopodobne), wykreował ją na zachowującą się nienaturalnie osobę z problemami, a nie wspaniałą kobietę – lep na fanów, to tylko się cieszyć i zachwycać postacią z głębią psychologiczną, a jeśli nie, cóż... Czemu zrobili z niej w anime bishoujo i odebrali całą dzikość spojrzenia i niechlujność?!?!
    Bardzo podoba mi się wydanie JPFu, tylko mam taką smutną myśl, że Waneko wydałoby podobnie, tylko taniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Mam podobne odczucie jeżeli chodzi o wydanie od Waneko, ale i tak się cieszę. Jeżeli chodzi o Mikasę to i tak lubię tą postać i w mandze mnie bardziej do siebie przekonała.

      Usuń
  3. A ja właśnie nie przepadam za Mikasą (za Erenem zresztą też), denerwująca jest ta jej przesadna troska o Erena, mam nadzieję, że w przyszłości nie rozwinie się z nimi jakiś wątek miłosny -.- Kreska w mandze jest okropna, rażą zwłaszcza błędy anatomiczne, za to sama fabuła do pewnego momentu jest naprawdę ciekawa i wciągająca, ale obecne wydarzenia, które rozgrywają się w mandze są jakieś takie przekombinowane i nudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden lubi to drugi tamto. Może dramaty są zbyt przesadzone i niektóre cechy czasem denerwują, ale jednak bez nich i tych "wad" nie wydali by się (chyba) tak ludzcy.

      Usuń
  4. Zadziwia mnie fakt, że snk ma tak dobre recenzje wszędzie! Może jestem jakaś inna, ale niespecjalnie przepadam za tym tytułem. Jakoś przed wejściem anime, zaczęłam od czytania mangi na internecie, potem jakoś przestałam, kolejno zabrałam się za anime i pech chciał, że nie strawiłam go na raz, a z wielkimi przerwami i od niechcenia, jedynie dlatego bo znajomi mnie naciskali: bo przecież to taka świetna seria! Której ja mówię: nie. :) Na mangę dodatkowo szkoda by mi było pieniędzy. Kreska faktycznie nie zachwyca, a dla mnie, skoro nie fabuła, to chociaż ona powinna przekonywać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydanie bardzo ładne, jak zawsze od JPF, szkoda, że obwoluta lekko przesunięta. Najbardziej jednak zawsze cenię u nich to, że czyszczą wszystkie onomatopeje. <3
    Co do samej mangi to kurcze może teraz zgrzeszę, ale zawsze będę powtarzać, że wolę anime i to już nie chodzi o kreskę, bo do niej jestem się w stanie przyzwyczaić, to jest po prostu typ historii, która najlepiej wygląda w ruchu i z muzyką, kiedy okroi się ją z tych dwóch czynników, wtedy człowiek zaczyna bardziej nad nią myśleć i już nie wydaje się taka świetna i nietypowa. Teraz zgrzeszę drugi raz, bo dla mnie cała fabuła tutaj poszła za szybko i lubię fillery w anime. T.T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu od razu grzeszyć? Po prostu tak wolisz i już. W przypadku tej mangi to na razie cięzko mi powiedzieć czy anime jest lepsze niż manga czy na odwrót. Myślę, że to zdanie wyrobię sobie przy okazji tomika 3 bądź 4.
      Tak onomatopeje to jest duży plus, tylko to częste "wiuuuuuu" tak dziwnie xD Tam wiem, że wiaterek, ale akcja wpada taki nastrój, a za bohaterem "wiuuuuu" xD W tym momencie trochę się pośmiałam. :P

      Usuń
  6. Atak Tytanów <3 Już od dawna leży u mnie na półce! Czekam na następne tomy, bo ma na świetną kreskę i chętnie chciałabym porównać ją do anime ;)
    Za każdy komentarz się odwdzięczam!
    http://otaku-okaeri.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. A nawet mam go w swojej kolekcji :D Pamiętam, ze byłam zadowolona :D

    OdpowiedzUsuń