piątek, 4 sierpnia 2017

[Na pierwszy rzut oka] Kłamstwo ma krótki... ogon? - Wilczyca i czarny książę




Tytuł: Wilczyca i czarny książę
Autor: Ayuko Hatta
Wydanie PL: Waneko
Tłumaczenie: Nina Pięk, Karolina Dwornik
Oceniane tomy: 1-3
Status mangi*: Wychodzące (JP: 16)
Ilość stron: 176/184/184
Rok wydania: 2017 (styczeń)/ 2017 (marzec)/ 2017 (maj)
Cena okładkowa: 19,99zł (każdy)

Złośliwość rzeczy martwych nie zna granic. Szczególnie aktywna staje się, kiedy masz zaplanowanych kilka dni do przodu. I gdyby nie to, że mój ruter odmówił współpracy z komputerem to dziś pisałabym zupełnie coś innego. No ale co zrobić. W końcu mieszkam na krańcu świata, bo aż w Bieszczadach, a tutaj zasięg, internet i inne takie lubią czasem zawodzić. Jedynym plusem całej tej sytuacji jest to, iż mogłam dokładnie przemyśleć, co napisać w dzisiejszej recenzji. A zatem zaczynajmy.

Początek liceum to szansa na nowe życie towarzyskie. Erika postanowiła z tej szansy skorzystać. Aby przypodobać się nowym przyjaciółkom, zaczęła przechwalać się swoim bujnym życiem uczuciowym. Sęk w tym, że przez całe 16 lat nigdy z nikim się nie umawiała, a jej wiedza o związkach pochodzi (prawdopodobnie głównie) z mang. Przez jakiś czas jej kłamstwa nie wychodzą na jaw, jednak po jakimś czasie dziewczyny zaczynają coś podejrzewać. Aby odpędzić w czasie konfrontację Erika robi na ulicy zdjęcie przypadkowemu chłopakowi. Następnego dnia chwali się przed przyjaciółkami "swoim misiaczkiem". Jak się okazuje nieznajomy jest jednym z uczniów jej szkoły. W dodatku bardzo popularnym wśród szkolnej gawiedzi. Dziewczyna decyduje się powiedzieć chłopakowi prawdę i poprosić go by przez jakiś czas poudawał jej drugą połówkę. Kyouya - bo tak ma na imię przystojniaczek - zgadza się, lecz pod jednym warunkiem. Erika ma zostać jego "pieskiem". 

Swoją przygodę z Wilczycą... zaczęłam jakiś czas temu, czyli od obejrzenia anime. Już wtedy dobrze wkręciłam się w tę serię i z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnych odcinków. Przyznam się, że po cichu liczyłam na drugi sezon, ale na moje szczęście doczekałam się wydania polskiej wersji mangi. Jednak pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami minęło prawie dwa lata. Moje emocje co do tytułu opadły i nie czułam zbyt silnej potrzeby posiadania go na półce. W pewnym momencie coś we mnie pękło i zatęskniłam za Eriką i Kyouyą. A poza tym, chyba najwyższy czas poznać dalszą część ich historii.

Tak, tak. Lubię takie historyjki, gdzie dziewczyna spotyka w przypadkowych okolicznościach jakieś ciacho, a potem musi się gimnastykować by zdobyć jego serce. W końcu mam słabość do shoujo. Wilczyca... spodobała mi się przede wszystkim ze względu na postaci, ale również lubię tutejszy humor i dystans z jakim autorka przedstawia typowe, dramatyzujące sytuacje. Oczywiście jedną z nich są rozterki sercowe Eriki, które mogłyby być idealnym podkładem pod rozdmuchaną opowieść o nieszczęściu nastolatki. W końcu Kyouya widzi w niej psa a nie kobietę, a takie porównanie nie kojarzy się zbyt dobrze. Przez to, że ta sytuacja jest pokazana, w taki a nie inny sposób tytuł wydaje się bardzo lekki. W dodatku "pieskie" życie Eriki nie jest takie złe, bowiem chłopak naprawdę kocha te stworzenia, a że Erika jest trochę ślepa to wszystko brzmi jak tani sado-maso hentai.

Jak wcześniej wspomniałam bardzo spodobały mi się tutejsze postaci. I nie tylko pod względem charakteru, ale też ze względu na solidność ich projektów. W pewnym sensie bije od nich autentyczność i prawda. Przez te trzy tomy nie było, żadnego zachowania, które nie pasowało by do żadnego z bohaterów. Wszystkie zdarzenia płyną bardzo naturalnie, nawet jeżeli jakaś sytuacja podsmrodkowuje trochę absurdem. Wydaje mi się, że właśnie postaci są największym plusem tej serii, bo prócz ciekawych protagonistów, mamy bogaty wachlarz postaci drugoplanowych.
Nie ma co ukrywać. Bardzo polubiłam głównych bohaterów. Erika chociaż ma kilka wad, to mimo wszystko jest naprawdę sympatyczną dziewczyną. Trochę masochistką, ale cóż... bez tego nie byłoby komedii. Poza tym na samym początku trochę przypominała mi Futabę Yoshiokę ze Ścieżek młodości**, ale bardzo szybko okazało się, że wiele je różni. Kyouya z kolei jest trochę mniej oryginalny. Spokojnie można przyszyć do niego łatkę "pana tajemniczego", którego sekrety z przeszłości będą odkrywane później. Do tego trzeba też dodać stopniowe wydobywanie się jego dobrych cech ponad "czarnego księcia". Tutaj interesuje mnie tylko jedno - czy na końcu Kyouya stanie się miękką kluchą, czy też nadal będzie się trzymał swojej ciemnej strony mocy?

Na koniec kilka słów o kresce. Nie nazwałabym jej czymś wybitnym czy wnoszącym powiew świeżości. Strona graficzna jest trochę powyżej przeciętnej, chociaż można w niej zobaczyć elementy charakterystyczne dla Ayuko Hatty. Można się o tym przekonać dzięki załączonym do dwóch tomików krótkich, randomowych historyjek. Czasem się zdarzy, że jakaś postać wygląda trochę bardziej kanciasto, ale jest to rzadkie. Zdaje się że wszystko zgrywa się w kompletną całość, co uważam za naprawdę duży plus. Udało mi się przejrzeć kilka z wcześniejszych prac autorki (co prawda trochę po macoszemu, bo mój internet nie będzie testował mojej cierpliwości...) i z tego co udało mi się zauważyć to Wilczyca... jest jej pierwszą dłużą serią. Dlatego podejrzewam, że dopiero na tym tytule jej styl się trochę ustabilizuje. Jest to również kolejna zaleta, która tylko skłania mnie do tego, by zostać przy tej serii na trochę dłużej.

Muszę przyznać, że w swoim życiu przeczytałam już trochę szojek. Nie każda z nich charakteryzowała się oryginalnością czy ambitnością. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że Wilczyca i czarny książę z pewnością te dwie cechy ma. Oczywiście znajdą się tutaj bardziej sztampowe motywy, ale dziś jest już bardzo trudno uniknąć jakichkolwiek powtórzeń. Oceniam ten tytuł dość wysoko, ponieważ potrafi mnie rozbawić, a także momentami poruszyć. Cieszę się, że mogłam ponownie spotkać się z jednymi z bardziej lubianych przeze mnie mangowych duetów i że mam możliwość poznać ich dalszą historię.

Ocena fabuły: 7/10
Ocena postaci: 9/10
Ocena kreski: 7/10
OCENA OGÓLNA: 23/30 (77%)

Za egzemplarze recenzenckie dziękuję wydawnictwu Waneko 💗


*W ogólnych danych podany jest status mangi w Polsce. Japoński zapisany symbolicznie w nawiasie: liczba z "+" = nadal wydawana; bez "+" = zakończona. Wydaje się to oczywiste, ale piszę o tym tak dla jasności. :P
** Podaję link do recenzji siódmego tomiku, tam można sobie wyklikać recenzję któregoś z poprzednich (Tytuł dodany na listę "Do nadrobienia"...).

8 komentarzy:

  1. *powyżej

    W tej serii fajne jest to, że postacie dojrzewają w czasie i nie stoją ze swoimi błędami w miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tia... Ja to lubię sobie tak ortem rzucić... XD Ale przynajmniej wiem, że ktoś czyta <3

      Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać aż do samego końca :3

      Usuń
  2. Mangi nie czytałam, ale znam ten tytuł z anime i jakoś nie wywarł na mnie najlepszego wrażenia. Stąd też stwierdziłam, że raczej nie skuszę się na zakup tomików, bo są jednak ciekawsze tytuły, które wolałabym wsadzić w to miejsce.

    W ogóle ta seria wywarła na mnie jakieś masochistyczne pobudki, bo wiedząc, jak przedmiotowo główny bohater traktuje tę dziewczynę to i tak miałam jakiś z tego fun :'D. W sumie nie wiem czemu to obejrzałam do końca :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to po prostu wciąga. Historia jest zrobiona dobrze, płynnie i po prostu odbiorca jest w to wszystko wciągnięty :P Takie czary XD

      Usuń
  3. Kiedyś oglądałam anime, a potem chyba około 30 rozdziałów mangi. Jednak z czasem nie mogłam znaleźć kolejnych skanów, które byłyby przetłumaczone, w Polsce to jeszcze nie wychodziło, a potem jakoś kompletnie zapomniałam... Może kiedyś znowu do tego wrócę. Moze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że do tego nie wrócę, ale ciesze się ze jednak to zrobiłam. Czuję, że ta seria przysporzy mi dużo frajdy :D

      Usuń
  4. Bardzo podobają mi się w tej serii projekty i kolorystyka okładek, ale seria raczej zupełnie nie dla mnie. W sumie i dobrze, przynajmniej kolejna aż tak nie kusi obciążaniem portfela xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki są ładne i ładnie wyglądają przy innych szojkach od Waneko. :D
      Ja chyba za bardzo lubię takie głupawe szkolne historyjki. XDD

      Usuń