[Na pierwszy rzut oka] Teraźniejszość-przeszłość - Erased. Miasto, z którego zniknąłem




Tytuł: Erased. Miasto, z którego zniknąłem
Autor: Kei Sanbe
Wydawca PL: Studio JG
Tłumaczenie: Paulina Tuczapska
Oceniane tomy: 1
Status mangi*: Wychodzące (JP: 8)
Ilość stron: 196
Rok wydania: 2017 (kwiecień)
Cena okładkowa: 22,90zł

Ostatnio mam niezłą jazdę na historie z wątkami kryminalnymi. Dzięki temu, że mam teraz wakacje udało mi się obejrzeć kilka zaległych filmów, seriali, anime oraz poczytać książki czy mangi (mniej zobowiązujące). Większość z tych pozycji miała do czynienia ze zbrodnią. Stąd też Erased doskonale wpisało się w mój filmowo-książkowy nastrój. Jednak sądzę, że mimo braku tego sezonowego upodobania komiks Kei Sanbe przemówił by do mnie w podobny sposób.

Młody chłopak usiłuje sprostać rzeczywistości, w której nic nie idzie po jego myśli. Przedziwne cofanie się w czasie, którego doświadcza, jeszcze bardziej potęguje jego rozdrażnienie. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Tragiczne wydarzenia sprawiają, że w życiu Satoru nic już nie będzie takie samo.
Śmierć koleżanki z klasy, seryjne porwania i morderstwa, przyjaciel, którego nie zdołał uratować, tożsamość sprawcy...
Nadchodzi teraźniejszość, w której chłopak musi stawić czoła wydarzeniom z przeszłości...!**

Muszę Wam powiedzieć, że nie nakręcałam się na tę mangę. Uważałam, że Erased bedzie przeciętną historyjką próbującą wypłynąć na nieznane dotąd wody. Za tym szło również prawdopodobieństwo, iż ostatecznie wszystko wyjdzie, jak zawsze, czyli przewidywalnie. Stało się zupełnie na odwrót, ponieważ historia Satoru Fujinumy bardzo mnie pochłonęła.
Pierwszym zaskoczeniem było to, ile w tym tomie wydarzyło się zanim przeszliśmy do tytułowego zniknięcia bohatera z teraźniejszości. Co więcej każde z tych wydarzeń było dobrze przedstawione. To one pozwoliły na zrozumienie i wczucie się w sytuację głównego bohatera, który nie wiadomo skąd ma zdolność przemieszczania się w czasie. Początkowo są to krótkie skoki, które zdają się pojawiać niespodziewanie, jednak w dalszej części przekonujemy się, że możliwości Satoru są dużo większe. 

Drugie zaskoczenie - ze strony na stronę dzieje się coraz więcej. Dosłownie czytelnik może zapadać się w tę historię. Jej początek nie jest jakiś obiecujący. Ot, mamy mangakę po debiucie, który próbuje wydać własną historię. Niestety wielokrotnie mu się to nie udaje, przez co zmuszony jest pracować na półetatu jako dostawca z pizzerii. Nagle zaczyna dziać się coś, co dla naszego bohatera jest chlebem powszechnym, a czytelnik zostaje zwabiony do dalszego pochłaniania historii. Musze przyznać pułapki w Erased zastawione są wybornie, ponieważ ciężko jest odłożyć tomik na bok. Cały czas podświadomie zadawałam sobie pytanie: Do czego to wszystko zmierza? Ta ciekawość pozostała ze mną do końca tomiku. Z tego też względu będę musiała zainwestować w kolejny tomik. 

Trzecie zaskoczenie - Satoru jest trochę podobny do mnie, a przynajmniej bardzo dobrze go rozumiem. W końcu to introwertyk, który próbuje w życiu coś osiągnąć, ale czasem dostaje od losu w nos. Stara się nie mieszać w problemy innych osób, ale często nie ma wyjścia i jest zmuszony to zrobić. Myślę, że te cechy sprawiły, że mamy do czynienia z nietuzinkowym głównym charakterem. Szczególnie, że odznacza się dużą dozą realizmu, naturalności. Jego wypowiedzi bardzo do niego pasują, to samo tyczy się jego reakcji na różne sytuacje. Ogółem uważam, że postaci, które w tym tomiku wysuwają się na pierwszy plan (Airi Katagiri oraz matka Satoru) są obdarzone swoją osobowością, która nie wydaje się sztuczna. Co więcej odnosi się wrażenie, że są spójną całością z historią, a w kryminalnych klimatach jest to bardzo ważne. W końcu jednym z głównych elementów takich opowieści jest poznanie psychiki poszczególnych osób.

Najbardziej przerażającą częścią tej mangi wydaje się być kreska. Początkowo trochę odstraszała mnie od tego tytułu. Ba! Przez nią źle oceniłam komiks i byłam pewna, że będzie to przeciętniak. No cóż... Piękna to ona nie jest, nie ma co zaprzeczać, lecz po jakimś czasie idzie się przystosować do tego specyficznego stylu. Kei Sanbe komponuje poszczególne kadry tak, by pokazać kompletną historię. I to jest jego największa zaleta. Niestety bardziej wybitniejszych kadrów prawie w ogóle nie zauważyłam, jednak sądzę, że są one tutaj zbędne. Wystarczy to co jest, ponieważ najważniejszym elementem w tym wszystkim jest przekaz, a ta stylistyka na pewno spełnia swoją rolę. Dlatego nazwanie tej kreski wprost brzydką czy przeciętną jest może po części prawdą, ale nie da się jej tak surowo ocenić. Po prostu ciężko jest sobie wyobrazić, by Erased miało być narysowane inaczej, przez kogo innego.
Nie spodziewałam się, że ta manga będzie, aż tak ciekawa. Cieszę się, że ostatecznie nie zrezygnowałam z poznania Erased. Mam tylko nadzieję, że dalsze części będą równie emocjonujące, co pierwszy tomik, a bohaterowie będą się stopniowo otwierać. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić Wam sięgnięcie po tę serię. 
Ocena fabuły: 9/10
Ocena postaci: 7/10
Ocena kreski: 6/10
OCENA OGÓLNA: 22/30 (73%)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Studio JG! :3


*Podany jest status mangi w Polsce. Japoński - zapisany symbolicznie w nawiasie: liczba z "+" = nadal wydawana; bez "+" = zakończona. 
** Opis przepisany z obwoluty tomiku.

Komentarze

  1. Widziałam anime, mangi nie planuję. Co prawda ponoć w wersji mangowej zakończenie jest lepsze od animcowego (nie żeby to było jakoś bardzo trudne xP), ale nie zachwyciłam się tą historią na tyle, żeby przerabiać ją drugi raz. Zwłaszcza z tą kreską, brrr. Jedna kwestia, którą zdecydowanie muszę pochwalić i stawiałabym za wzór wielu innym seriom, to postacie, naprawdę solidnie skonstruowane i realistyczne, cudowna odmiana po milionie pińcet odmian -dere.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anime nie widziałam, więc może dlatego jestem tą mangą tak podjarana XD Jeżeli historia nie przestanie mnie ciekawić to na pewno będe zbierała mangę, a anime zostawię sobie na duuuuuużo późniejszy czas (#studiojg).
      Tak, postaci są bardzo fajne i oryginalne, jednak w tym tomie odrobinę bardziej podoba mi się intryga i to ona najbardziej trzyma mnie przy myśli kupna drugiego tomu. :P Zobaczę, jak będzie dalej. :D

      Usuń
  2. Co prawda widziałam już anime, ale chyba zdecyduję się na mangę (fundusze, gdzie jesteście? ;_;). Jestem ciekawa czym różnią się obie wersje. Mam tylko nadzieję, że jakoś uda mi się przeboleć tę kreskę. ^^''

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udać się powinno. Po jakimś czasie się przyzwyczaisz. xD

      Usuń
    2. Już od samego początku różnią się detalami, sposobem narracji, ale co najważniejsze: różnią się zakończeniem i to mangowe podoba mi się o wiele bardziej.

      Usuń
  3. nie miałam okazji oglądać ani czytac. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam chociażby przeczytać pierwszy tomik. :D

      Usuń
  4. Oglądałam anime, które mnie zachwyciło. Nie jestem jednak przekonana co do mangi - kreska strasznie mnie odrzuca :<<<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz lub nie, ale naprawdę idzie się do niej przyzwyczaić. xD Ja Animo raczej na razie nie obejrzę, bo wolę czytać mangę. Chyba, że finanse staną mi na przeszkodzie...

      Usuń

Publikowanie komentarza