niedziela, 7 maja 2017

[Na pierwszy rzut oka] Historia o wampirze, doktorze i pewnej magicznej księdze - Księga Vanitasa




Tytuł: Księga Vanitasa
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca PL: Waneko
Tłumaczenie: Karolina Balcer
Oceniane tomy: 1-2
Status mangi: Wychodzące (3 tomy JP)
Ilość stron: 243/266
Rok wydania PL: 2016 (grudzień)/ 2017 (marzec)
Cena okładkowa: 19,99zł (każdy)

Przez ostatnie kilka dni szykuję się do napisania recenzji Róży Wersalu. Miała pojawić się w miejsce dzisiejszej, jednak uznałam, że jeszcze trochę muszę nad nią popracować. Będąc w nastroju na francuskie inspiracje postanowiłam sięgnąć po Księgę Vanitasa, która intrygowała mnie od samego ukazania się w Japonii. Poprzedniego tytułu Jun Mochizuki, czyli Pandora Hearts*, jeszcze nie udało mi się przeczytać do końca. Mimo to lubię ten tytuł, przynajmniej do tego miejsca, w którym przerwałam lekturę. W sumie, może to i dobrze, że jeszcze nie doczytałam, ponieważ Vanitas dysponuje na razie rozdziałami, które wdrażają czytelnika do tego skomplikowanego wampirzego świata. Na wstępie powiem tylko tyle, że dla mnie dzieła pani Mochizuki zdecydowanie różnią się klimatem.

Noe odbywa swoją pierwszą podróż do Paryża. W ogóle pierwszą podróż dokądkolwiek. Kiedy wsiadał na pokład sterowca, nie wiedział, że spotka na nim człowieka, którego tak naprawdę szukał. Konkretniej rzecz biorąc, poszukiwał pewnego przedmiotu, który okazał się być w posiadaniu owego nieznajomego. Jest to Księga Vanitasa, legendarny grymuar, mający przynosić wampirom nieszczęście. Noe od zawsze fascynował się  legendą o Wampirze Błękitnego Księżyca, który tenże grymuar stworzył. Dostał od swojego Profesora polecenie, że ma na własne oczy przekonać się czym tak naprawdę jest Księga. Ale co dokładnie ma z tą wiedzą zrobić? Czy ma zniszczyć grymuar? Czy może...? Nieznajomy ze sterowca przedstawia się jako Vanistas, dziedzic Rodu Błękitnego Księżyca. Twierdzi, że dzięki Księdze chce ocalić wampiry od zguby... Po pewnym incydencie Noe (nie z własnej woli) przyłącza się do krucjaty nieco szalonego doktora.

Wkręciłam się w tę historię. Co tu wiele mówić - podoba mi się i to bardzo. Jak wcześniej wspomniałam, klimat Księgi Vanitasa jest inny niż w Pandorze. Bardziej mroczny i bardziej szalony. Bliżej mu do atmosfery panującej w Kuroshitsuji**, chociaż każda z wymienionych mang, jest z tego samego gatunku. Do klimatu dochodzi jeszcze płynność akcji. Wszystko budowane jest tak, by nie można było od razu się oderwać od lektury. Oba tomiki są dość pokaźne, bo mają po prawie 250 stron, dlatego myślałam, że czytając Vanitasa do podusi zejdzie mi trochę dłużej, jednak zeszło tylko dwie noce - po jednej na tomik. Momentami musiałam też powstrzymywać chichot, ponieważ nie chciałam zbudzić nikogo w domu. Miedzy ogólnie dramatyczną historią przeplatają się drobne, suche śmieszki, a że ja mam poczucie humoru na poziomie betonu to one zbyt wysokiego nie muszą mieć. Nie uważam też, żeby komuś te gagi przeszkadzały, ponieważ nie ma ich tak wiele, jak to w Pandorze. Widać, że autorka dużo bardziej skupiła się na powadze sytuacji. Sama kreacja świata Vanitasa i wampirów jest również zachwycająca, ale nie należy się jej zbyt blisko przyglądać. Uderzył mnie przypis na okładce pierwszego tomu dotyczący stylistyki sterowca. Autorka twierdzi, że jest on w stylu "gotyckiej architektury", ale bliżej mu niestety do neogotyckich hybryd, które z gotykiem mają mało wspólnego. No ale XIX wiek to zwrot ku gotykowi i próby odtworzenia oraz podrasowania tego stylu... Dobra koniec! Uznajcie, że się po prostu tego czepiam ze względu na taki kierunek studiów. 😝 Wszystko jest wspaniałe i czarujące!

Rzeczywistość jaką przedstawia nam Mochizuki w Księdze Vanitasa jest ciekawą alternatywą. Nie tylko po kątem naszego świata, ale także dla tematu wampira. Obecność krwiopijców sprawia, że odrobinę zaczęło trącać nostalgią (ach te czasy, kiedy czytało się same wampirze romansidła dla małolat!). Po dwóch tomach ich sylwetki nie są kompletnie zarysowane, jednak to, że jest związana z ich rasą legenda oraz to, że wampiry mogą być w niebezpieczeństwie, bardzo mi się spodobało. Wszystko wydaje się być naprawdę suuuper (#franky), ale jak na razie całe nasze towarzystwo obraca się w wampirzych sferach, co odrobinę zastanawia, dlaczego tych informacji jest tak mało. Chociaż ciekawe jest też to dlatego działają tak, iż prawie w ogóle nie dotykają świata śmiertelników.

Z bohaterami można bardzo łatwo się "zaprzyjaźnić". Wydają się bardzo wyraziści. Oczywiście ich sylwetki skrywają jakieś tajemnice, ale mimo wszystko nie da się ich nie polubić. Moim faworytem stał się Noe. Momentami potrafi być lekko oziębły, ale ma też chwile, kiedy jest wprost uroczy. Głównie wynika to z tego, że nie wychylał nosa poza las/wieś w której mieszkał z wnukami Profesora, więc teraz ekscytuje się każdym miejskim widokiem. Skoro już o Profesorze mowa, to wspomnę, że to jest istny człowiek zagadka. Wiadomo o nim tyle, że jest dość wpływowy, znany i przerażający... Inną postacią, która sprawiła, że włoski stanęły mi dęba był Vanitas - człowiek, który chce wyleczyć wampiry z klątwy. Ogólnie rysuje się on jako bardzo bezmyślny, impulsywny pajac, który najpierw mówi, a potem myśli. Jednak jest to tylko niepozorna maska, która skrywa coś mrocznego. I właśnie ten mrok mnie odrobinę obawia...
Poza tym mamy jeszcze kilka pomniejszych postaci, które również zyskały u mnie nieco sympatii. Między innymi jest to Dante - płatny pomocnik Vanitasa; Luca i Jeanne - początkowo chcą dorwać Księgę Vanitasa by ją zniszczyć, ale zdają się być przyszłymi przyjaciółmi głównych bohaterów; oraz Dominique - bardzo ładna i pewna siebie przyjaciółka Noego z dziecięcych lat.

Przyszła pora na to, co Aypa lubi najbardziej czyli kreskę. Styl Jun Mochizuki bardzo mi odpowiada (potwierdzenia można szukać na mojej półce z artbookami → Odds and ends*** oraz There is****). Bardzo lubię to, jak prowadzona jest giętka linia. Do tego dorzucić można cieniowanie, które załatwia połowę roboty z oddaniem klimatu. Drugą połowę odwala kadrowanie oraz kompozycje zawarte w poszczególnych okienkach. Nie zapominajmy też o szczególe, którego jestem wielką fanką. Prostota ma swój urok, ale czasem trzeba nasycić oczy wręcz rokokowym przepychem.
Najbardziej zadowolona jestem z faktu, że w drugim tomie znalazłam kolejną rozkładówkę, która zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Mogę ją umieścić praktycznie na tym samym (jeżeli nie wyższym) miejscu co moja najukochańsza ilustracja z Kuroshitsuji*****. Znajduje się ona na stronach 82 i 83, a przedstawia salę balową. Rozkoszowałam się tą grafiką przez bite 15 minut. Kolejne mangowe cudo dopisane na listę.

Jak zwykle pisząc pierwszą recenzję, nie chcę za wiele zdradzać. W Księdze Vanitasa jest wiele tajemnic, które rozjaśniają się przed czytelnikiem w powolnym tempie. A to jest część zabawy, której nie mogę Was pozbawiać. Osobiście bawiłam się przednio. Podjęłam decyzję, że będę zbierać tę serię. Można powiedzieć, że taka wersja świata ludzi i wampirów mi odpowiada i czuję się w niej bardzo dobrze. Do tego dochodzą bohaterowie, którzy odrobinę budzą niepokój, a całość opatrzona jest piękna kreską. Czego chcieć więcej? Jedynie kolejnych tomów. I to jak najszybciej!

Ocena fabuły: 10/10
Ocena postaci: 10/10
Ocena kreski: 10/10
OCENA OGÓLNA: 30/30 (100%)

Za egzemplarze do recenzji dziękuję wydawnictwu Waneko! 💗💗💗


*Dawno napisana recenzja Pandorci,
** Jeszcze dawniej napisana recenzja Kurosza,
*** Recenzja Artbooka,
**** niestety tylko okładka :'( 
***** ilustracja, o której wspominam również w recenzji trzeciego tomu Kurosza. :D

4 komentarze:

  1. Cały czas czaję się na tę mangę, a Ty tylko zaostrzasz apetyt ;) Poczekam aż dogonimy Japonię i biorę hurtem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W lipcu ma wyjść 3 tomik, także jeszcze tylko lekko ponad 2 miesiące :D

      Usuń
  2. Oba tomy mam, ale chcę najpierw skończyć Pandorę. Czyli zanim zacznę czytać pewnie już wyjdzie trzeci xD Ogółem na razie zachwycam się okładkami (w porównaniu Pandorka, którą się kiedyś zachwycałam, wypada blado) i tym, jakie te tomiki uroczo grubiutkie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he, ja już nie wytrzymałam XD Pandorcie skończyłam gdzieś w okolicach 15 tomu, czyli mam do nadrobienia około 10... Zostawiam to sobie na wakacje XD

      Usuń