poniedziałek, 19 października 2015

150. MUZYKA MARIE ~ Usamaru Furuya





Tytuł PL: Muzyka Marie
Tytuł JP: Marieの奏でる音楽 [Marie no Kanaderu Ongaku]
Autor: Usamaru Furuya
Wydawca JP: Gentosha
Wydawca PL: Hanami
Ilość stron: Tom I: 300; Tom II: 250
Data wydania JP: 2001
Data wydania PL: Tom I: 2009 (marzec); Tom II: 2009 (maj)

Ziemia Pirito to niezwykła kraina, gdzie tolerancyjni ludzie darzą sąsiadów poszanowaniem i sumiennie wykonują swoją pracę. Nie inaczej jest w Giru, mieście-atelier. Jego mieszkańcy to mistrzowie w wytwarzaniu urządzeń pomagających ludziom w ich codziennych zajęciach.
         Obywatele Giru wierzą, że czuwa nad nimi Marie. Czuje to również Kai, chłopak obdarzony nadludzkim zmysłem słuchu. Nie tylko słyszy odległe odgłosy, lecz uderzając w skałę jest również w stanie rozpoznać, jakie minerały kryją się w jej głębi. Co więcej, słyszy muzykę Marie…

Już od dłuższego czasu Muzyka Marie była jednym z tych tytułów, za które chciałam się zabrać ale zabrakło mi odwagi. Jak można zauważyć, ostatnimi czasy zaczęłam sięgać po tytuły, trochę bardziej poważniejsze, a niektóre z nich można zakwalifikować do „klasyków”. Myślę, że dla obecnego, polskiego mangowca jednym z takich tytułów, może być Muzyka Marie. Tytuł nie wyszedł bardzo dawno temu, jednak swoją lekką patetycznością oraz tematem porusza tematy będące przyczyną kłopotu nie jednego filozofa. Jestem zadowolona, że w końcu zdecydowałam się na bliższe zapoznanie z historią Kaia i Pipi.

Jak można wyczytać z opisu obracamy się w świecie, który jest do znudzenia spokojny. Pojęcie wojen, konfliktów, morderstw i innych przestępstw jest czymś na kształt zwyczajnej definicji książkowej. W rzeczywistości nic z tych rzeczy nie istnieje. Pirito to nic innego jak utopia, która pozwala żyć ludziom w szczęściu i dobrobycie. Ale czy aby na pewno...?
Muzyka Marie ma w sobie coś z powieści filozoficznej. Nie da się jednoznacznie określić co jest czarne, a co białe. Ze strony na stronę coraz bardziej wgłębiamy się w ten niezwykły świat, któremu towarzyszy historia dwójki przyjaciół – Kaia i Pipi. Jednak o tej dwójce trochę później. Na razie skupmy się na świecie przedstawionym. Zdecydowanie na da się przejść obojętnie przy tematach poruszanych w mandze. Dotyczą one w głównej mierze Boga, ludzi, ich istnienia oraz rozwoju. Dla mnie są to jedne z cięższych motywów filozoficznych, dlatego nawet po przeczytaniu całości nie czuję się do końca zasycona. Opowieść rozbudziła tę część mnie, gdzie skrywam pytania, na które mogę odpowiadać tylko innymi pytaniami. Jak widać manga zmusza nas do refleksji nad sprawami, o których w rzeczywistości nie wiele możemy powiedzieć, nie wspominając o tym, że nie mamy na nie wpływu.
Ale zostawmy za sobą tę ciężkawą otoczkę. Prócz tego ciekawego tworu dostajemy niezwykle wzruszająca historię o dwójce młodych ludzi. Kai jest chłopcem, który stracił swoich najbliższych. Pewnego dnia przybywa do Giru – miasta-atelier. Tam poznaje Pipi, z którą szybko się zaprzyjaźnia. Pewnego dnia, kiedy Kai i Pipi mają już po 10 lat, dochodzi o pewnego przykrego zdarzenia. Jednak dzieje się tak, że przez nieszczęśliwy wypadek Kai zyskuje pewne zdolności. Zostaje obdarzony niezwykle czułym słuchem. To czyni z niego niezwykłą osobę, która odegra bardzo ważną rolę w dalszej przyszłości całego świata.

Wierzcie mi lub nie, ale bardzo ciężko mi pisać o tym tytule. Po prostu mam zbyt wiele przemyśleń o tej mandze, a nijak mogę je zebrać razem, tak by tworzyły spójną całość. Lecz jest to tylko część mojego problemu względem tej recenzji. Drugą częścią jest smutek jaki pozostawiła Muzyka Marie w moim mangowym serduszku. Część dotycząca Kaia oraz Pipi jest bardzo smutną i poruszającą opowieścią. Nijak mogłam przewidzieć, że Muzyka Marie będzie miała takie zakończenie. Sądzę, że do tego przyczynił się rozwój akcji mangi. Z początku nic nie mówiło o tym, że będę miała do czynienia z historią, która aż tak mnie rozbije. Tempo było powolne, bo autor postanowił wpierw dać nam szansę z zaznajomieniem się z prawami i wiarą Pirito. Pod koniec pierwszego tomiku akcja nabrała natychmiast dynamizmu, aby w kolejnym totalnie mnie rozłożyć.
Ale czy mogę tu mówić o zżyciu się z bohaterami? Myślę, że nie za bardzo. Ciekawiły mnie ich losy, jednak prócz głównej dwójki, na nikogo nie zwracałam większej uwagi. Cała ta wesoła gromadka, stała się po prostu dopełnieniem całości, odskocznią od chwilami ciężkawych rozmyślań. W dodatku czasem czułam lekka irytację, albo do Pipi albo do Kaia. Jednak patrząc całościowo, są oni bardzo złożonymi i ciekawymi postaciami.

„Kreska” to nie moja bajka. Długo musiałam przyzwyczajać się do oglądanych postaci dlatego nie mogę ocenić tego zbyt wysoko. Za plusami jednak bardzo przemawiają detale. Stroniczki, na których mogłam podziwiać piękno Pirito sprawiały, że pod nosem mówiłam cichutkie „wow”. Drugim „wow” były detale maszyn. W ich skład wchodziło wiele zębatek, pręcików i innych trybikowych spraw, których nie potrafię wymienić z nazwy.
Kilka razy pisałam już, że lubię „kreskę” tych autorów, których linie są prowadzone jakoby szkice. Furuya posługuje się takową linią, jednak patrząc na całokształt, nie wywiera na mnie wrażenia. Owszem szczegółowość może zapierać dech w piersiach, ale poza tym, dla mnie, nic szczególnego.

Podsumowując. Muzyka Marie przedstawia mangową wersję utopijnego świata, gdzie panuje wieczny pokój, a ludzie nie darzą siebie negatywnymi emocjami. W mandze zawarta została poruszająca historia, skupiająca się nie tylko o poszukiwaniu przez człowieka swojego miejsca i Boga, ale też niesamowita opowieść o przyjaźni i miłości. Nie da się tego odebrać neutralnie – jesteśmy zmuszani do refleksji. Gdybym miała porównać Muzykę Marie do mangi, którą znam to mogłabym podać Olimpos. Głównym czynnikiem dlaczego przytaczam ten tytuł jest fakt, że obie mangi sprawiły, iż ponownie zaczęłam zadawać sobie miliony pytań. Mędrkować sobie możemy, bo nikt nam tego nie może zabronić, ale czy ma to jakikolwiek sens?

Ocena fabuły: 10/10 (arcydzieło)
Ocena postaci: 8/10 (rewelacyjne)
Ocena „kreski”: 7/10 (bardzo dobra)
OCENA OGÓLNA: 25/30 (83% - świetne)




Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Hanami!



6 komentarzy:

  1. Tytuł wydaje się bardzo interesujący i czuję, że klimat przypadłby mi do gustu. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję przeczytać. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klimat jest naprawdę oczarowujący. Pożyczaj, szukaj, bibliotekuj! :P

      Usuń
  2. Mam już tą mangę na półce, ale wciąż czeka na swoją kolej. Jestem ciekawa, jakie wrażenie wywrze na mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie jednoznaczne. Bo ja miałam taką lekką karuzelę. Dobrze mi się czytało, ale ciężar tematyki oraz zakończenie sprawiły, że strasznie mi smutno kiedy myślę o tym tytule. :'(

      Usuń
  3. Ja kiedyś mangę sprzedałam, doceniam ją oczywiście, ale wiedziałam, że do jej czytania raczej nie powrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Też nie widzę tego, że powrócę do tej mangi. Jeszcze trzyma mnie po ostatnim przeczytaniu. :")

      Usuń