poniedziałek, 24 listopada 2014

79. PAMIETNIK PRZYSZŁOŚCI ~ Sakae Esuno – TOMIK PIERWSZY




Tytuł: Pamiętnik Przyszłości: Mirai Nikki
Tytuł alternatywny: 未来日記 ; Mirai Nikki ; Future Diary
Autor: Sakae Esuno
Wydawca oryginalny: Kadokawa Shoten
Wydawca polski: Waneko
Ilość stron: 212
Data wydania: listopad 2014

Yukitero Amano od zawsze trzymał się na uboczu. Gdy został zaproszony od razu odmawiał wyjścia ze znajomymi. Izolował się przez cały czas, uciekając do pisania pamiętnika. Obecnie Yukiteru nie zmienił się. Wciąż opisuje wszystko dookoła w swoim komórkowym pamiętniku, z ta różnicą, że ma przyjaciela z wyobraźni, którego nazywa Deus ex machina. Jak się później okazuje Deus wcale nie jest wytworem umysłu Yukiteru, tylko najprawdziwszym bogiem. Wciąga on chłopaka do pewnej gry, której kluczowym elementem jest prowadzony przez gimnazjalistę pamiętnik. Różnicą jest to, że teraz zamiast w nim pisać, Yukiteru może odczytać w nim swoją najbliższą przyszłość. Do gry o tron boga czasu zostaje wciągniętych jeszcze jedenaście osób, w tym stalkerka Yuno Gasai. Czy Yukkiemu uda się przetrwać na polu bitwy, na które trafił przez przypadek? Kim dla chłopaka jest dziewczyna? Jedno jest pewne – jeżeli chcesz przeżyć, musisz wygrać. 


Pamiętnik Przyszłości, czy też bardziej powszechnie znane – Mirai Nikki, jest niewątpliwie jednym z hitów ostatnich lat. Dzięki wydawnictwu Waneko możemy cieszyć się jego lekturą. Osobiście po cichu liczyłam, że kiedyś ten tytuł zostanie wydany w Polsce i doczekałam się. Oczywiście serię znam z anime, które udało mi się wchłonąć w ciągu jednego dnia jakieś około pół roku temu (a może trochę więcej). W każdym razie późno zapoznałam się z historią Yukiteru oraz – swojego rodzaju ikoną Pamiętnika – Yuno. To z czym spotkałam się w animacji wciągnęło mnie i wryło w fotel. Recenzja jednak dotyczy mangi, nad którą postawiłam znak zapytania.


„Łatwiej jest stać z boku i po prostu zapisywać to, co się widzi.” ~Yukiteru Amano


Często się zdarza, że na potrzeby ekranizacji wątki w książkach poddawane są pewnym mutacjom. Oczywiście zabieg jest po to, aby po pierwsze – zarobić oraz po drugie – wypromować książkę i autora. Wtedy jednak dzieje się tak, że ludzie krytykują pierwowzór a duplikat uważają za bardziej poprawną wersję. Największą obawą jaką odczuwałam wobec Mirai Nikki jest to, że w anime co nieco mogło zostać właśnie zmutowane. Taka myśl, zaczęła mnie dręczyć tuż przed premierą mangi. Po przeczytaniu tomiku odetchnęłam z ulgą, ponieważ jak na razie wszystko pokrywa się z animowaną wersją. I mam nadzieję, że tak zostanie. No chyba, że w mandze będzie coś o wiele lepszego, co reżyser pominą – wtedy to będzie miła niespodzianka. 

A jakie wrażenia miałam podczas czytania? Ponownie udało mi się zanurzyć w świecie stworzonym przez Sakae Esuno. I myślę, że uda mi się jeszcze nie raz i nie dwa. Każdy z nas chciałby choć w małej cząstce poznać los jaki jest dla nas przygotowany i ewentualnie poprawić błędy. Lecz jakie mogłyby być tego konsekwencje? Myślę, że ta myśl była inspiracją dla autora, ponieważ bohaterowie są zanurzeni w swojej przyszłości po czubek głowy. Kiedyś przy recenzji Deadmen Wonderland wspomniałam, że tylko Japończyk może wymyślić coś tak pokręconego, że ma sens i logiczne wyjaśnienie, a jest krwawą jatką o przetrwanie. Mirai Nikki nie jest inne. Nawet nazwałabym je jednym z pionierów oraz symboli tego gatunku. Niech zgłosi się ten co nie widział Yuno na faorach, nyanie (innych kampaiiach) , czy w ogóle w całym Internecie? No więc, tak...

Tym co najbardziej lubię w takich tytułach jest to, że wszystko może się zdarzyć. Tylko ważne jest też, aby wyznaczyć sobie pewne granice. Yukiteru nagle nie będzie super herosem, jeżeli jest zupełnym wyrzutkiem i, mówmy sobie wprost, łamagą. W nagłych zwrotach akcji dużą rolę odgrywa Yuno, która już jedną nogą stoi na posesji dobrze strzeżonego szpitala psychiatrycznego. Przejęła ona rolę pokręconego rycerza w lśniącej zbroi, który ratuje swoją księżniczkę – Yukkiego – z najgorszych tarapatów. Poza tym kontrast pomiędzy głównymi bohaterami jest dodatkowym napięciem dla całej historii. Można zadawać sobie pytania tj.: Czemu Gasai pomaga Yukkiemu?; Czy naprawdę jest w nim zadurzona?; Czy to tylko jej przykrywka?; Czy Yukkiemu uda się wytrwać bez różowogłowej przyboku? itp. Aby przetrwać Yukiteru musi choć raz stanąć przed innymi graczami, którzy uznali go za pierwszy cel. Znajdą się też takie osoby, które będą chciały się z nim sprzymierzyć, lecz na ile może ufać innym posiadaczom pamiętnika? Gra trwa, a stawka jest wysoka.  


Neutralną częścią mangi jest jej kreska. Zazwyczaj zwracam na nią większą uwagę, jednak teraz fabuła całkowicie przyćmiła mi narysowane postaci i tła. Kreska Nie wydaje się skomplikowana, jest raczej prosta i pospolita. Postaci mają duże oczy bez jakiś dodatkowych zdobień, a głowy bohaterów zdobią przeróżne fryzury, które niekiedy wyglądają, jakby dopiero co delikwent wstał z łóżka czy miał bliski kontakt z wiatrakiem eklektycznym. Odnoszę jednak wrażenie, że rysunek w Pamiętniku Przyszłości przypadnie bardziej do gustu czytelników niż np. ten z Lamentu Jagnięcia. Postaci są bardziej przystępne dla oka i sposób w jaki są rysowane jest bardziej powszechny. Co mnie uszczęśliwiło przy pierwszym tomiku to cztery strony w kolorze. Chyba po prostu lubię kiedy manga ma takie dodatkowe ilustracje i można popodziwiać wyrobioną rękę artysty. 


„Nikt nikogo nie dźgnie, taka jest nasza przyszłość.” ~Yuno Gasai


Podsumowując. Według mnie Pamiętnik Przyszłości jest dobrą pozycją, w którą każdy fan Deadman Wonderland, Tokyo Ghoul czy nawet Ataku Tytanów powinien się wyposażyć. Ja jak najbardziej wyczekuję takich tytułów i liczę na to, że jest ze mną więcej osób. Nie da się czuć znudzenia, czy znużenia przy lekturze tego hitu, które zdecydowanie zasługuje na swoje miano. Autor postarał się o intrygującą fabułę, która będzie zawierać jeszcze nie jeden niespodziewany zwrot akcji. A wydawnictwo dobrze spisało się przy tłumaczeniu. Jestem bardzo zadowolona z polskiego wydania – i pod względem formatu oraz pracy redaktorów i grafików. Nie mam czego się tu przyczepić, bo nawet jeżeli w treści są jakieś błędy to nie były one na tyle rażące aby odwrócić moją uwagę od lektury. Teraz tylko czekać na kolejne tomiki! Wam natomiast polecam sięgnięcie po pierwszy tomik Pamiętnika Przyszłości. Przekonajcie się na własnej skórze czy świat Deusa również i Was tak zafascynuje jak mnie. 


Ocena fabuły: 10/10

Ocena postaci: 9/10

Ocena „kreski”: 8/10

OCENA OGÓLNA: 9/10 





Za możliwość przeczytania bardzo ładnie dziękuję wydawnictwu Waneko. <3

http://waneko.pl/

2 komentarze:

  1. "Odnoszę jednak wrażenie, że rysunek w Pamiętniku Przyszłości przypadnie bardziej do gustu czytelników niż np. ta z Lamentu Jagnięcia" - a ja jednak mam na odwrót i uważam, że kreska w Lamencie jest dużo lepsza niż w Pamiętniku i głównie dlatego sięgnęłam po ten tytuł :) Zastanawiałam się nad kupnem Mirai Nikki, ale ostatecznie wybrałam Deadmana, który gatunkowo jest podobny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mirai Nikki oglądnęłam anime i było nieprzewidywalne, przez co miło się oglądało. Pomimo tego fanką tytułu nie jestem, stąd mangi raczej nie kupię. Ostatnio mam także fazę na "opowiadające o niczym" obyczajówki x)
    Ciesze się jednak i jestem dumna, że takie hity są wydawane w naszym kraju :)

    OdpowiedzUsuń