poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Spóźniony post eventowy, czyli kilka słów o Magni 2016 i koncercie One Ok Rock



Czy ja już wspominałam, że moja pierdołowatość nie zna granic? Jeśli nie, to wiedzcie, że czasem sama siebie nie rozumiem... a szczególnie sposobu myślenia... Zapomniałam napisać na dzisiaj recenzję. Jakoś tak udało mi się napisać na kolejny dzień, ale na poniedziałek to sobie zapomniałam. Cały dzień mnie to gryzło, więc w pierwszej chwili chciałam przenieść to, co zaplanowałam na później na dzisiaj, ale tez zostałabym z niczym na później, więc aby nie mieć do siebie żadnych pretensji postanowiłam w końcu przejrzeć pierdyliard zdjęć z koncertu ONE OK ROCKa. Dobrze, że z Magnificonu nie miałam zbyt wiele (bo aż 4, cha cha cha...) także tylko cały dzień spędziłam na przeglądaniu zdjęć z Dnia Dziecka. 
Ale zanim przejdę do koncertu to kilka słów o tym jak bawiłam się na Magnificonie 2016. 



MAGNIFICON 2016

Tym razem nie byłam AŻ tak napalona na konwent jak to się miało rok temu. Co prawda to był mój drugi raz na takim evencie (moja aspołeczność i lęk przed tłumami wygrywa w takich sytuacjach, dlatego jakoś nigdzie indziej nie byłam...), jednak przeszłam przez niego z dużo większym spokojem. Mówiąc o spokoju mam na myśli to, że nie ekscytowałam się już każdą rzeczą jaką widziałam, jak to miało miejsce rok temu, ale spokojna do końca nie byłam. W końcu wtedy bomba zwana sesją tykała. A też za kilka dni miałam jechać do Wa-wy na koncert. Inaczej mówiąc, miałam wtedy wiele na głowie, a konwent potraktowałam jako weekend bez ustaw prawnych o muzeach, historii konserwacji itp. 
Ale było miło. Połaziłam sobie z po stoiskach. Pogadałam po raz ostatni z Jankiem z Waneko (Chlip, chlip... TuT). Pośmiałam się na panelach. Przywitałam się z Pawłem Dybałą (głównie to była misja Dż XD). Poznałam Otaika jako Yamaguchiego (którego wzięłam za Kageyamę...) - w pierwszej chwili nie poznałam bo to JA... XD Jak widać sielsko i przyjacielsko :D


Bardzo mi się podobały cosplaye (jeśli, źle to odmieniam to poprawcie!). Naprawdę miałam wrażenie, że w tym roku to w tym aspekcie ludzie przeszli samych siebie. Było kilka strojów na które nieustannie się gapiłam (np. Priscilla z Wiedźmina - po prostu cudo <3), ale też nie miałam jakoś wtedy głowy aby podchodzić i robić zdjęcia. Po prostu chciałam na chwilę odpocząć od nauki i tak też zrobiłam. :P


Oczywiście nakupiłam trochu rzeczy, głównie przypinek. Ale też miałam misje aby kupić co nie co znajomym. Niestety wszystko dawno się rozeszło więc tylko fragment tablicy z moimi łupami (Resztę tablicy zdemolowały koty...), czyli przypinki, trzy pocztówki - Meow, Totoro i Łysol w pelerynie (tak, spodobało mi się hasełko XD) i mini poster z Ciri z Wiedźmina narysowany przez Allantiee. Reszta to albo prezenciki z Japonii, albo jakieś drobiazgi od wydawnictw, które się jako tako wkomponowały. :D

Magnificon 2016 bedę wspomniac dobrze, ponieważ udało mi się po prostu odpocząć od ówczesnej codzienności. Niestety w niedzielę nie mogłam już przyjść, bo uniwerek dawał o sobie znać, a przecież w środę szykowała mi się podróż życia do Warszawy. :)


ONE OK ROCK W WA-WIE

Co tu wiele mówić. Kiedy dowiedziałam się w marcu o tym, że mój ukochany zespół ma być w Polsce po prostu się rozpłakałam ze szczęścia. Jednak przed marcem miałam już plan, że pojawię się na ich koncercie w Berlinie (jeśli takowy by był). A tu nagle taka niespodzianka! Zaczęło się wielkie odliczanie do 1. czerwca. 
Czuję się w obowiązku też powiedzieć, że na żaden zespół nie miałam aż takiej zajawki jak na OOR. Lubię ich muzykę i nie ma chyba ani jednej piosenki, którą uznałabym za kompletną porażkę. Inaczej mówiąc staram się być fanem, który wspiera zespół w swojej działalności ze swojego cichego kącika na ziemi, czyli po cichutku. Przez to też chcę powiedzieć, że BAŁAM SIĘ TEGO KONCERTU JAK CHOLERA! Mówiłam - tłumy ludzi mnie przerażają... A jeszcze do tego dochodziły mini zapasy o miejsce przy scenie oraz walki o miejsce w kolejce (Pozdrawiam pana, który ciągle osobom Z PRZODU kazał się cofać do tyłu o dwa kroki :*).



No, ale może tak od początku. Kiedy zbliżał się ten wielki dla mnie dzień, zaczęły zjadać mnie nerwy. Ale pomyślałam sobie, że nie będę sama, więc wszystko będzie w dobrze. W końcu miało nas jechać cztery - dwie pociągiem a dwie autobusem. Niestety dowiedziałam się (około tydzień przed), że moja psiapsióła nie da rady pojechać na koncert, bo nabawiła się zapalenia skóry i lekarz każe jej siedzieć w domu z kremikiem na nóżce... Stresometr poszedł w górę, bowiem miałam razem z nią jechać autobusem a teraz miałam być sama (cały czas przypominam o panice przed nieznajomymi). 

W nocy przed dniem koncertu zasnęłam może na 2 godziny - i radość i stres nie dawały mi spać. Pozostała dwójka - Mim i Dż były na miejscu gdzieś około 8 rano. Ja w tym czasie jechałam dopiero godzinę. I chyba nie ma innej rzeczy, której żałuję tak bardzo jak ten autobus. W czasie kiedy siedziałam przez kilka godzin w drodze, dziewczyny spotkały się a Taką i Ryotą w pobliskiej galeryjce, później jeszcze wyszedł Toru przed autobus... no i ogółem żal i rozpacz... Przegryw życia zaliczony. Ale mimo ten dzień szykował jeszcze inne niespodzianki...


Pierwsze co mnie w Warszawie spotkało to... bieg na metro. Kolejnie na autobus i kolejny autobus. Miasta nie znam w ogóle - tyle tylko, że jest Stare miasto, Mokotów i Praga. Zaufałam mojemu telefonikowi i mapkom i jakoś podreptałam na miejsce. Na szczęście się nie zgubiłam. Kiedy odnalazłam moje przyjaciółki zaczęły mi opowiadać jak to było, że spotkały się z Taką i Ryotą, a mi się tylko smutno zrobiło, bo nie zdążyłam... Ale sama sobie byłam winna. Humor poprawił mi się dość szybko, bo udało mi się zająć dobre miejsce w kolejce - żeby nie było, jak przyszłam to jeszcze jej nie było. :P I zaczęło się sterczenie na nogach przez około 5/6 godzin. W miedzy czasie trochę popadało, więc tego dnia dwa razy byłam mokra, bo i przed i po koncercie. Kolejnie dołączyła do nas przyjaciółka Dż - Dea, zrobiło się sielsko i przyjacielsko. :3 A kiedy nadeszła chwila wejścia do klubu, wszelkie smutki zniknęły. 

Kolejnym, co pamiętam to dziki szał. Dosłownie. Był to mój pierwszy tego typu koncert i bałam się że nie będę potrafiła się tam odnaleźć, że ludzie będą mi bardzo przeszkadzać i w ogóle setka innych dziwnych zmartwień, ale jakoś prysnęły. Wczułam się w atmosferę, no i szaleństwo. Jako że byłam najwyższa z naszej paczki przypadł mi zaszczyt robienia zdjęć telefonem z największą ilością poziomu baterii. Cykałam ile wlezie, bo może coś wyjdzie no i chyba się udało. :D Szkoda, że Tomoya był tak bardzo skryty w cieniu, ale też udało się jakoś go dopaść. Muahaha :3



Cóż, mam nadzieję, że zespół dotrzyma słowa i przyjadą jeszcze raz do Polski w kolejnym roku. Nie ma szans bym to przegapiła, no i tym razem będę pod klubem kwitła nawet od 6 rano. :D

Przed sesją udało się jeszcze zabawić. Oba wydarzenia wspominam dobrze, jednak zdecydowanie koncert ONE OK ROCK był dla mnie najwspanialszym dniem mojego szarego życia!

A kto z Was był na jakimś z tych eventów? :3

6 komentarzy:

  1. Aspołeczna Shire siedziała w tym czasie w domku. Zazdroszczę pocztówki z Meow i tej z Łysolem w pelerynie. Gdybym pojechała na konwent i miała możliwość to wyszukiwałabym jakieś gadżety z gier i seriali. I pewnie rozstałabym się przez to z większą ilością pieniążków. Może kiedyś.
    Fajnie, że tak miło spędziłaś czas i się wybawiłaś :3 A jeśli już ONE OK ROCK przyjedzie w przyszłym roku to żebyś tylko zdążyła z biletami, bo ponoć szybko się rozeszły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konwenty to zjadacze pieniążków. I to bardzo... eh.
      Oj bardzo szybko. XD Ale się udało :P

      Usuń
  2. Specjalnie brawiłam wiga przed konwentem, żeby nikt mnie nie mylił z Kageyamą mimo innego numerku (byłam Yamaguchim XD)! Ale chyba i tak nie wyszło...
    W ogóle ja miałam takie "Przedstawiłam się jej, a ona uciekła" XD. Good, że potem się jeszcze raz na panelu spotkałyśmy D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. XD No cóż. Jakoś się już utarło w mojej łepetynie, że czarne włoski i czarno-pomarańczowa koszulka HQ = Kageyama XD Gomen! Ale poprawię w poście :P
      PRZEPRASZAAM! Jestem creepem, jeśli chodzi o spotkania z ludźmi twarzą w twarz! m(..)m

      Usuń
  3. Zazdroszczę koncertu! Uwielbiam ich:(
    Fajne rzeczy kupiłaś:) Ale Magnificon kojarzy mi się już tylko z nadmiernym przepychem...Za dużo ludzi,za dużo wszystkiego. Raz byłam i się udusiłam. Panele były w tym samym pomieszczeniu co wystawcy...Niezbyt było cokolwiek słychać przez przekrzykiwanie się.
    :D ja mam złe wspomnienia,ale fajnie, że się dobrze bawiłaś^^ Pozdrawiam
    www.japonskiwachlarz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Najsu, że świetnie się bawiłaś na koncercie :D
    Ja byłam w szoku, że OOR przybędzie do Polszy. Osobiście ich lubię, ale mam cokolwiek nie miłe doświadczenia po pierwszym koncercie Miyaviego i no cóż, nie pcham się na takie koncerty XD still fajnie, że takie zespoły/wokaliści zauważają, że istnieje taki bidny kraj jak Polska xD chociaż mogliby te koncerty organizować w większych pomieszczeniach x-x

    OdpowiedzUsuń