czwartek, 25 sierpnia 2016

202. W STOLICY KWIATÓW ~ Rihito Takarai




Tytuł PL: W stolicy kwiatów
Tytuł JP: 花のみやこで [Hana no miyako de]
Autor: Rihito Takarai
Wydawca JP: Taiyohtosho
Wydawca PL: Kotori
Ilość stron: 188
Data wydania JP: 2013
Data wydania PL: 2015 (październik)

W stolicy kwiatów długo musiało czekać na swoją kolej. Głównie to z powodu, że chciałam zostawić sobie tę mangę, jako przysłowiową wisienkę na torcie, ponieważ wyszła ona spod jednej z moich ulubionych autorek. Ale nie wytrzymałam i pochłonęłam tomik w niecałą godzinkę. Słyszałam dużo dobrego na temat tego dodatku, dlatego spodziewałam się kolejnego sukcesu Rihito. Za wiele się nie pomyliłam, ponieważ manga skradła moje serce i roztrzaskała je w drobny mak.

Motoharu Tsujimura i Akira Hasumi przyjaźnią się od dziecka, każdą wolną chwilę spędzając razem. Jednak pewnego dnia Motoharu odkrywa, ze to co czuje do Akiry, wykracza poza ramy przyjaźni. Szczerze wyznaje Akirze swoją miłość, ale zostaje odrzucony. Przyjaciel odsuwa się od niego, zaś Motoharu topi smutki w alkoholu w towarzystwie gejsz. Tymczasem obaj rozpoczynają studia na tej samej uczelni i nie ma możliwości, żeby się nie spotkali...

Kiedy zaczynałam czytać tę historię, wiedziałam, że zakończenie będzie słodko-gorzkie. Myślałam, że przez to cała przyjemność z czytania zniknie i nie będę mogła odpowiednio wdrążyć się w historię. Uczucie niepewności szybko zniknęło. Tak jak wspomniałam wcześniej - pogrążyłam się w komiksie, ponieważ Takarai znów stanęła na wysokości zadania.
Bardzo spodobał mi się motyw wróżb. Dodało to ostatecznego wyglądu tej historii i stało się jej idealnym zwieńczeniem, ponieważ wyrażają one to, co tak naprawdę już wiemy - Motoharu i Akira nie będą razem. Pod względem doboru literatury czy komiksów stwierdzam, że jestem masochistką. Co mogę poradzić, że ciągnie mnie do takich pięknie smutnych historii! To, że później chodzę struta, gdyż fikcyjnym bohaterom się nie udało, jest tylko moją winą.

Trochę czuję żal, że W stolicy kwiatów zajęło tylko połowę tomiku. Z drugiej strony, co za duzo to nie zdrowo. Chociaż jest to dość krótka historia - bo ma tylko trzy rozdziały - to jest ona kompletna. Gdyby zajmowała cały tomik, czar mangi mógłby prysnąć, a tego zdecydowanie nie chcę.
Drugą połowę tomiku zajmują dwa rozdziały z dobrze znanymi nam z Tylko kwiaty wiedzą Misakim i Arikawą. Tym razem możemy przyjrzeć się nieco bardziej ich wspólnemu życiu. Od jakiegoś czasu chłopaki mieszkają ze sobą. Arikawa chciałby powiedzieć o Misakim swojej rodzinie jednak młody botanik nie za bardzo chce to zrobić.
Ucieszyłam się, kiedy dostałam dodatkową porcję o Misakim i Arakawie. W dodatku nie jakieś randomowe sytuacje ze szkoły, ale to, czego najbardziej chciałam - ich mieszkających razem zaraz po studiach (Co prawda Misaki nadal się uczy, ale to szczegół XD). Musze powiedzieć, że to sprawiło, że jeszcze bardziej zakochałam się w tym tomiku. Szczerze uwielbiam tę dwójkę i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się gdzieś pojawią - nawet w formie nowej ilustracji, czy przechodnia na ulicy.

Ogółem lubię każdą postać z tego tomiku - szczególnie zwariowaną siostrę Arikawy. Każdy z bohaterów jest dobrze przedstawiony, a przynajmniej w takim stopniu, iż możemy razem z nim przeżywać opowiadaną historię. Inaczej mówiąc Rihito Takarai pogrywa sobie z naszymi uczuciami, bo nie dość że układa piękne opowieści to jeszcze stwarza bohaterów, którzy pozostają na długo w pamięci.

Do szatańskiego planu mangaki dochodzi jeszcze jej niesamowita kreska. Obecnie dla mnie jest to najlepsza kreska, jaką mogłam spotkać w BLach. Swoją miłość do kunsztu Takarai przypieczętowałam kupnem artbooka. Nie wiem nawet od czego zacząć, ponieważ autorka rysuje po prostu cudnie. Jedną z rzeczy, która mnie oczarowała, to kadry z różnych kątów. Jest to jedna z bardziej charakterystycznych cech stylu Takarai. Poza tym jej postaci wydają się być nieco dłuższe, przez co są drobniejszej budowy. Lecz przede wszystkim jej linia ma szkicowy charakter, a ja kocham patrzeć na wszelakiego rodzaju szkice. W końcu to one są najdoskonalszą częścią każdego projektu.

Muszę się przyznać, że pisanie tej recenzji trochę mi zeszło... Przez kilka dni głowiłam się jak oddać moje zafascynowanie tym tytułem. Poza tym nadal mam lekka blokadę twórczą, ale po przeczytaniu W stolicy kwiatów udało się to jakoś przezwyciężyć. Nie raz i nie dwa powrócę do tego komiksu, ponieważ zdecydowanie staje się jednym z moich ulubionych. Jest to pozycja obowiązkowa dla fanów Tylko kwiaty wiedzą, a jeśli ktoś z Was zastanawiał się nad czytaniem stolicy to wpierw zapierzcie się za pierwowzór. :)

Ocena fabuły: 10/10
Ocena postaci: 10/10
Ocean kreski: 10/10
OCENA OGÓLNA: 30/30 (100%)

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Kotori! <3 <3

5 komentarzy:

  1. A mi się kreska Takarai z pracy na pracę podoba coraz mniej... W stolicy kwiatów jest jeszcze fajne, ale to jak wyglądają postacie w najnowszych rozdziałach ten Count zupełnie mi nie odpowiada :'). Szkoda, ze jej artbook ma z tej serii okładkę, bo mnie to od kupienia odstrasza XD.

    Lubię obydwie historie z tej mangi, ale chyba dalsze losy bohaterów z TKW bardziej do mnie przemówiły, bo były takim dopełnieniem tego, czego zabrakło w głównej serii :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też chciałabym artbooka! A wracając do mangi, też bardzo mi się podobała zarówno historia z przeszłości, jak i dalsze losy Arikawy i Misakiego (i do tego ta subtelna wskazówka odnośnie tego, w jaki sposób obie historie są ze sobą powiązane). Zwłaszcza o nich mogłabym czytać zdecydowanie dłużej. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie nie ruszyło. Znów mamy przypadek, gdy wszystko jest takie odrealnione, relacje między postaciami, ich podejście, nawet kreska jest taka jakaś oniryczna. W Seven Days to się sprawdziło, ba, nawet w Tylko kwiaty wiedzą, ale tutaj tak średnio. BL z zakończeniami, w których głowni bohaterowie nie sa razem na końcu to rzadkość, jak dla mnie to najlepsza rzecz w tym tomiku i właśnie przez to nietypowe rozwiązanie wątku romantycznego zapamiętam tę mangę na dłużej. Chyba tylko w 4 (!) mangach BL, które czytałam, zakończenie nie było optymistyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam starsze BLe, jak miałam naście lat ciężko mi było znaleźć cokolwiek z szczęśliwym zakończeniem XD

      Usuń
    2. Starsze to znaczy...?
      :D

      Usuń