sobota, 9 kwietnia 2016

180. [mini recenzja] ONE-PUNCH MAN #2 ~ One x Yusuke Murata




Tytuł PL: One-Punch Man
Tytuł JP:
Scenariusz: One
Ilustracje: Yusuke Murata
Wydawca JP: Shueisha
Wydawca PL: J.P.Fantastica
Ilość stron: 200
Data wydania JP: 2012
Data wydania PL: 2016 (luty)
Link do poprzednich recenzji: 1

Abstrakcja i absurd – to właśnie te dwa słowa przychodzą mi pierwsze na myśl, kiedy czytam One-Punch Mana. Przyzwyczajenia w takich momentach biorą górę. Wyobrażam sobie, że akcja pójdzie w pewnym kierunku, a jednak kończy się na tym, że autor robi mi papkę z mózgu. A do tego wystarczyło odpowiednie stężenie sucharozy oraz mało rozpoznawalny bohater z łysą głową.

Drugi tomik nie ustępuje poprzedniemu. Nawet wydaje mi się, że jest jeszcze lepszy, ponieważ akcja wychodzi ponad dwa rozdziały. W skład tej części wchodzą dwie historie oraz dodatek pokazujący fragment życia Saitamy jeszcze przed kompletnym wyłysieniem. Pierwsza historia dotyczy „Domu Ewolucji”, a ta rozpoczęła się już na końcu poprzedniego tomu. W dużym skrócie: do naukowca, będącego głową owej instytucji, dotarły pogłoski o super silnym Saitamie. Chce poznać sekret jego potęgi, dlatego wysyła na misję swoich najlepszych super-mutantów. Oczywiście nie są oni żadnym wyzwaniem dla Łysola. Saitama wraz z Genosem wyruszają do głównej bazy Domu Ewolucji. Na miejscu powodują nie małe zamieszanie, a przy okazji poznajemy, jak wybitnie ciężkiemu treningowi poddał się Saitama trzy lata temu!
Kolejne wydarzenie pozwolę nazwać sobie tytułem rozdziału, a mianowicie „Bojownicy Utopii”. W jednym z literkowych miast pojawia się grupa mężczyzn, która uważa za wielką niesprawiedliwość to, że musi ciężko pracować aby żyć. Swój gniew kierują w stronę najbardziej zamożnych ludzi w mieście. Na czele „gangu” stoi były więzień zwany Hammerhead. Saitama dowiaduje się o tej rewolcie z telewizji. Z początku nie miał ochoty zajmować się tą sprawą – bo adrenaliny nie bedzie? – ale jedno zdanie wypowiedziane przez dziennikarza sprawia, że zmienia od razu zdanie. Otóż, mieszkańcy są ostrzegani przed młodymi, łysymi mężczyznami...

Jak widać w drugim tomie dostajemy trochę różnorodności w fabule. Nie są to poodcinane rozdziały, gdzie pojawia się „Wielki Zły” a Saitama jednym ciosem pozbywa się problemu... Cóż, Saitama niestety nadal jednym ciosem pozbywa się problemu (biedaczek), ale akcja trwa już przez kilka rozdziałów. Dowiadujemy się więcej o głównym bohaterze i poznajemy nowe postaci, z którymi kiedyś jeszcze się spotkamy. Mówiąc o tym mam na myśli m.in. Sonica. Pojawia się jako ninja wynajęty przez jednego bogacza do pozbycia się Bojowników Utopii. Jego umiejętności są przerażające, ale również niesamowicie widowiskowe. Kiedy po raz pierwszy spotkałam się z Soniciem pomyślałam sobie, że mam do czynienia z kolejnym nowym uczniem Saitamy... Albo po prostu kolejnym psycholem, który chce poznać sekret jego siły. W każdym razie nie sądziłam, że przyjmie on rolę odrobinę mniej przyjazną dla miłośników Łysolka.
Inną postacią, która miała swoje pięć minut w drugim tomie O-PM był Rower Renger (Mumen Raider). Musze przyznać, że to była najbardziej nakręcająca moją ciekawość rzecz – jak ostatecznie „Jeździec Bez Prawa Jazdy” będzie się zwać?! Muszę przyznać, że nazwa jest dobra – kojarzy się z ubiorem bohatera oraz z tym, że jego środkiem transportu jest rower. Good job!

Podsumowując. Drugi tomik nie ściąga mangi w dół. Wręcz przeciwnie, sprawił, że nie mam już wyboru i muszę dać tej części najwyższe noty. Zachęta po sięgnięcie po kolejny tom również się pojawia, ponieważ do gry wchodzi Organizacja Superbohaterów. Co tu dużo mówić. Autor jest geniuszem już z samego względu że to wymyślił i pokazał światu. Kolejnym geniuszem jest ilustrator, którego rysunki są bardzo dobre. A jeszcze innym osoba, która sprawiła, że ten komiks ukazał się w takiej formie. Zdecydowanie jest to jeden z moich ulubionych tytułów i na chwilę obecną nie potrafię sobie wyobrazić mojej półeczki bez niego. :D

Ocena fabuły: 10/10 (arcydzieło)
Ocena postaci: 10/10 (arcydzieło)
Ocena „kreski”: 10/10 (arcydzieło)
OCENA OGÓLNA: 30/30 (100% - najlepsze z najlepszych)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu JPF!



5 komentarzy:

  1. Zakochałam się w serii od pierwszej chwili, gdy po nią sięgnęłam - tomik pochłonęłam w bardzo krótkim czasie i niecierpliwie czekam na kolejny ;)
    http://mirella-view.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja po dwóch tomach sama nie wiem czy inwestować w serię czy nie, ale to się w sumie bardziej już na blogu rozpisałam. Dam szansę jeszcze trzeciemu XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Anime było świetne, za mangę się raczej nie zabiorę, ale jeśli pójść niepisaną zasadą, że pierwowzory najczęściej wypadają lepiej niż ekranizacje, mogę się założyć, że manga jest jeszcze lepsza :) Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
  4. Anime było świetne, za mangę się raczej nie zabiorę, ale jeśli pójść niepisaną zasadą, że pierwowzory najczęściej wypadają lepiej niż ekranizacje, mogę się założyć, że manga jest jeszcze lepsza :) Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja wciąż jeszcze nie kupiłam pierwszego tomu. :P
    Ale jeszcze kupię. Nie wiem, czy będę zbierać całość, ale chcę mieć chociaż jeden tom, tak dla sprawdzenia co i jak. No i jestem ciekawa tych trójwymiarowych obrazków na obwolucie. :D

    OdpowiedzUsuń