piątek, 1 kwietnia 2016

178. GRA W KRÓLA #1 ~ Nobuaki Kanazawa x Hitori Renda




Tytuł PL: Gra w króla
Tytuł JP: 王様ゲーム [Ou-sama geemu]
Scenariusz: Nobuaki Kanazawa
Ilustrator: Hotori Renda
Wydawca JP: Futabansha
Wydawca PL: J.P.Fantastica
Ilość stron: 176
Data wydania JP: 2011
Data wydania PL: 2016 (luty)


Kiedy po przeczytaniu pierwszego tomiku Gry w króla przewróciłam ostatnią stronę w mojej głowie od razu pojawiła się fraza z mojego ulubionego serialu: „The game is on”. Inaczej mówiąc, strasznie wciągałam się w przedstawianą tutaj historię. Jednak nie jest to komiks bez pewnych bardzo nieznośnych mankamentów, co w tym przypadku boli dwa razy mocniej fanów gatunku.

Zanim jednak przejdę do minusów tytułu, muszę powiedzieć o jego dobrej stronie. Gra w króla jest bardzo wciągającą mangą. Zawdzięcza to swojej fabule, która oparta jest o wielce lubiany schemat gry o przeżycie – mniej lub bardziej świadomie grupa ludzi pakuje się w jedną wielką pułapkę, gdzie na szali muszą postawić swoje życie. Jestem wielką wielbicielką takich tytułów i jaka nie byłaby główna nić fabularna czy bohaterowie, takiego rodzaju tytuły się cholernie ciekawe. 
Nic nie zwiastuje przyszłych nieszczęść, jakie mają spaść na klasę 1B. Nobuaki Kanazawa o północy dostaje dziwną wiadomość, w której ktoś podaje się za Króla. Co więcej, jej treść definitywnie mówi o tym, że padł od niego rozkaz i teraz należy go wykonać. Chłopak jest tak zaspany, że ignoruje ową wiadomość i dalej oddaje się w objęcia Morfeusza. Rankiem, kiedy jest już w szkole, dowiaduje się, że wiadomość otrzymali wszyscy jego koledzy w klasie. Ich humory ewidentnie sugerują aby wypełnić – ich zdaniem – dość zabawny rozkaz. Mianowicie numer 4 i numer 19 mają się pocałować. Pod przymusem klasy wyznaczone osoby, decydują się na spełnienie rozkazu. Uczniowie 1B wtedy jeszcze nie wiedzieli, jaką karę mogliby ponieść nie wypełniwszy rozkazu od Absolutnego Władcy. 

To, co opisałam wyżej ma miejsce dosłownie na nie całych dwudziestu stronach. W moim mniemaniu jest to duży plus tej mangi, ponieważ akcja biegnie bardzo szybko zaciskając na nas swoje sidła. W dalszej części również nie ma zbędnego przeciągania. Historia ze stroniczki na stronę robi się co raz bardziej ciekawa. Ale...
Nie do końca jestem na tyle zadowolona, aby od razu, bez zastanowienia, ocenić fabułę Gry w króla na dysię. Owszem, jestem ciekawa jak dalej rozwinie się akcja. Jest bardzo dużo możliwości, ponieważ Król może wymyślić wszystko. Jednak jest coś co ogranicza moje domysły. Niesłychanie – w moim odczuciu – dziecinna zabawa w „dorosłego”. Rozkazy, poczynając od pierwszego, są bardzo perwersyjne. Z początku tego tak nie widać, bo jest tylko pocałunek czy też polizanie stopy koleżance (Tfu!). Ale kiedy nagle pada rozkaz odbycia stosunku płciowego... odczuwa się małe zniesmaczenie... Oczywiście, jakby nie patrzeć, rozkaz jest okropny, patrząc z perspektywy bohaterów, ale nie tego się spodziewałam. Z początku powiedziałam sobie: „No okay, może i tak być...”, ale kiedy po raz kolejny pojawia się podobny rozkaz uznałam, że nie tyle sam Król jest zboczeńcem, ale także autor...
Generalnie rzecz biorąc czyta się dobrze i jest to chyba najmocniejsze kryterium tego tytułu. Jednak za to, że prawie całość ocieka zbytecznym „erotyzmem” muszę uszczknąć co nieco z oceny.

O stopień niżej oceniam postaci. Nie są złe, ale nie są też powalające. Główni bohaterowie odcinają się od reszty charakterów, więc od samego początku liczy się na to, że rozkaz nie padnie akurat na nich. Inną rzeczą jest to, że główny bohater – wcześniej wspomniany Nobuaki – nie jest taką ofermą, jak to zazwyczaj jest w takich mangach. W dodatku jest już na samym początku w związku z koleżanką z klasy – Chiemi Hondą. Dziewczyna jest miłą osobą i poczułam do niej sympatię. Nie inaczej jest z najlepszym przyjacielem Nobuakiego, Naoyą Hashimoto, który niestety zostaje dość wcześnie wciągnięty w grę osobiście...
Tak jak powiedziałam, charaktery, jakie przewijają się przez historię, nie są złe. Ale też nie są powalające. Są po prostu zwyczajnymi nastolatkami. To, co powstrzymuje mnie przed daniem „przeciętnej” oceny, to fakt, że Nabuaki już w pierwszym tomie, zaczyna się zmieniać. Zaczyna myśleć tak, aby móc przetrwać oraz aby przeżyli też jego najbliżsi przyjaciele. Ciekawość wchodzi na stopień drugi, bo kto wie jak bardzo nasz bohater da się ponieść grze...

Pewna jestem natomiast jednego. Autor ilustracji dał się ponieść i tu jest ode mnie ocena najsłabsza. Gdyby to zależało tylko od mojego odczucia, to byłoby nie za wesoło. Ale staram się odsunąć uczucia, tak aby dać przemówić jeszcze rozsądkowi i dopiero wtedy pozwolić wyklarować się ocenie. Po pierwsze – podobieństwo sugerujące, że Hitori Renda jest albo wielkim fanem Obaty, albo był jego asystentem. Obata jest jednym z tych autorów, którego pracę sobie bardzo cenię, dlatego patrzenie, na postaci, które są tak podobne do tych znanych mi z Bakumana czy All you need is kill, trochę boli. Z drugiej strony może to dobrze? Przynajmniej wiadomo, że to nie Obata, chociaż nazwiska ilustratora Gry w króla raczej nie zostanie na długo w mojej głowie. Po drugie – kreska mało mówi o samym temacie mangi. Artystyczna strona mało oddaje klimat. A tak? Równie dobrze mogłaby być to komedia czy hentai... Jednak nie jest też zatrważająco źle. Gdy się wczytałam, to po prostu przestałam zwracać na nią uwagę. Nie mówi to za dobrze o wizualnej stronie, ale lepsze to niż, drażnienie oka wciągu czytania.

Podsumowując. W Grze w króla pojawia się akcja, która od razu mnie do siebie przyciąga – gra o przetrwanie. Polubiłam postaci, które nie wydają się świecić czy błyszczeć, ale są przyjazne i życzy im się jak najlepiej. Najbardziej zakuła mnie kreska, ale i tu nie jest najgorzej. Będę czekać na ciąg dalszy i myślę, że zostanę z tą serią do końca – szczególnie, że jest to tylko pięć tomików, a naprawdę jestem zaciekawiona, jak dalej potoczą się losy Nobuakiego oraz jego klasy. Któż może być Królem?

Ocena fabuły: 8/10 (rewelacyjna)
Ocena postaci: 7/10 (bardzo dobre)
Ocena „kreski”: 6/10 (dobra)
OCENA OGÓLNA: 21/30 (70% - nieprzeciętny pomysł)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu JPF!



Ohayou!
Święta, święta i po... W poprzednim tygodniu właśnie z racji świąt nic się nie pojawiło. Uznałam, że wolne było zbyt, krótkie i po porostu pokończyłam pisać tylko te recenzje, które wcześniej napoczęłam. Także poprzednia przerwa była jak na razie jedno razowa.
To tyle chciałam napisać. Wybaczcie, że tak "szybko" i "do rzeczy" to brzmi (jak nie ja... XD) ale po prostu zaraz muszę mykać już na zajęcia... (chwalmy automatyczne ustawianie postów na bloggerze! <3)
~A.

7 komentarzy:

  1. Ja po anime Mirai Nikki i Deadmanie jakoś nie mam ochoty na kolejne survivale, więc od początku nie byłam zainteresowana i przeczytaniu recenzji... dalej nie jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie Gra jest fatalną mangą - fabuła naiwna i pełna błędów, postacie do bólu schematyczne, polecenia Króla głupie a całość nie potrafiła mnie wciągnąć. Główny bohater, dzielny "obrońca sprawiedliwości", doprowadzał mnie do pasji. Zdecydowanie nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm... No nawet mnie zaciekawiłaś, przynajmniej aby sprawdzić tomik pierwszy :) Przede wszystkim bardzo pozytywnie nastraja mnie okładka, która natychmiast skojarzyła mi się ze "Sword Gai". Może to źle i dziwnie o mnie świadczy, ale od czasu kiedy bardzo kręciłam nosem na wszelkie wątki erotyczne, śledząc anime sezonami mimo wszystko bardzo często stykam się z ecchi i innymi zboczeniami (nie tylko w anime, w mangach też się zdarza, choć wiadomo - jest tego mniej), więc koniec końców już się przyzwyczaiłam ;'D Zobaczymy. Jak czas i chęci pozwolą, no i nie zapomnę o "Grze w króla", to postaram się bliżej przyjrzeć tej mandze ;) Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
  4. Od początku nie ciągnęło mnie jakoś szczególnie do tej mangi, jednak sam pomysł, nawet jeśli tak często wykorzystywany, jest dość ciekawy, więc ewentualnie mogłabym się na nią skusić. Szkoda, że rozkazy są jakie są, ale zawsze można liczyć na jakąś poprawę później. W kresce rzeczywiście jest spore podobieństwo do prac Obaty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z ciekawosci przeczytalabym jeden tomik :D. No ale to polecenia... Rzeczywiscie glupie:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zerknęłam na przykładowe grafiki z tej mangi i myślałam, że to narysował Obata, serio, postaci wyglądają jak wyjęte z Bakumana, tylko tła jakby gorsze. A okładka zupełnie z innej bajki. Lubię takie survivalowe tytuły, ale po Twojej recenzji mam wrażenie, że targetem są raczej nieco młodsi odbiorcy i te zadania... Tytuł raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. W sumie jeśli coś przyciąga mnie do tej mangi, to kreska, ale oceniłaś ją najniżej, więc w sumie pewnie jakaś super też nie jest... na razie sobie odpuszczę....

    OdpowiedzUsuń