Złamane serce i mafijna intryga - Czwarty: Tatsutuki Oyamato



Tytuł: Czwarty: Tatsuyuki Oyamato || Autor: Scarlet Beriko || Wydawca PL: Waneko || Tłumaczenie: Mari Ann ||  
Ilość stron: 226 || Rok wydania: 2017 (czerwiec) || Cena okładkowa: 19,99zł 


[+18!]

Po jakże udanym Jackass! przyszła pora na kolejną mangę od Scarlet Beriko. Co tu dużo mówić. Autorka zapadła mi w pamięć dosyć mocno, gdyż na pierwszy rzut oka strasznie pokręcony temat, potrafiła zmienić w coś co bardzo dobrze się czytało. W dodatku oprawiła to w swoją piękną kreskę, która i tym razem mnie nie zawiodła. Jednak czy (poza kreską) Czwarty jest równie dobry co Rajtkowy fetyszysta*?

W rejonie Kantou swoje wpływy roztacza wielki gang yakuzy – grupa Oyamato. Jej czwarty lider, Tatsuyuki Oyamato, po zawodzie miłosnym zachowuje się jak kompletna ofiara losu. Zmęczony tym widokiem młodszy lider, Asoda, wysyła go do prefektury Fukuoka, żeby przywrócił porządek w obszarze Kiusiu. Niestety, nawet po dotarciu na miejsce, Tatsuyuki nie może dojść do siebie i tylko włóczy się po barach, aż w końcu ucina sobie drzemkę w parku. W pewnym momencie zostaje przez kogoś zabrany i spędza z nim bardzo gorącą noc...**

Nie wiem, dlaczego - bo w sumie się nad tym nigdy nie zastanawiałam - mam słabość do yaoiców z tematem mafijnym. W sumie nie czytam takich zbyt wiele, ale kiedy pojawia się w BL ten konkretny motyw, to po prostu to chcę. Podejrzewam, że wpływ na to mogły mieć Złamane skrzydła od Kou Yonedy, ale nie rozwódźmy się nad tym zbyt długo. Skupmy się na tym, co oferuje nam na tym terenie Scarlet Beriko.
Czwarty niewątpliwie zalicza się do - jak ja to ostatnio lubię mówić - brudnych yaoiców. Scen seksu jest tutaj dość sporo i nie są one na pewno delikatne czy finezyjne, nad czym odrobinę ubolewam. Lecz, gdyby nie było tego impaktu manga straciłaby na wyrazie. Ogółem ta opowieść nie należy do najlżejszych, bo przewija się tutaj temat wykorzystania seksualnego na nieletnich czy też dorastania w gangsterskim światku. Przeciwwagą dla tego ciężkiego klimatu jest niespełniona miłość dziedzica interesu, czyli tytułowego Tatsuyukiego Oyamato oraz jego dalsze miłosne eskapady, które zawierają w sobie rozbrajający pierwiastek humoru. Inaczej mówiąc, w tej jednotomówce jest zawarty balans, który nie daje jednoznacznie stwierdzić czy bardziej jest się poważnym czy rozbawionym po doczytaniu tego tomiku do końca. Osobiście jestem właśnie gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami, ponieważ to, co tutaj się wydarzyło mocno mną wstrząsnęło (takim wrażliwcem się ostatnio stałam), ale równie mocno pamiętam zabawne momenty.

Co zaś tyczy się bohaterów, to mają oni bardzo wyraziste charaktery. Szczególnie Tatsuyuki. Porywisty i impulsywny, jednak dla dobra grupy Oyamato musi powściągnąć płynące z niego emocje. Ogółem nie do końca ma ochotę na przejęcie tego rodzinnego biznesiku, jednak czy tak naprawdę ma wybór...? Poza tym przejmuje się bardzo swoim złamanym sercem (co prawda nie wylewa hektolitrów łez, ale ewidentnie go to męczy). W sumie to odniosłam wrażenie, że do końca nie dało się go poznać. Że pewna część jego osoby została przed nami ukryta.
Drugi główny bohater, czyli Nozomi Koga, jest z początku trochę szaloną postacią, jednak z czasem wychodzi na wierzch jego backstory. Od tego momentu patrzy się na niego inaczej. A tak przynajmniej było w moim przypadku. Współczucie zmieszało się z podziwem i tak po prostu pokochałam lekko zakręconego okularnika.


Jeżeli czytaliście moją recenzję Jackass! to wiecie, że Scarlet Beriko trafiła swoim piórkiem w moje kokoro. Jest detal. Jest utemperowana szkicowość. Jest giętkość linii. Tym razem również zwróciłam większą uwagę na tła oraz oddanie ich klimatu i muszę powiedzieć, że wykonany został kawał dobrej roboty. Co tu wiele mówić! Kiedy ma być pięknie i wzruszająco - jest pięknie i wzruszająco. Kiedy ma być namiętnie - jest namiętnie. A kiedy ma być brutalnie - to jest brutalnie. Jedyne ale miałabym tylko do ilości scen erotycznych. Momentami miałam ich już dość, ponieważ byłam bardziej ciekawa jak całość się zakończy, niż tego, czy Tatsuki dojdzie w 4 czy w 10 okienku... Niemniej jednak emocje są oddane bardzo dokładnie a mimika to miód malina. Swoją drogą kompozycja jest również bardzo dobra i niewątpliwie momentami ciekawa. Podsumowując ten akapit pozwolę sobie na odrobinę dwuznaczności - no nic innego tylko BRAĆ i podziwiać! (Psieplasiam. Wiecie, że kocham suchary XD)

Czy poleciłabym Czwartego na początek swojej przygody z yaoicami? Zdecydowanie nie. Uważam, że stosunki bohaterów są tutaj przedstawione zbyt mocno, jak na pierwsze kroczki na ścieżce fujoshi. Jednakże, jeżeli potencjalny czytelnik nie jest wrażliwcem to proszę bardzo! Osobiście wolę chyba bardziej Jackass!, gdyż tamta historia wydała mi się bardziej kompletna i lepiej pookładana. W Czwartym  w pewnym momencie pojawia się lekki chaos co zakłóca całkowite zatracenie się w tej historii. Dlatego ostatecznie manga o gangsterach wypada odrobinkę bladziej niż ta o licealistach, lecz jest to dosłownie tylko odrobinka.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Waneko! 💜


*Link do recenzji Jackass!.
** Opis ze strony wydawnictwa. 

Komentarze

  1. Ja mam ten problem, że już od dawna żadne yaoi mnie nie zachwyca i wszystko wydaje się być takie meh. To takie smutne, bo ja bym tak chciała przeczytać coś pełnego emocji ;w;

    Kreska w Czwartym przyciąga uwagę, ale sama bym się nie skusila na tą mange, bo ^patrz wyżej :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To minie. :D Ja też przez bardzo długi czas nie miałam ochoty na yaoice, ale w tym miesiącu się tego pozbyłam, bo przeczytałam już kilka, a jeszcze w sumie bym coś z tego gatunku poczytała. Poza tym czasem tak jest, że akurat na jakiś gatunek ma się "niechcicę". Najdłużej to chyba takową miałam przez jakieś pół roku na kryminalne, mięsiste seineny, ale chyba mi już przeszło. :P Zabieram się za Menhola. XDDD

      Kreska w Czwartym to jest cudo i jeżeli ktoś wie czy Scarlet ma artbooka to bardzo byłabym wdzięczna za info. <3

      Usuń
  2. Mam DOKŁADNIE to samo co Ichi. ;_;
    Jedynym "yaoi", a raczej relacją męsko-męską jaka mi się ostatnio spodobała aż tak, że bardzo się wczułam, jest ta z Requiemu Króla Róż. </3
    Po prostu jakoś nie interesują mnie nieważne dla mnie charaktery, a w yaoi mam taki problem, że wydaje mi się, że oni wszyscy są strasznie płytcy, nieinteresujący i to wszystko rozbija się o sceny seksu, które nieszczególnie mnie rajcują. Jeśli już miałabym czytać jakieś yaoi, to raczej doujiny z charakterami, które lubię. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam wyżej. Też przechodziłam przez to, że nie chciało mi się czytać yaoiców. Kupowałam niektóre tylko po to by mieć serię, ale zapału do czytania nie było. Po tej przerwie jednak na nowo zaczęłam pochłaniać BLe w dużych ilościach. :P

      Usuń
    2. Jeju, a ile to u Ciebie trwało? Ja mam taki zastój od... chyba dwóch lat? :<

      Usuń
    3. Dwa lata to aż nie, ale przez jakiś czas czytałam BLe, tylko dlatego, ze miałam do recenzji. W sumie ciężko mi powiedzieć ile dokładnie... :P

      Usuń

Prześlij komentarz