piątek, 11 marca 2016

174. MONSTER PETITE PANIC ~ Neko Kanda




Tytuł PL: Monster Petite Panic
Tytuł JP: モンスターぷちパニック[Monsutaa Puchi Panikku]
Autor: Neko Kanda
Wydawca JP: Nihonbungeisha
Wydawca PL: Dango
Ilość stron: 142
Data wydania JP: 2014
Data wydania PL: 2016 (styczeń)

W liceum, którego uczniowie posiadają kago, moc silniejszą niż u innych ludzi, członkiem komitetu jest Kojiro Suzuki (jego kago to Ifrit). Zupełnie niespodziewanie przewodniczącym tego samego komitetu zostaje mega przystojny posiadacz wyjątkowo dużej mocy Lauri Asagiri (jego kago to Lewiatan). Natrętny seme vs. przystojny uke bez wyrazu, czyli historia rozwiająca się w pełnej metamorfoz, uczuć i humoru szkole fantazji. Podwójna dawka miłości oraz strony specjalne!
Kago jest mocą, z którą rodzi się każdy człowiek na tym świecie. Moc objawia się w różnych formach: anioła, diabła, świętej bestii, demona, zjawy, choć normalnie jest ona dość słaba.

Początki nie są proste w żadnym wypadku. Zawsze, jak odnajdujemy swoje nowe pasje lub otrzymujemy nowe zadania czujemy się przytłoczeni. Z góry zakładamy, że do finiszu zostało jeszcze całkiem sporo pracy. Ja tak mam w przypadku, kiedy muszę zacząć coś pisać – recenzje, pracę, esej. Wiercę się po domu, w poszukiwaniu jakiegoś „natchnienia” i tak w końcu coś mnie oświeci – zdanie wypowiedziane w radiu/filmie, przeczytany fragment książki, czy też sama pogoda. Wspominam tu o tym z prostego powodu – przed sobą mam pierwszą mangę od wydawnictwa Dango.

Tomiku Monster Petite Panic wypatrywałam z nie małym zniecierpliwieniem. Mogłam przyglądać się, jak powstają nowe wydawnictwa. I muszę powiedzieć, że w każdym przypadku mam to dziwaczne, a jednocześnie bardzo przemiłe uczucie. Nie mam pojęcia, jak je nazwać jednym słowem, bo jest to pomieszanie ciekawości i radości. Uznajmy, że przy ogłaszaniu kolejnych tytułów również czujemy coś podobnego. Jest to bardzo specyficzne. Jednak jestem jaka jestem i za tym uczuciem podąża coś, co każdy z nas już zna na pewno – oczekiwania. Zawsze staram się nie nastawiać na cuda dziwy, ponieważ wolę mieć „niespodziankę” przy konfrontacji z tomikiem. Przy jednotomówce MPP muszę przyznać, że ani mnie to bardzo nie zachwyciło, ani też rozczarowało. Inaczej mówiąc wydawnictwo postarało się na tyle, że spokojnie możemy mówić przy tej publikacji o standardzie wydawanych mang.
Lecz jest jedna rzecz, która wyszła podczas czytania – słaba „tektura” na okładkę. Książeczka nie jest opatrzona żadną obwolutą i co za tym idzie należałoby się bliżej przyjrzeć samemu „kartonowi” na okładkę. Cóż, niestety po przeczytaniu mangi na mojej okładce pojawiły się nieprzyjemne bruzdy, co nie wygląda zbyt ładnie – szczególnie kiedy biegnie ona przez środek dolnej części tomiku. Być może to ja jakoś dziwacznie trzymam mangę, jak czytam, ale uważam że nie rozchylam tomików aż tak, aby je w jakikolwiek sposób uszkodzić. Poza tym nie mam żadnych obiekcji, co do wydania. MPP jest podobne do mang od Kotori, co ułatwia nam w umieszczeniu mangi na właściwej półce.

Jeżeli zaś chodzi o zawartość mangi to też uważam, że jest to dobrze wykonana robota. Czytało się dobrze, nie zauważyłam, żadnych błędów logicznych, czy też poważnych przekręceń wyrazów. Na literówki już prawie w ogóle nie zwracam uwagi – sama ich za wiele ostatnio robię, więc jak nie razi po oczach to siedzę cicho. (Poczytajcie sobie notatki z wykładów bez korekty… Tolerancja na pomniejsze błędy na pewno się zwiększy :D) Oczywiście można wyczuć w tomiku lekkie raczkowanie, ale każdy musi jakoś zacząć. A Dango ma preferencje aby zabłyszczeć. Krócej mówiąc nie mam do czego się przywalić na dłużej, więc zostańmy przy tym, że wydanie, jak na pierwszą mangę, jest bardzo, bardzo dobre. :D Widać, że panie redaktorki wiedzą, co robią i świetnie im to wychodzi.

Teraz przejdźmy do części, którą podświadomie nazwałam „ile jest mangi w mandze?”. Gdybym miała patrzeć całościowo na mój nie mały dorobek yaoi na półce to Monster Petite Panic, wypada przy niektórych tytułach dość blado. Nie zaprzeczę, że jest to urocza manga, jednak jest ona bardzo króciutka, co sprawia, że raczej nie zapamiętam tej historii na długo.
Inaczej jest z samą autorką, która zachwyciła mnie swoją kreską. Ogółem tytuły yaoi za jakie się biorę są rysowane w sposób, który mnie satysfakcjonuje. Z kilkoma małymi wyjątkami... (Patrzy na Sekaiichi...) Neko Kanda mnie zachwyciła swoim poziomem i przyznaję się, że zaczęłam grzebać po internecie aby poczytać jej inne mangi. Jak na razie przeczytałam Puchitto Hajiketa i liczę na to, że Dango zabierze się za ten i inne tytuły od tej kociej autorki.  
Ale powróćmy do fabuły. MPP to szkolne yaoi, do którego przyczepił się rzep zwany mocami – tutaj kago. Ogółem sytuacja przedstawia się tak: Lauri należy do komitetu porządkowego szkoły, gdzie uczą się ludzie z pobudzonym kago. Sam posiada jedno z potężniejszych – kago zwane Lewiatanem. Pan Lewiatan przez swoje „wysokie kwalifikacje” został wkopany w tę brudną i niekończącą się robotę i tak stoi na straży szkolnego porządku, który stosunkowo często jest zakłócany, jak na 140 stron mangi. Brzmi groźnie, jednak po kilku stroniczkach dowiadujemy się z czym tak naprawdę mamy do czynienia – szkolną komedią z domieszką lekkiego dramaciuku lat młodzieńczych, czyli nieodwzajemnionej miłości. Przedmiotem wzdychań Lauriego jest Kojiro, który w przeszłości pomógł naszemu wodnemu księciu.

Powyższy scenariusz czytało się bardzo dobrze i w trakcie samego czytania miałam jakąś rozrywkę. Ale kiedy tomik nagle skończył się tak szybko, poczułam niedosyt. W dodatku zmieszał mi się z uczuciem „odgrzanego kotleta”. Takie to trochę nie miłe... Historii o ratowaniu kogoś z opresji w wieku, kiedy stół w jadalni jest ogromnym meblem, czytałam już kilkadziesiąt, dlatego nie miałam żadnego zaskoczenia na samym końcu. Historia sama w sobie jest urocza i człowiek uśmiecha się, kiedy widzi nieporadność biednego Kojiro, jednak nie wnosi ona nic nowego. Jest to kolejny szkolny romansik do kolekcji, gdzie przewija się zabawa z „magią”.
Podobnie jest z bohaterami, którzy prócz swojego boskiego wyglądu niczym mnie nie zachwycili na tyle, aby pamiętać ich na dłużej niż „do kolejnego yaoica”. I mówię tu o chłopaczkach z pierwszego planu, bo niestety o drugim już prawie zapomniałam.

Podsumowując. Monster Petite Panic może przynieść nam rozrywkę, ale mam wrażenie, że jest to tylko jednorazowe. W najbliższym czasie raczej nie zasięgnę znów po ten tytuł. Po prostu mogę chwycić za inny, który jest odrobinę podobny, bo a nóż-widelec, coś się ciekawego odkryje. Jednakże mangę polecam osobom, które są zapalonymi yaoistami/fujoshi. Myślę, że zakup tego tytułu powinien leżeć w ich obowiązku chociaż po to aby wesprzeć wydawnictwo w dalszym działaniu. Rozczarowania tomik nie przyniesie, ale też gór nie przeniesie. Niech to lekko poetyckie zdanie, zakończy me przydługie pisanie. :D

Ocena fabuły: 5/10 (przeciętna)
Ocena postaci: 5/10 (przeciętne)
Ocena „kreski”: 9/10 (wybitna)
OCENA OGÓLNA: 19/30 (63% - czytadło z potencjałem)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu DANGO! <3



10 komentarzy:

  1. mam nadzieje że Dango wyda inne mangi Kandy Neko, bo są świetne.
    jeżeli Puchitto Hajiketa nie zostanie wydane.. cóż pewno szarpnę się na wydanie angielskie bo uwielbiam tę mangę
    chciałam kupić monster petite panic, żeby wesprzeć wydawnictwo (bo za tym tytułem nie przepadam aż tak bardzo) ale budżet nie pozwolił -za dużo świetnych mang, książek i komiksów wychodzi ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak piszę, również na to liczę. :)I chociaż MPP nie było jakoś zbyt wybitne fabularnie to jednak autorka potrafi stworzyć coś bardziej oryginalnego - myślę tu o Puchitto Hajiketa. Chcę przez to powiedzieć, że jest jedną z moich fav yaoi-autorek i liczę różnie na to, że kiedyś pojawi się jej jakiś artbuczek (Tak jak Rihito Takarai <3).

      Usuń
  2. Akurat od Kandy Neko wzięłabym kilka tytułów, ale niestety nie ma w nich MPP. Trochę szkoda, że jednak nie wzięłam pierwszej mangi od Dango, ale może w przyszłości wydadzą coś co mnie zainteresuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie to cieszę się, że ich pierwszym tytułem było yaoi = czytaj biorę w ciemno, nawet jeżeli byłaby to klapa, a nie była, to z powodu wspierania wydawnictwa. W moim przypadku gorzej by było gdyby ich pierwszym tytułem było yuri - tu bym się dłuuuuuugo zastanawiała. Chociaż nadal poszukuję czegoś w tym gatunku i powiedziałam sobie, że przeczytam tak z 10 tytułów, które wyjdą w Polsce aby dobrze poznać ten gatunek. :D Jak na razie jest jeszcze 6 miejsc wolnych. XD

      Usuń
  3. A ja mam nadzieję, że Dango wyda w najbliższym czasie coś innego niż yaoi, żebym mogła ich wspomóc finansowo. Niestety nie przepadam za takimi "słodziutkimi" tytułami (ubóstwiam Yonedę, która dobrze wpasowuje się w mój gust), więc na razie niestety sobie daruję. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yoneda to inna bajka i wyższa szkoła jazdy. <3 (Moje bóstwo z panteonu <3) Słodzuchne yaoi też są fajne, ale po jakimś czasie można ich mieć dość bo często są one do siebie podobne. Chociaż te mogłabym podzielić na przynajmniej dwie grupy - 1) Słodziaśne, gdzie historyjka to płaczliwe "shoujo" w wykonaniu młodych gejaszków, 2) Urocze, gdzie jest moe moe, ale jest szczypta niebanalnego dramatu. :D (Trochę okrojone, ale...). tego pierwszego rodzaju można mieć dość, a drugiego, jak nietuzinkowa historia, to tylko więcej.

      Usuń
  4. O ile sama manga mi się podoba, o tyle po niej będę podchodzić ostrożniej i mniej entuzjastycznie do pierwszych kroków Dango. Może dzięki temu więcej mi się spodoba, że będę negatywnie nastawiona, bo jak byłam nastawiona pozytywnie to się przejechałam. Chociaż z typesettingiem wystartowali całkiem przyzwoicie na tle np. takiej Taigi C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się wydaje, że jest dobrze. Spokojnie można porównywać to do innych wydań, a to czy tamte są dobre to inna bajka :P
      Prawda! :D

      Usuń
  5. Czytałam trochę od tej autorki, ale akurat nie MPP. Z początku wcale nie planowałam się zabierać za tę mangę, ale chyba jednak się na nią zdecyduję, tak w ramach wspierania nowego wydawnictwa (zwłaszcza że Dango przymierza się do wydania yuri, a więc bliżej mi do MPP niż ich nadchodzącej nowości). :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo. Yuri to nie jest coś dla mnie. Ale tak jak wspomniałam, chcę poznać ten gatunek, dlatego moje 10 tytułów pozostaje. :D

      Usuń