niedziela, 26 października 2014

Otaku #51 ~ wrzesień 2014

 






A to co? Reklama kolejnego numeru Otaku? Przecież ten numer wyszedł we wrześniu a kolejny już w progu czeka na wypuszczenie do sklepów. Czemu akurat teraz pojawia się pięćdziesiąty pierwszy numer? Jeżeli zastanawiacie się dlaczego nagle, zamiast kolejnej recenzji mangi, pojawia się magazyn Otaku, to już śpieszę z wyjaśnieniami. Dostałam propozycję biegłego oceniania tego oto magazynu dla polskich fanów mangi i anime. Po części jest to dla mnie sprawdzian, czy podołam recenzowaniu czasopisma – czy ogólniej czegoś innego jak manga. Dlatego przechodząc do głównego tematu, chciałabym Wam przybliżyć Otaku #51.

Gdybym miała więcej czasu przeczytałabym każdy artykuł, jednak tego trochę mi brakuje. Gdybym miała przeczytać całość to na tą recenzję prawdopodobnie czekalibyście jeszcze z dobry tydzień. Naprawdę dużo tu ciekawych tematów, recenzji czy newsów. Otaku znam dopiero od dwóch lat i od tego czasu zaczęłam je nabywać. Same mangi zbieram niewiele dłużej. Dla osób tworzących magazyn mam bardzo duży szacunek i cały czas dążę do tego, aby moje recenzje czytało się tak samo dobrze jak te z Otaku. Daleka droga przede mną... Ogółem każdy artykuł – recenzja, ciekawostka kulturowa, opis anime - czy krótkie newsy na samym początku są pisane od fana dla fana. Z taką różnicą, że piszący wie co i jak napisać. Oczywiście mam swoich faworytów, których artykuły czyta się płynnie, a każde słowo jest jakby odpowiednio wyważone, oraz autorów trochę gorszych. Tak jak już wspomniałam nie udało mi się przeczytać każdego artykułu, dlatego postaram się jak najwięcej wyciągnąć z tych, z którymi się zapoznałam.

Na samym początku warto przyjrzeć się newsom, więc zaczęłam czytać to co mnie zainteresowało. Część oczywiście przeczytałam na stronach wydawnictw, czy też forach. Nie martwcie się, nie będę każdego z nich szczegółowo oceniać. Chciałabym tylko zaznaczyć, że przed wydaniem warto je sprawdzić – szczególnie pod względem przekazywanej informacji. Notka z tytułem Nowe propozycje od Waneko zawiera w sobie takie błędy jak: „Manga zostanie wydania w formie DWÓCH POKAŹNYCH, 400-stronicowych TOMISZCZY o powiększonym formacie, w cenie 27,99zł KAŻDY.”; „(...) w lutym premierę świętować będzie manga yaoi, pt. „SIĘ ROBI” („Sekaiichi Hatsukoi”)”. Takie błędy rzeczowe, jak dla mnie, mogą dostać spokojnie miano błędu kardynalnego. Od samego początku „Istota Zła” była ogłoszona jako manga z serii Jednotomówek Waneko, więc skąd pomysł, że każdy z dwóch tomów będzie miał 400 stron? I jak jeżeli normalnie są tylko dwa tomiki? A tytuł „Się robi” tytułem nie jest. Po prostu było zaznaczone, że tytuł jest jeszcze w procesie dyskusji. Drugie co rzuciło mi się w oczy to niewielka literówka w newsie o nowej mandze Hino Matsuri, jednak takie klawiaturowe „przejęzyczenia” mogę pominąć. 

Koleinie przeszłam do działu „Nowości”. Znajdują się tam, krótkie opisy emitowanych, bądź dopiero co zakończonych serii anime. W tym dziale mamy do czynienia z dwoma autorami – Metzem oraz Slovą. Nie ma co ukrywać, lubią pisać to widać. A to co piszą ma sens i czyta się dość dobrze, jednak jest to takie „po prostu czytam i jakoś to gra”. To na co czekałam znajdowało się dalej w dziale „Manga & Anime”. Definitywnie najlepiej piszącymi osobami w tym magazynie jest Vanitachi oraz Pan Krzysztof Wojdyło. W ich artykułach da się wyczuć ich styl pisania i wydaje mi się, że oba potrafią dotrzeć do czytelnika. Chociaż przy tekście o Labiryncie uczuć zostały poruszone kwestie filozoficzne. Pomimo krótkich wyjaśnień czytelnik może mieć problem. Bo co się oszukiwać, młodsze dziewczyny też czytają yaoice, więc zainteresują się recenzją. Vanitachi wydaje mi się bardziej „wykwintnym krytykiem” niż Pan Krzysztof, który podchodzi do sprawy bardziej od strony swoich własnych odczuć. Zwróciłam przy tym uwagę czytając recenzję Akuma no Riddle. Jednak przeczytała tylko po dwie recenzje każdego z nich, więc to tylko moje pierwsze odczucia. A co mnie zachęciło? Na pewno recenzja Marii Lengern o Wilczych dzieciach. Od dawna zabieram się za ten film, jednak teraz postawię kropkę nad „i”. Drugą recenzją, która przyczyniła się do wydłużenia listy moich „Anime do obejrzenia” była recenzja Jakuba Kołeckiego o Dangaronpie. Może autor nie mówi, że jest to coś jedynego w swoim rodzaju, lecz ja chciałabym to pooglądać. Lubię takie klimaty, dlatego jestem ciekawa co takiego mogłabym zobaczyć przy oglądaniu „dziwnego, czarno-białego niedźwiadka” na stołku dyrektora. Oczywiście nie mogłabym pominąć głównego tematy numeru, również spod pióra Jakuba Kołeckiego. Osobiście bardzo lubię No Game No Life, dlatego w większości zgadzam się z tym co pisze autor. Ale ja jestem jeszcze początkującym dzieciakiem, raczkującym wśród ogromu i różnorodności tematyk, dlatego trochę bardziej lubuję historię o Shiro i Sorze. 


Sektor zajmujący się kulturą również nie skąpi ciekawych tematów, jednak nie udało mi się przeczytać większości. Pierwsze co chciałam przeczytać to artykuł Vanitachi Krytyka Krytycznego Krytyka. To co przeczytałam wezmę sobie do serca i mam nadzieję, że moje recenzje będę bardziej... dynamiczne. Uważam, że jest to bardzo dobra rada, dla tych, co tak jak ja, zajmują się recenzjami. Sama myślę, iż jestem laikiem, dlatego postaram się być pilną uczennicą. Prócz tego przeczytałam o Dragon Ballu AF. Teraz się możecie śmiać, ponieważ nawet nie wiedziałam o takich komplikacjach z powodu Prima Aprilis. Każdego dnia, przez całe życie człowiek się czegoś dowiaduje, prawda? A jeśli o tym mowa to jeszcze dwa słowa o nauce języka japońskiego. Otaku zaczęło od nowa swoje lekcje. Osoby, które chcą zacząć uczyć się tego języka mają bardzo dobrą okazję. Tłumaczenie jest dobre i zrozumiałe. Nie ma zbędnych, jak na ten czas, nowych informacji „zapychających”, tylko same konkrety. Jakby to powiedziała moja pół-afgańska przyjaciółka: „Dla mnie bomba!” (XD)

Uważam, że każdy może znaleźć w Otaku #51 coś dla siebie. Redaktorzy nie boją się żadnego tematu dotyczącego dalekiego wschodu. Dodatkowo pismo ma ładną okładkę, dobrze piszących autorów i dwa duże plakaty (to też jest ważne! :D). Oczywiście mam kilka „marzonek” związanych z tym magazynem, a raczej z tym co się w nim mogłoby pokazać. Na przykład coś dla tych co rysują. Lecz marzenia, marzeniami. Ten numer najbardziej zaskoczył mnie tym „kardynalnym” błędem w newsach. Innych nie zauważyłam, bądź po prostu nie czytałam tych artykułów, w których są. Otaku jest najlepszym magazynem, jak przyszło mi czytać. Wydaje mi się „ułożony” przez co przyjemnie się go czyta, dlatego z czystym sercem go polecam. 

Ocena: 9/10 

Za możliwość przeczytania dziękuję:



Przepraszam, że stare logo, ale innego nie mogłam znaleźć. xD

3 komentarze:

  1. Myślę, że recenzja wyszła Ci całkiem zgrabnie. ^^ Otaku wprawdzie nie kupuję, bo mam już i tak za duże wydatki, więc nie stać mnie na pisma okołomangowe. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego numeru jeszcze nie czytałam, jednak mam go już na półce. A te błędy w newsach rzeczywiście "kardynalne". Chociaż przyznam, że gdy pierwszy raz zobaczyłam na facebooku dopisek "Się robi" przy SH, to jeszcze nie skojarzyłam o co chodzi. No ale szybko to nadrobiłam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie kupowałam i szczerze kupować nie zamierzam, bo wiem że na jednym się pewnie nie skończy, a bankrutować nie chcę XD Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń