środa, 18 czerwca 2014

50. WALKIN' BUTTERFLY ~Chihiro Tamaki - TOMIK PIERWSZY



Tytuł: Walkin’ Butterfly
Tytuł alternatywny:
ウォーキン・バタフライ[Wokkin Batefurai]
Autor: Chihiro Tamaki
Wydawca oryginalny: Oozora Shuppan
Wydawca polski: Taiga
Ilość stron: 152
Data wydania: wrzesień 2013
Michiko jest od zawsze uznawana za swojego rodzaju monstrum. Jest wyższa od niejednego mężczyzny, do tego jest bardzo chuda. Przez to ludzie wskazują ją palcami, dlatego nienawidzi siebie za to kim tak naprawdę jest. Oprócz tego ma też charakterek. Nie potrafi znaleźć parcy, z której praktycznie od razu nie zostanie wyrzucona. Kiedy pracuje jako dostawca dostaje zlecenie dostarczenia cateringu na pokaz mody. Tam omyłkowo zostaje wzięta za jedną z modelek, jednakże nie zamierza tej sytuacji wyjaśnić. Dopiero projektant mody – Mihara – zauważa, że nie pasuje ona do reszty jego pracownic. Brakuje jej czegoś, co tylko sama Michiko może dla siebie zrobić. Słowa projektanta nie powstrzymały dziewczyny, wręcz przeciwnie. Obudziły jej uparty i przekorny charakter. Aby zrobić Miharze na złość, dziewczyna wychodzi na wybieg, gdzie spotyka się z niezadowoleniem widzów. Jeszcze wtedy nie wiedziała jak wielki wpływ na jej życie będzie miała ta publiczna kpina. 


Kupiłam ten tytuł, ponieważ miałam wrażenie, że pozwoli mi raz jeszcze przeżyć, tak jakby drugie ParaKiss.  Kiedyś, bardzo dawno temu, wspominałam, że uwielbiam mangi od Ai Yazawy, dlatego chciałam zobaczyć czy jest ktoś, kto może choć w jakimś fragmencie, stworzyć podobnie wwiercające się w pamięć dzieła. Walkin’ Butterfly okazał się trafnym wyborem. Czytając tomik pierwszy rzeczywiście po raz kolejny znalazłam się w okrutnym świecie, który rządzi się brutalnymi prawami show-biznesu. Oczywiście tytuł nie jest jakimś kolejnym powieleniem akcji z Paradise Kiss. Manga pani Tamaki ma swój własny bieg wydarzeń, które nabierają koloru, dzięki charakterowi głównej bohaterki. 

Michiko jest „energiczną” osobą. Przez to, że ludzie cały czas naśmiewają się z jej ciała, zachowuje się jak zbuntowana nastolatka razy trzy. Przepraszam, lepszym określeniem będzie „nastolatek”, ponieważ porzuciła swoja kobiecą stronę. Motory, włamania, trochę narkotyków – tak wyglądało jej życie do dnia, kiedy przypadkowo trafiła na wybieg. Tam pokazała swój upór, jednak była to tylko krótka chwila. W momencie, kiedy znalazła się w świetle jupiterów, zwątpiła i uciekła. Widać jak na dłoni, że jest to osoba zagubiona i to nawet bardzo. Nie potrafi znaleźć swojego miejsca w świecie, w którym ją wychowano. A za to wszystko obwinia siebie, a konkretnie swoje długie i chude ciało. 

Czytając tą mangę miałam wrażenie, że śledzę losy kogoś bardzo znanego. Niczym czyjaś biografia, w której są wzloty i upadki. Z początku mogłoby się wydawać, że Michiko nie jest w stanie podnieść się z tak zwanego dołka, który kopała od najmłodszych lat. Pod koniec jednak jesteśmy świadkami jak „zmienia swoje życie” i „zaczyna od rzeczy, które MOŻE zmienić”. Lubię, kiedy manga ma taki klimat, jakby ktoś dzielił się swoją duszą tylko ze mną. Może to teraz zabrzmi trochę egoistycznie, ale przez cały tomik miałam takie wrażenie, jakby Michiko opowiadała tylko i wyłącznie mi swoją historię. Nawet za bardzo nie chciałam pożyczać tej mangi koleżankom. Dopiero po kilku dniach uznałam, że przecież to mała książeczka i chciałabym o niej z nimi pogadać. 

Na temat Mihary nie mogę za wiele powiedzieć. Na pewno jest on projektantem w wielkim talentem, znającym swoje miejsce i pozycję. Pod tym względem przypomina mi George’a. I szczerze mówiąc, chyba tyle mogę powiedzieć o Miharze. Jakoś na razie nie widzę by przy nazwisku tej postaci pojawił się wykrzyknik, więc byłam pochłonięta śledzeniem losów Michiko. Bardziej zainteresowała mnie Ryou Tago, do której poszła Michiko pod koniec tomu. Nie będę jednak o niej teraz pisała, ponieważ nie chcę zdradzać Wam zbyt wiele. 

A teraz kwestia, z którą sama nie mogę sobie poradzić. Zacznę od tego, że pisząc o Kagen no Tsuki mówiłam trochę o tym, że kreska pani Yazawy jest charakterystyczna. Moja pani od rysunku twierdzi, że mówiąc o pracy, iż „jest w charakterze” oznacza, że jest bardzo dobra. Z początku nie chciało mi się w to wierzyć, jednak po jakimś czasie zrozumiałam co miała na myśli mówiąc o „charakterze” danego obrazka. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że kreska Walkin’ Butterfly jest jedna z tych charakterystycznych. Nie mogę jej do żadnej porównać, po prostu jest jedyna w swoim rodzaju i byłabym głupcem nie dając jej wysokiej oceny. W ostatniej recenzji Olimposa pisałam, że kreska w mandze od Aki jest przepiękna. Owszem tak jest, jednak czy jest charakterystyczna? Chciałabym móc powiedzieć, że tak, ale niestety nie mogę. Dlatego składam duży ukłon dla komiksu pani Tamaki. 

Troszkę pozwoliłam się ponieść, najgorsze jest to, że nie wiem sama czy dobrze pisze czy też mam coś z głową nie tak. Fabularnie ta manga jest dobra i ma ten klimat, którego poszukiwałam. Postaci są dobrze wykreowane, przez co wydają się być żywe. Największy kłopot to mam właśnie z kreską, bo nie dość, że mi się podoba to nie spotkałam się jeszcze z takimi pociągnięciami. Tak, nie da się nie zauważyć, ze interesuję się sztuką... Po prostu boję się, że nie każdy dostrzeże to co ja i może najniżej ocenić właśnie rysunki, a zasługują przynajmniej na taka samą ocenę co fabuła i postaci. Poznanie tego tytułu było dla mnie wielką przyjemnością, ponieważ na naszym rynku jest mało tytułów pani Ai Yazawy, a ten jest dobrym tymczasowym zastępcą. Jednak chyba tylko tymczasowym, bo jak dla mnie nic nie umie podważyć opowieści autorki Nany.

Ocena fabuły: 10/10
Ocena postaci: 10/10
Ocena „kreski”: 10+/10
OCENA OGÓLNA: 10/10

6 komentarzy:

  1. Kreska rzeczywiście jest bardzo charakterystyczna, czy wręcz specyficzna i nie każdemu przypadnie do gustu, jednak szybko do niej przywykłam. Naprawdę pasuje do tej mangi. Sama historia też jest ciekawa, a bohaterowie, z Michiko na czele, świetnie wykreowani. O Miharze będzie trochę więcej w drugim tomie i mogę stwierdzić, że też jest interesującą postacią. Nie mogę się doczekać, aż dostanę w swoje ręce trzeci tomik. ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugi tomik leży obok mnie i czeka na swoja kolej. :P Najpierw muszę skończyć "Mechanicznego księcia".

      Usuń
  2. Moze to starosc, ale dla mnie Walkin' Butterfly czyta sie duzo lepiej od tytulow Yazawy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy w zyciu nie widziałam takiej kreski, wow :o

    OdpowiedzUsuń
  4. A to znowu nie bardzo pozycja dla mnie, znaczy może i bym przeczytała, gdyby ktoś miał ochotę mi pożyczyć, niemniej jednak sama tematyka serii nie bardzo w moim stylu.

    OdpowiedzUsuń