środa, 18 marca 2015

92. NA DZIEŃ PRZED ŚLUBEM ~ Hozumi – JEDNOTOMÓWKA




Tytuł: Na dzień przed ślubem
Tytuł alternatywny:
 式の前日[Shiki no Zenjitsu]
Autor: Hozumi
Wydawca oryginalny:
Shogakukan
Wydawca polski:
Waneko
Ilość stron:
192
Data wydania:
styczeń 2015
Mówi się, że najlepszym pisarzem jest życie. Opowiadania zebrane w tym jednym tomiku potwierdzają tę tezę. Na dzień przed ślubem to zbiór, krótkich mangowych nowelek, które wzruszą nie jednego twardziela.

Opis nietypowy. Ciężko jest bowiem napisać sensowny opis, kiedy w książeczce zawarte są opowiadania, w dodatku tak bardzo delikatne, że jedno słowo ode mnie mogłoby zepsuć Wam, drodzy czytelnicy, lekturę tego tomiku. Długo się zastanawiałam jak zacząć pisać tę recenzję, jednak uznałam po prostu, że należy pisać to, co przyjdzie mi pierwsze do głowy. Bez zbędnych przemyśleń – tylko cieszyć się dobrą mangą.


W tomiku natrafimy na pięć mangowych nowelek: Na dzień przed ślubem, Ponowne spotkanie z Azusą nr 2, Czarno-biali bracia, Rozmarzony strach na wróble, Miniaturowy ogródek w październiku oraz na samym końcu kilkustronicowy rozdział do pierwszego opowiadania. Każda z nich porusza temat związany z miłością – czy braterską, czy rodzicielską, czy też tą, którą ofiarujemy tej jedynej osobie. Każda na swój sposób okazuje, jak ludzie obdarzają się uczuciami; ile w nas jest dobroci, a ile złości; ile radości, a ile smutku. Moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu tej jednotomówki było trochę dziwne, ponieważ od razu pomyślałam o Kamizelce Bolesława Prusa (czo ta matura ze mną robi!). Dlatego teraz nazywam te opowiadanka, mangowymi nowelkami. Nie mają wielu wątków, a akcja rośnie do punktu kulminacyjnego, by po chwili szybko przejść do zakończenia. W dodatku zawiera pewne szczegóły, które dodają temu delikatnemu utworowi trochę więcej smaczku.


Naprawdę nie chcę pisać o tym, co znajduje się w każdej nowelce z osobna, ponieważ to mogłoby Wam zepsuć całą przyjemność z czytania tego. Ta recenzja po prostu będzie nie typowa, tak jak ta manga. Myślę, że wiele osób zgodzi się ze mną, że coś  również tkwi w kresce autorki. Ja mówię trzy razy TAK. Kocham takie rysunki – dokładne, lekkie, z cieniem wykonanym tuszem. Niech się dzieje teraz co chce, ale mogłabym powiedzieć, że wykonanie ilustracji jest na podobnym poziomie, co u Kaoru Mori (Opowieść panny młodej, Emma), którą kocham i wielbię ponad wszystko. Hozumi dokładam do listy moich najukochańszych i najbardziej podziwianych mangaków, chociaż to, co trzymam teraz w rękach jest jej debiutem. 


Mam nadzieję, że Waneko nie poprzestanie na tej jednotomówce. Marzę... nie, skreśl... Ja pragnę kolejnej mangi spod piórka Hozumi. I tak, jak mówi moja przyjaciółka: „Ja nie wiem jak to zrobię, ale ja to będę miała w domu.” Pozwólcie, ze zakończę tę recenzję, w prostu, może przewidywalny, ale bardzo, bardzo szczery sposób: POLECAM! 
 

Ocena fabuły: 9/10
Ocena postaci: 9/10
Ocena „kreski”: 10/10
OCENA OGÓLNA: 28/30 (93%)


Kilka stroniczek:


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Waneko <3




 Wyszła bardzo krótka recenzja... Ale jakoś nie potrafiłam napisać o tym zbyt wiele. Po prostu manga broni się sama sobą. Wtrącenie się w jej godność może tylko zepsuć tę magiczną otoczkę jaką wytworzyła autorka, dlatego teraz tak wyszło. Nie przez to, że nie mam czasu, bo akurat przy pisaniu tej recenzji mam odrobinę wolnego. Cały czas się zastanawiam, co takiego jest w tym tytule... ale nie umiem znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Jest zbyt piękna. 
Obecnie zostało około 1,5 miesiąca do egzaminów. Chciałabym mieć już to z głowy, ale mam wrażenie, że faktycznie jeszcze nie czas. Przesilenie wiosenne daje mi się we znaki ponieważ nadal zasypiam w trymiga, a cały czas czuję się też przemęczona. Chociaż chciałabym porobić wiele rzeczy to nie mam siły na nie... (Boże, ale ze mnie leeeń!)
Pomyślałam, że pasuje w końcu opublikować kilka wcześniej obiecanych notek, dlatego chciałabym powiedzieć, że pojawią się one dopiero około przerwy świątecznej. Jak na razie uzbierało mi się trochę tomików do recenzji, więc nie mam za bardzo czasu kończyć zaczętych wcześniej postów. Jezeli czekacie na nie, to przepraszam, ze tak to przeciągam, ale nie wyrabiam. Moje zmęczenie bierze górę i po prostu jak mam wolną chwilę to śpię... (Doprawdy leeeń ze mnie... ._.)

7 komentarzy:

  1. Mnie również urzekł ten tytuł. Ma w sobie coś magicznego. Gdy tylko otworzyłam tomik czułam, jak te wszystkie ciepłe uczucia wylewają się na mnie. Kreska i cała otoczka dodatkowo potęguje owe doznania. Manga jest niezwykle subtelna i hmm.. wysublimowana. Nie każdemu się spodoba, będzie mieć swoje małe grono odbiorców. Dla mnie tytuł wart ustawienia na półce (:
    Tyś nie znasz prawdziwych leni (macha tu jeden). Cały tydzień przeleżałam na mieszkaniu, bo mi się najpierw nie chciało iść na uczelnie, a później się okazało, że jest kartkówka, więc.. nie poszłam :D Ale przyznam, że potrzebowałam takiego słodkiego lenistwa ^^ Tylko teraz zaległości ogromne... D:
    Pozdrawiam (:

    OdpowiedzUsuń
  2. I bardzo dobrze - sen jest najważniejszy ^ ^ Co do mangi: myślę, że się na nią skuszę :) Zastanawiam się tylko czy zakupić (jeden nowy tomik mnie nie zabije finansowo, choć nie wiem kiedy wybiorę się do sklepu by to zrobić ;p), czy przeczytać w internecie... Tak czy siak intryguje mnie ten tytuł, więc dopisuję do listy "must read", hahaha ^ ^ Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba ta jednotomówka, oby więcej takich!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam dwa rozdziały tej mangi jeszcze przed zlicencjonowaniem, a potem jakoś o niej zapomniałam. Zastanawiałam się też, czy by jej jednak nie kupić, a Twoja recenzja jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym przekonaniu. Na pewno kupię ją przy najbliższej okazji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię jednotomówki, ale w tej nie wszystkie historie mi się spodobały :C
    http://solidscript.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam zamiar kupić, bo jestem wielką fanką takich historii, ale nie wiem jeszcze kiedy, bo moje obecne fundusze nie pozwalają mi na zakup jakiejkolwiek mangi. >.<

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystkie historie idealnie trafiły w moje gusta. Fajnie, że nie są również zbyt podobne do siebie :).

    OdpowiedzUsuń