niedziela, 8 marca 2015

90. UNBREAKABLE MACHINE-DOLL ~ Hakaru Takagi x Reiji Kaito x Ruro – TOMIK PIERWSZY




Tytuł: Unbreakable Machine-Doll
Tytuł alternatywny:
 
機巧少女は傷つかない [Kikou Shoujo wa Kizutsukanai]
Ilustracje:
Hakaru Takagi
Scenariusz:
Reiji Kaito
Projekty postaci: Ruro
Wydawca oryginalny:
Media Factory
Wydawca polski:
Studio JG
Ilość stron:
164
Data wydania:
październik 2014
Raishin Akabane i towarzysząca mu mechaniczna marionetka Yaya udają się do Liverpoolu do Królewskiej Akademii Mechanosztuki. Jednak podróż do miasta nie mogła odbyć się bez drobnych niedogodności. Na szczęście młodemu magowi udało się powstrzymać zbliżającą katastrofę i dotrzeć do prestiżowej Akademii. Na towarzyszy czekają tu najlepsi z najlepszych magów, którym kiedyś Raishin zamierza stawić czoła. Czy aby na pewno sobie poradzi? Jakie tajemnice skrywają się za murami szkoły? I jakie są prawdziwe powody przystąpienia Raishina do szeregów Królewskiej Akademii?

Uzupełniając dane tego tomiku uświadomiłam sobie, że czas pędzi jak szalony. Jeszcze pamiętam przecież, że Unbreakable Machine-Doll było totalną nowością, a tu przecież można już kupić kolejny tomik, a jeszcze następny jest na progu startowym. Zdecydowanie szkoła kradnie mi życie... Ale skupmy się na pierwszej części adaptacji light novel. 
Nie wiem jak Wy, ale ja z czasem nabrałam bardzo dziwnego dystansu, bo nie wiem skąd się wziął, do mang na podstawie light novel, anime czy gier. Jakoś tak zaczęły wydawać mi się sztuczne; jakby były wymuszone przez wydawców do reklamy pierwowzoru. I muszę przyznać, że w pierwszej chwili byłam niechętna do przeczytania Unbreakable Machine-Doll. Cieszę się jednak, że udało mi się dostać pierwszy tomik tej serii, ponieważ świat magii i trybików kompletnie mnie pochłoną. 



Jak można wyczytać z pierwszego akapitu głównymi bohaterami mangi jest para podróżnych – mag Raishin i jego mechaniczna marionetka Yaya. Pochodzą oni z Dalekiego Wschodu, a ich cel nie jest z początku jasny. Wiadomo tylko, że młody mag szuka w Liverpoolu zemsty. Jeszcze w swoim kraju oddał się morderczym treningom, aby dołączyć do wydarzenia, organizowanego przez Królewską Akademię Mechanosztuki. Mowa tu o Wieczornej Uczcie, gdzie zostaje wyłoniony tak zwany Mędrzec, czyli najlepszy z najlepszych magów. Chociaż chłopak bardzo chciałby jak najszybciej wziąć udział w Uczcie, to jego plany zostają pokrzyżowane przez wyniki egzaminu wstępnego. Dostał się na 1235. miejsce na 1236 możliwych, a tylko 100 najlepszych uczniów może dołączyć do walki o tytuł Mędrca. Jednak jest sposób na obejście tej zasady. Wystarczy pokonać kogoś kto ma przepustkę na Ucztę. 

Jak można się domyślić, Raishin wyzywa na pojedynek jedną z najlepszych i najstraszniejszych uczennic – Charlottę Belew. Jednak, nie będę już więcej pisać o ciągu dalszym fabuły, bo zaciekawionym mogłabym popsuć dobrą zabawę. Mangę pochłonęłam w około 30 minut, nie licząc krótkiej przerwy na zjedzenie drugiego śniadania. Po skończeniu mangi czułam lekkie ukłucie w sercu, ponieważ chciałabym mieć już ciąg dalszy. Myślę, że to właśnie fabuła sprawiła, że chce się ją czytać dalej. Postaci natomiast... No cóż, są raczej standardowo skonstruowane. Bez problemu da się je posegregować według „gatunku”, lecz czasem przejawiają się u nich cechy nie pasujące do mangowego archetypu. Na przykład Yaya, choć jest marionetką (w dodatku z wysokiej półki) to żywi bardzo silne uczucie do swojego właściciela. Nie ukrywa się z tym, co przyprawia czasem Raishina o etykietkę zboczeńca. Co tu mówić – mała, słodka robo-dziewczynka napalona, jak Reksio na szynkę... Jednak kiedy ma walczyć staje się bardzo posłuszna i amory odchodzą na dalszy plan. Po pierwszym tomie mogę tylko tyle stwierdzić, że może w kolejnych tomikach charaktery rozwiną się. Jest na to szansa, dlatego jestem bardzo ciekawa jak to się dalej potoczy. Szczególnie w przypadku wspomnianej Charlotty i jej pupilka Zygmusia, którego pokochałam od pierwszego spojrzenia. <3 


Jeśli więc, jesteśmy przy „spojrzeniach” to przejdźmy do kreski. Powiem w prost. Nie powala. Jest urocza, nie powiem, że nie, ale jednak to nie to, co ja lubię. Oczywiście jak to ja mam w zwyczaju zawsze szukam plusów, dlatego też, wielką obrazą byłoby jakbym nie napisała kilku słów o scenach walki. Tu mogę zapomnieć na chwilę o moich „gustach rysunkowych” i oddać się kunsztowi i giętkości linii. Bardzo mocno, wręcz efekciarsko, zostały zaznaczone scenki batalistyczne. Od razu przykuły moją uwagę i jak to w mangach bywa są bardzo dynamiczne. No takie coś to ja lubię i nawet jeżeli z początku kreska była dla mnie przeciętniakiem to tu Hakaru Takagi pokazał na co go stać. Mam nadzieję, iż w kolejnych tomach będę mogła obserwować rozwój jego kreski, ponieważ może wykształcić się bardzo ciekawa stylistyka.

Podsumowując. Unbreakable Machine-Doll podbiło moje serce fabułą oraz genialnie rozrysowanymi walkami. Nie mogę również zapomnieć o słodkim Zygmusiu. Czuję się teraz bardzo dziwnie, ponieważ nie sądziłam, że będę wiązać z tym tytułem aż tak wielkie nadzieje. Jednak klimaty steampunkowe i magiczne nadal mnie rozłączają ze światem żywych. Jak będzie mi dane, to zakupię kolejne tomiki, jednak jak na razie jest kruchutko, a to za sprawą Kami-samy... Lecz jeżeli wy macie jak, a nie możecie zdecydować się na zakup tej mangi, to spróbujcie z pierwszym tomem. Myślę, że fani fantastyki i magicznych klimatów nie powinni się zawieść, dlatego też polecam sięgniecie do Unbreakable Machine-Doll.

Ocena fabuły: 9/10
Ocena postaci: 7/10
Ocena „kreski”: 7/10
OCENA OGÓLNA: 23/30 (77%)
 
Kilka pierwszych stron możecie znaleźć na: http://studiojg.pl/Unbreakable_Machine_Doll,40313.htm?nr=1

Egzemplarz recenzencki przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Studio JG i Yatta.pl :3


Jak można zauważyć lekko zmieniłam system oceniania, jeszcze nie mam go opisanego, ale myślę, że przy kolejnym poście już pojawi się. Wpadła na niego moja przyjaciółka z Papierowychmiast i myślę, że jest to bardziej przejrzyste niż tylko 10-miarowa skala. Tym razem to tyle. Nie będę ukrywała, że jestem potwornie zmęczona. Ostatnio zasypiam bardzo szybko i po prostu teraz padam na twarz. . .
Szczęścia na kolejny tydzień! Od snorlackiej Aypy. ^x^

3 komentarze:

  1. Nie nastawiałam się zbytnio na kupno Unbreakable Machine-Doll, ale tak ładnie to opisałaś, że aż mnie kusi. :D
    Świetna recenzja. ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka nadal mnie okrutnie odstrasza, nawet dobra recenzja nie pomogła XDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Zupełnie zapomniałam, że coś takiego miało w ogóle zostać u nas wydane.
    Jak tak patrzę na to wizualnie to taki typowy przykład mangi na podstawie novelki, która ładną kreską nie grzeszy, fabuła też nie dla mnie, więc spasuję.

    OdpowiedzUsuń