niedziela, 4 stycznia 2015

83. CZERWONA NIĆ PRZEZNACZENIA: LEGENDA O OŚMIU PSACH SATOMI ~ Nekono Anyo x QuinRose – JEDNOTOMÓWKA


Tytuł: Czerwona Nić Przeznaczenia: Legenda o ośmiu Psach Satomi
Tytuł alternatywny:  
ふたりの紅い糸里見八犬伝~八珠之記 [Futari no Akai Enishi Satomi Hakkenden - Yatsutama no Ki]
Scenariusz:
QuinRose
Ilustracje:
Nekono Anyo
Wydawca oryginalny:
Ohzora
Wydawca polski:
Taiga
Ilość stron:
168
Data wydania:
listopad 2014
„Murasamemaru. To nazwa miecza, którym walczyłem podczas bitwy Yuki. Jednakże... choć to zaiste wspaniała broń, Murasamemaru zdaje się brzydzić morderstwem. Z ostrza owego miecza wypływa woda, która zmywa krew poległych. (...) Pod żadnym pozorem nie myśl o niczym innym, gdy dzierżysz miecz. Dobywaj do jedynie z czystymi zamiarami. (...) Przyjmij go Shinano. Jako członkini rodu Inuzuka, musisz go chronić.”

Po śmierci ojca Shinano, ukrywając swoją tożsamość pod postacią młodego wojownika, wyrusza w podróż. Wcześniej jednak otrzymuje magiczny miecz, zwany Murasamemaru. Ojciec chciał aby to córka chroniła miecz, jednak dziewczyna uznała, iż jest zbyt słaba i sama nie da rady wypełnić prośby ojca. Postanawia, więc zanieść miecz księciu, który był powiązany z panem jej zmarłego rodzica. Po drodze spotyka ludzi, którzy tak jak ona posiadają znamię z piwonią. Shinano zostaje wmieszana w zemstę jednego z towarzyszy, do którego zaczyna żywić coraz głębsze uczucie. Dziewczynę czeka wybór pomiędzy „posłuszeństwem”, a miłością.

Po ostatnim jenotomowym tytule od Taigi (Egzorcyzmy Marii --> recenzja), nie spodziewałam się zbyt wiele po Czerwonej Nici Przeznaczenia. Nie powiem, opis od wydawnictwa mnie zainteresował, ale tak samo było w przypadku Marii. Dlatego też, bardzo byłam zaskoczona odkrywając kawałek po kawałku świat Shinano i jej kompanów. Po zdecydowanie nieudanej historii o egzorcystce, przyszedł czas na japońskich wojowników, których to historia zdecydowanie odwróciła moją uwagę od otaczającego mnie świata. 

„Co w tym złego, że próbuję ochronić kogoś silniejszego ode mnie? Słabi ludzie nie mają prawa chronić tego, na czym im zależy?”

I co ja mam Wam tu napisać? Najlepiej to by było wszystko, jednak w ten sposób wyglądałoby to jak plątanina przypadkowych słów z mnóstwem wydłużonych spójników „i”. Dlatego pozwolę sobie wpierw napisać o samym wydaniu. O fabule i postaciach trochę później. Zacznijmy od zewnętrznej części, a mianowicie od obwoluty. Jest lepiej, ba nawet dużo lepiej. Nie występują tu zbędne krzaczki, które mogę odczytać tylko wtajemniczeni, a napisy nie zlewają się bardzo z tłem. Wygląda to jednak bardzo prowizorycznie i widząc ten tytuł na jednej półce obok Kuroko, Are you Alice?, czy Kokoro Connect wyglądał tak, jakby ktoś postawił go tam przez przypadek. I chociaż rysunek z okładki jest bardzo dobry, to napisy nie pozwalają mu błyszczeć, pomimo gładkiej obwoluty.
Ale nie ma co aż tak, krytykować! Wierzę, że i w tym kierunku wydawnictwo poczyni pewne, kroki, tak jak zrobiło o z drukiem. Moja „przepołowiona” Maria, dzielnie trzyma się na półeczce, ale o Czerwoną Nić Przeznaczenia nie będę musiała się już martwić. Myślę, że tym razem manga trafiła do innej lepszej drukarni, ponieważ, w przypadku mojego egzemplarza, spełnia on wszystkie wymogi, które nazywam „standardem”. Dodatkowo ma bardzo miłą teksturę (No tu to mnie kupili! Więcej takich wydań!!). W środku na „dzień dobry” otrzymujemy cztery kolorowe stroniczki, na których znajduje się już historia. Troszkę się zdziwiła, ponieważ zazwyczaj w tym miejscu mamy jedną stroną z tytułem oraz drugą ze spisem treści. Ale, jeżeli bez tego będziemy mogli przeczytać kilka stron w kolorze, to ja jak najbardziej jestem za. 

„Inni mogą się zbierać w grupy, w nich żyć i umierać. Nie obchodzi mnie to. O mnie też nikt się nigdy nie martwił. Teraz już nie potrafię się do nikogo zbliżyć.”

Aby nie potrzebie nie robić zamieszania, przejdę teraz do kwestii kreski. Ja mówię „TAK!”. Mangi z taką kreska mogłabym czytać i czytać aż do śmierci. Jest to jedna z tych kresek, które w moim odczuciu są bardzo dobre i do czytania i do podziwiania. Szukając obrazków do tego posta, natrafiłam na kilka ujęć z gry otome, której to ta manga jest swojego rodzaju reklamą. Mogę stwierdzić, że momentami, manga wydaje mi się lepiej narysowana. Poza tym w środku możemy napotkać bardzo ciekawie skomponowane ilustracje, co również dodaje uroku temu tytułowi. Krócej mówiąc, pod względem zilustrowania, historia Shinano trafia na listę moich ulubionych mang.
Lecz nie tylko kreska jest w tej mandze dobra. Myślę, że na podobnym poziome znajduje się też fabuła oraz postaci głównych bohaterów. Przez to, że mamy do czynienia z jednotomówką, to akcja jest bardzo zwarta, a wyjaśnienia najkrótsze jak to możliwe. Nie zauważyłam też zbędnego powtarzania niektórych faktów z przeszłości, które czasem mogą doprowadzać do białej gorączki. Uważam, że autorzy wyważyli to bardzo dobrze, tak aby czytający nie mógł odłożyć tomiku choćby na chwilę. Jest to też zasługą bohaterów, ponieważ ich historie zaczynają się splatać, a tak powstaje obecne w mandze napięcie. Ogółem całość skupia się na trójce postaci: Shinano, Dosetsu oraz (tak, tak, nie pomyliłam się) Murasamemaru – magicznym mieczu. Narzędzie tak samo, jak osoby jest w Czerwonej Nici, bohaterem, który poszukuje swojego pana, mistrza umiejącego się nim posługiwać oraz rozumiejącego jego naturę. Zadko kiedy zwracam na takie „szczegóły” uwagę, ale tu nie mogłam tego zignorować. Natomiast Shinano jak i Dosetsu podbiją nie jedno dziewczęce serduszko. Z moim im się udało. Jako, że jestem osobą lubującą się w shojkach, nie mogłam wytrzymać do końca tomiku. Tak bardzo ciekawiło mnie co stanie się z Shnano i jej miłością, że zrobiłam coś czego nigdy nie robię... Zerknęłam na koniec... Są dwa wyjścia: albo po prostu ostatnio za mało czytałam takich tytułów (brakuje mi miłości!) albo po prostu wstąpił we mnie zły duch nowego roku...

„Człowiek nie może żyć sam. Dlatego zaprzyjaźnia się z innymi.”

Myślę, że Taiga po ostatnim „fail’u” powstała niczym Feniks z popiołów. Tak przynajmniej jest w moim odczuciu. Chociaż jeszcze nie wszystko jest tak jakbym chciała, aby było. Mam tu na myśli stronę graficzną, ale jestem dobrej myśli i sądzę, iż wraz z rozwojem wydawnictwa będzie coraz lepiej. Czerwona Nić Przeznaczenia stała jest jednym z tytułów, przy których bardzo miło spędziłam czas i mam nadzieję, że jeszcze nie raz powrócę do tej książeczki. Teraz czekam na kolejny nowy tytuł, jaki ma być prawdopodobnie w lutym. Nie wiem jak Wy ale ja czuję, że kolejny tytuł będzie tak samo dobry, a może i lepszy, jak Legenda o ośmiu Psach Satomi.

Ocena fabuły: 10/10
Ocena postaci: 9/10
Ocena „kreski”: 10/10
OCENA OGÓLNA: 10/10 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Taiga!


4 komentarze:

  1. no to teraz zachęciłaś mnie do zakupu i do przeczytania ;) widziałam na półeczce w Empiku i się zastanawiałam nad tą mangą ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie spodziewałam się po tej mandze zbyt wiele, a tu takie zaskoczenie. Chyba jednak rozważę jej zakup. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jak Ty nie spodziewałam się zbyt wiele, w dodatku to jednotomówka promująca grę... Ale warto postawiać na ten tytuł. :3

      Usuń
  3. Ja dosyć często mam niepohamowaną zerknąć na sam koniec tomu i co tu dużo mówić, często tak właśnie robię. hah Jeśli chodzi o ten tytuł to ja znowu za shoujo nie przepadam, więc zakupu nigdy nie rozważałam.

    OdpowiedzUsuń