piątek, 8 listopada 2013

20. WELCOME TO THE N.H.K. ~ Tatsuhiko Takimoto x Kendi Oiwa - TOMIK PIERWSZY




Tytuł: Welcome to the N.H.K.
Tytuł alternatywny:
NHKにようこそ! [NHK ni yōkoso!]
Historia: Tatsuhiko Takimoto
Rysunki: Kendi Oiwa
Wydawca oryginalny: Kodokawa Shoten
Wydawca polski: Waneko
Ilość stron: 180
Data wydania: sierpień 2012

Już prawie wolne, już mogę złapać oddech po tym tygodniu. Szaleństwo to lekkie określenie tego co można znaleźć w Welcome to the N.H.K., a tego ostatnio potrzebuję, więc czemu po raz kolejny nie przeczytać tomiku? Niestety jest to jedyny jaki posiadam na półce (całą półkę możecie zobaczyć tu – link), ale mam zamiar to jakoś nadrobić. :) W tej sytuacji podzielam miłość Naruto do jego żabci...


Rollercoaster. Tak to odpowiednie słowo by wystarczająco opisać ten tomik, a może nawet całą serię. Może teraz to, co napiszę będzie mocno podciągnięte, ale nasze życie to też taki rollercoaster. Są górki i doły, czasami zwalniamy by po chwili znów jechać z pełną mocą lub wszystko może ustać. W najgorszym wypadku można wyskoczyć z wagonika i zakończyć całą „zabawę”. Trochę czarna ta wizja, ale niestety rzeczywistość jest zabójcza – potrafi, choć na różne sposoby, dość drastycznie przypominać o tym, co czeka każdego z nas oraz to co dzieje się z ludźmi, nienadążającymi za współczesnym biegiem. 

Hikikomori

„Kogo ja chcę oszukać... Nie ma już dla mnie nadziei! Oto gorzka prawda! Jestem hikikomori na pełny etat plus nadgodziny!”

Może zacznę od tego kim są hikikomori? Pozwolę sobie skorzystać z przypisów do mangi, bo w zrozumiały i treściwy sposób wyjaśnia kogo nazywa się tym mianem. W dosłownym znaczeniu oznacza „społeczne wycofanie” i terminem tym określa ludzi izolujących się od społeczeństwa. Z tym problemem mierzy się główna postać mangi – Tetsuhiro Satou. Przez niską samoocenę oraz brak wiary w swoje siły sprawił, że został usunięty z listy studentów, a dach nad głową ma dzięki rodzicom, którzy nadal myślą, iż syn studiuje. W życiu nie dostrzega nic, czego nie nazwałby porażką. W swojej norze przebywa już cztery lata i... porównuje się do mistrza karate, który również spędził w samotności (w górach) cztery lata na treningu. Myśl, że po tych kilku latach izolacji jest mistrzem, mija szybko gdy próba rozbicia butelki kończy się na zabandażowanej ręce. Taki właśnie jest nasz bohater. Tragiczny z zarazem „zabawny”. Ale czyżby przez chmurne myśli nie przebijały się ciepłe, promyczki szansy, na wyjście z tego stanu?
 
„Słodki Jezu na wrotkach!”

Tym ciepłym promyczkiem, w jego życiu, staje się słodka Misaki, która pewnego dnia pomagała cioci w roznoszeniu ulotek. Jedną z osób które nawiedziły był Satou. Wyobraźcie sobie nie rozmawiać z nikim przez rok, a tu ni z tego ni z owego, ktoś dobija się do waszej izolatki... A tym kimś jest starsza pani i ukrywająca się pod parasolem piękność. Krócej mówiąc, zapomina się języka w gębie. Wypowiadane zdania są w nieładzie, a najgorsze z tego wszystkiego są poplątane myśli. Te dwie panie nie miały żadnych złych zamiarów, chciały tylko dać ulotkę i ewentualnie zachęcić do wzięcia udziału w akcji. Gdy tylko zauważa słowo „hikikomori” na jednej z broszurek, wpada w szaleństwo i bez jakiegokolwiek pytania ze strony „babsztyla” – jak to nazwał starszą panią – zaprzecza temu, że jest jednym z zacofańców. A problemy z głową to nie jedyne jakich nabawił się bohater podczas tych czterech lat. Oj nie! Lecz wszystko jest jakby na plus, ponieważ tajemnicza Misaki jest zainteresowana jego osobą. Tylko do jakich celów?

Jeden wielki spisek

„Czyli tak naprawdę nazwa NHK jest tylko przykrywką! A co jeśli NHK oznacza... Stowarzyszenie Japońskich Hikikomori!!!”


Satou na każdym kroku widzi spisek przeciw jego osobie, a największy to spisek NHK (japońska telewizja publiczna). Jednak pomimo tej całej farsy jest plus. Satou w końcu opuszcza swoje cztery ściany, by raz na zawsze pożegnać się z mianem hikikomori i zostać jednym z trybików społeczeństwa. Jak łatwo się domyślić nic nie wypala, gdy przychodzi co do czego, z jego ust sypią się nic nie znaczące słowa, które na mają żadnego sensu i mijają się z „misją” zdobycia pracy. Czemu? Ano Satou spotyka tam Misaki. Cała akcja jest dla niego zbyt dołująca, wraca do swojego mieszkania, a tam również nie jest za spokojnie, bowiem jego sąsiadem stał się otaku, który na pełny regulator słucha openingi z anime. Jak się wkrótce okazuje, denerwującym sąsiadem jest dawny kolega z liceum – Yamazaki. Jak nic, pasuje tu określenie „trafił swój na swego”. Satou, jak i Yamazaki mają problemy w kontaktach interpersonalnych. Postanawiają stworzyć eroge, czyli grę erotyczną dzięki, której będą mogli pławić się w blasku sławy, a przede wszystkim pracy. Oprócz tego, Satou otrzymuje propozycję udziału w projekcie, a jego opiekunką ma być Misaki. Czy Satou do niego dołączy? 

„Świat, w którym żyjemy jest pełen spisków, a ja jestem ofiarą jednego z nich. A przynajmniej tak mi się wydaje...”

Kiedy pierwszy raz przeczytałam tomik, pomyślałam sobie: „O co tu chodzi!?”. Próbowałam jakoś to poskładać w głowie, ale nie potrafiłam. Dopiero gdy po raz kolejny zapoznałam się z „treścią”,  zrozumiałam. Czemu tak się stało? Może dlatego, że spodziewałam się po tej mandze trochę lżejszej historii, bez drugiego dna. Teraz dość często sięgam po tomik by trochę odetchnąć, ponieważ „załapałam” co tam się dzieje (tak bynajmniej mi się wydaje) i czytam dla rozbrajających scen, hasełek oraz wielce komediowej „kreski” (że się tak wyrażę). Sądzę, że ujęty w niej problem jest naprawdę poważny, ale dzięki zabiegowi komedii można ukazać co rzeczywiście dzieje się z takimi ludźmi. Chociaż, czasem może wydawać się, że jest to zbyt przekolorowane, a częstotliwość humoru w danym momencie wychodzi na złe. Nie wspominając już o postaciach. Najlepiej zadać sobie pytanie: „Czy jakbym spotkała/spotkał jedną z postaci w rzeczywistości to czy bym się przeraziła?” . Ja mówię, że zapewne tak. Na kartach mangi te sytuacje mnie rozśmieszają, ale jakby przenieść to na rzeczywistość to nie wygląda to już tak kolorowo. Ale, ja staram się brać to jako mangę komediową, a to autorom naprawdę wyszło. Hasełka są tu po prostu boskie, i zwalają z krzesła nawet jeśli czytałaś/czytałeś to 1000000...+1 razy. Niektóre z gestów czy min są rozbrajające, straszne, ale rozbrajające. Ale jeśli nie brać tego pod uwagę, to „kreska” ogółem jest przeciętna, nie jest jakaś wybijająca się, ale również nie jest zła. Jest poprawna i to chyba jest najlepsze określenie jaki mogę jej nadać. Ogółem manga jest bardzo dobrze zrobiona, ale mogę pojawić się delikwenci, którzy uznają ją za zbyt niepoważną jak dla tek wielkiego problemu. Po obejrzeniu Bakumana, kieruje się jedną zasadą, której nigdy nie zmienię. Mianowicie: „Manga ma być przede wszystkim ciekawa.”. A Welcome to the N.H.K. zaliczyła ten podpunkt.


Ocena fabuły: 7/10
Ocena postaci: 8/10
Ocena „kreski”: 6/10
OCENA OGÓLNA: 7/10


Stroniczki:




14 komentarzy:

  1. Chciałam zacząć zbierać, ale teraz już sama nie wiem.
    Podoba mi się sam pomysł na mangę, pewnie zacznę kupować, jak wpadnie mi trochę kasy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zamierzam dokupić resztę tomów. :3 Tak jak powiedziałam jest ciekawa, potrafi wciągnąć i rozśmieszyć. ^u^ A polskie wydanie jak i tłumaczenie jest naprawdę dobre <3 bynajmniej dla tomu pierwszego. XD

      Usuń
  2. Link do półeczki nie działa T.T No chyba, że tylko u mnie :D
    Sama miałam 6 tomików NHK. Manga bardzo mi się podobała, ale i tak odsprzedałam ją na rzecz character book'ów z Bleacha XD Ale tak, te miny są rozbrajające... Nie raz się zaśmiałam pod nosem z tych dziwnych min ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już naprawione. XD Sprzedaż tego co mam na półce nie wchodzi w ogóle w grę. Jak już to prędzej moje buty sprzedam niż coś z mojej półeczki. xD
      Bleach <3

      Usuń
  3. 'Słodki Jezu na wrotkach!' i wszystko jasne :D Mój ulubiony tekst z tej mangi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jest jednym z lepszych. xD Musiałam go tu zamieścić. :P

      Usuń
  4. Brzmi ciekawie ^^ Jeszcze nie miałam okazji przeczytać tej mangi, ale jeśli takowa się nadarzy, uczynię to chętnie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja posiadam 7 tomów i ostatniego nie mam tylko dlatego, że mnie obecnie nie stać. Tomy są różne i każdy sprowadza mieszane uczucia, ale po 7 zdecydowałam, że tej mangi nie sprzedam ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Już ją dodałam na listę: koniecznie przeczytać ^^ Lubię śmieszne mangi oraz takie które potrafią przy okazji naruszać poważne tematy, dlatego naprawdę, ale to naprawdę będę musiała się zmobilizować do zakupu :) Bo jak na razie wydałam pieniążki na ,,Judge"... ><

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba się skuszę, za jakiś czas ;) Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapowiada się interesująco, zwłaszcza, że stęsknilam sie za mangami!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna recenzja :) Już na konwencie we wrześniu zwróciłam uwagę na tą mangę, jednak w rezultacie jej nie kupiłam, gdyż przeznaczyłam fundusze na inne rzeczy... Może i niesłusznie, bo chciałam też się zaopatrzyć w Toradorę T^T No w każdym razie po Twojej recenzji myślę, że tym bardziej będę chciała przeczytać tą mangę, ale na początek spróbuję znaleźć jakieś skanlacje na necie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje kochane NHK, masz absolutną rację to zwariowana i ciekawa manga dostarczająca przede wszystkim sporo rozrywki, oraz gdzieś tam na dnie przekazująca różne gorzkie prawdy o ludziach i przede wszystkim japońskim społeczeństwie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Udało mi się uzbierać całą serię, w prawdzie ostatni tom ucierpiał (został zalany sosem do sałatki :D), ale i tak cieszy oko. Co do samej serii. Zgadzam się, jest jak rollercoaster, ale w rozumieniu poziomu tytułu. Zaczęliśmy od bardzo mocnego I tomu, który był rewelacyjny, niestety (jak dla mnie) im dalej, tym gorzej. A zwieńczeniem tego jest ostatni tom, który w moim mniemaniu jest po prostu okropny. Seria bardzo dobra, pokazuje realia w odważny i nieco kontrowersyjny sposób. Ciekawe jest to, że skierowana to zagorzałych (i ni tylko) otaku tak na prawdę wyśmiewa ich i obnaża wady.
    Mnie najbardziej spodobał się humor. Baaardzo zabawne dialogi, scenki sytuacyjne i w końcu nasze tłumaczenie okazało się genialne :D
    Pozdrawiam (:

    OdpowiedzUsuń