środa, 25 marca 2015

93. EXITUS LETALIS ~ Kattlett – TOMIK DRUGI




Tytuł: Exitus Letalis
Tytuł alternatywny:
 
----
Autor:
Kattlett
Wydawca oryginalny:
Kotori
Wydawca polski:
Kotori
Ilość stron:
154
Data wydania:
styczeń 2015
Minął miesiąc odkąd Eva zamieszkała wraz z grupką nieśmiertelnych chłopaków w willi zwanej „Nilfheim”. Niestety przez ten czas dziewczynie nie udało się, choćby odrobinę, zbliżyć się do rozwiązania zagadki długowieczności jej współlokatorów. Jednak młoda pani psycholog nie poddaje się, a pierwszym celem jej badań staje się Ourell. Eva również zaczyna interesować się osobą Matthiasa – młodszego brata Cecile. Ile tajemnic uda się odkryć tym razem? Co skrywa przeszłość Evy? I kim jest Maria, o której mówi każdy z chłopaków

Po pierwsze: w końcu doczekałam się drugiej części przygód Evy Monroe w domu pełnym wariatów. Nie żebym była nie wiadomo jaką fanką tego tytułu, ale niezwykle mnie on intryguje. Może to dlatego, że wychodzi spod ręki polskiego twórcy? Po drugie: po kilku dniach kompletnego nic nierobienia drugi tomik Exitus Letalis doczekał się recenzji. Przeczytałam go już dawno, ale jakoś nie miałam ostatnio ochoty na nic – z pisaniem włącznie. Serio, mogłabym nawet lewitować, a i to nie byłoby coś, co by mnie zadowoliło. Ale czarne chmury zebrane nade mną przeminęły i na pierwszy ogień idzie druga część Exitusa. A co w środku?
Jednym słowem – sałatka. W dodatku jej składniki są pochodzenia bliżej nieznanego. Chaos z pierwszego tomiku, został trochę ugłaskany, ale nadal jest obecny. Od wydania tomiku pierwszego minęło trochę czasu i nie wszystko pamięta się zbyt dokładnie. Brakło mi strony, czy nawet dwóch, to uporządkowania sobie tej bardzo szczegółowej fabuły i relacji jakie nawiązały się miedzy bohaterami. Mogę się tylko domyślać, iż autorka ma dla czytelników bardzo rozbudowaną historię i próbuje są skompresować do minimum. Niestety mam odczucie, że to troszkę jej nie wychodzi. Oczywiście widać zmianę na lepsze, jednak aby tytuł dobrze się czytało trzeba go dobrze przedstawić.
Poza tym, historia podlatuje mi bardziej pod klimaty bardziej dramatyczne. Tymczasem dostaję dramaturgię pod grubą warstwą gagów. Są momenty kiedy dwie skrajności następują jedna po drugiej i nie wygląda to zbyt dobrze. Również można się spotkać z kilkoma, bezsensownymi scenami, ponieważ na ich miejsc mogłoby się pojawić coś bardziej nawiązującego do głównego wątku. To, że bohaterowie są odrobinę (nie przeklinać!) „odjechani” to wiemy, ale patrząc na cały tomik, oczekuję więcej konkretów. Pod koniec zaczęło się coś dziać i to mnie wciągnęło, jednak było to prawie od 100 strony. Dlatego drugi tomik Exitus Letalis z początku nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. 

Również nie umknęło mi kilka literówek. Na przykład, napis na budynku głosił, ze znajduje się tam „Bibliotek”, a nie „Biblioteka”. Literka też została zgubiona w imieniu Matthiasa – „Mathias”, a raz myślę, że zaginął cały wyraz – „kilka (razy) doświadczyłam...”. Ot takie drobiażdżki, ale tym razem rzuciły mi się w oczy. A jeżeli już o „rzucaniu w oczy” mówimy, to muszę powiedzieć, że kreska autorki się poprawiła. Sądzę też, że z tomiku na tomik będzie coraz lepiej. Szkoda jednak, ze postaci tak bardzo odcinają się od teł, jednak jest to dla mnie jeszcze znośne. No chyba, że coś mi się w głowie poprzestawia to wtedy, dowiecie się o tym jako pierwsi. xD

Podsumowując. Jeden wielki rozgardiasz, który w jakimś stopniu mnie wciągnął i zaciekawił do dalszego wypatrywania kolejnego tomiku. Uważam jednak, ze nie powinno tak to zostawać należałoby wprowadzić nawet dwie strony zatytułowane „Poprzednio w Exitusie”, czy coś w ten deseń. Bez tego myślę, że osoby takie, jak ja przestaną sięgać po ten tytuł, ponieważ półroczna przerwa między wydaniami tu długi czas, a ja dość szybko wypieram historie, które nie podbiły mojego serca w jakimś większym stopniu. I choć Exitus ma duży potencjał to bez wartkości i ciągłości w akcji będzie krucho. W tym momencie czuję się jak naukowiec, który obserwuje nowe zjawisko i bada jego zależności. Doprawdy ciekawe, jak to się dalej potoczy...


Ocena fabuły: 6/10 (dobra)
Ocena postaci: 6/10 (dobra)
Ocena „kreski”: 7/10 (bardzo dobra)
OCENA OGÓLNA: 19/30 (63% - dobre czytadło z potencjałem)

Stroniczki:



Za możliwość zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Kotori! <3


Strzałeczka!
Informuję, że w zakładce „O blogu” można poczytać o sposobie oceniania. Jeżeli ktoś nie zauważył to troszkę się pozmieniało, dlatego zainteresowanych tym faktem odsyłam do updatowanej zakładki. Jak już jesteśmy przy updatach to postanowiłam reaktywować moją stronę na FB (link we wspomnianej wcześniej zakładce) oraz ostatnio znów przesiaduję na twitterze. Dlatego, kto chciałby sobie ze mną popisać zapraszam. :D >KLIK<
Poza tym Aypa zrobiła sobie wolne od szkoły na ten tydzień i walczy z leniem. Jak widać, dziś się udało, bo pojawia się recenzja. Jest cicha nadzieje, że na święta wyrobię się z całym stosikiem i będę mogła zabrać się za obiecaną notkę. :3
~Aypa ^3^

3 komentarze:

  1. Ciężko mi cokolwiek na temat tego tytułu powiedzieć, bo nie czytam komiksów polskich twórców. Co do skali oceniania to ja jedynie gdzie oceniam tytuły to na malu i sugeruje się napisami przy ocenach, czyli poniżej 4 to serie słabe, im niższa ocena tym bardziej mnie wkurzały, 5 to przeciętniaki, 6-7 to tytuły dobre i takich też ocen wystawiam najwięcej, a powyżej 8 to tytuły, które naprawdę czymś mnie zachwyciły. Swoją drogą jestem dosyć ostra jeśli o ocenianie chodzi. xD hah

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, rozgardiasz nadal króluje, ale można to jakoś przeżyć. Podobnie jak te wszystkie skrajności, jednak nieco zaczyna mnie irytować język, jakim posługują się bohaterowie. Mimo to jestem ciekawa, jak dalej potoczy się ta historia. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiedziałam nawet, że taki tytuł jest dostępny w Polsce ;o Od kiedy nie kupuję nowych mang jestem strasznie do tyłu z wszelkimi "nowościami" ... Podoba mi się kreska i wnioskując po opisie fabuły drugiego tomiku, jest to coś intrygującego. Polski autor mówisz? Nigdy o czymś takim nie słyszałam, ale kurcze... Fajnie :) Co prawda rysować nie potrafię, ale jakąś historię "po japońsku" chciałabym kiedyś napisać, a może i wydać? Nie wiem czemu, ale napawa mnie to pewną motywacją ^ ^ Ciekawa recenzja, czekam na następne, choć i mi szkoła czasami nawet na czytanie innych blogów nie pozwala :( Muszę to poprawić! Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń