[Na pierwszy rzut oka] Historyczny galimatias, czyli receptura na doskonały podbój (magicznego) świata - Drifters



Tytuł: Drifters || Autor: Kohta Hirano || Wydawca PL: JPF || Tłumaczenie: Paweł Dybała || Oceniane tomy: 1-4 || Status mangi: wychodzące (JP: 5+) || Ilość stron: 220/222/242/234 || Typ wydania: B6 z matową obwolutą ||
Rok wydania: 2016 (czerwiec)/2016 (wrzesień)/2017 (marzec)/2017 (czerwiec) || Cena okładkowa: 19,90zł (każdy)

Rok 1600. Na polach Sekigahary bitwa miedzy armią Tokugawy a armią Ishidy dobiega końca. Zachodnie wojska przygotowują się do odwrotu, kiedy jeden z wojowników - Toyohisa Shmazu - poświęca się, by zdobyć dla pozostałych trochę czasu i skrócić kilku wrogów o głowę. Manewr młodego wojownika sprawił, że nieprzyjaciel również zmuszony był uciekać. Niestety rany, które Toyohisa odniósł podczas swojego bohaterskiego czynu sprawiają, że...
... ląduje w dziwnym pomieszczeniu z rzędami drzwi po obu stronach. Po krótkiej chwili zostaje odesłany przez jedne z nich do innego świata, w którym odegra znaczącą rolę u boku samego Ody Nobunagi i Nasu-no Suketaki Yoishiego.

Są takie mangi, które przyprawiają sporo problemów od samego początku. Dla mnie taką mangą było właśnie Drifters. Na etapie pierwszego tomu byłam bardzo rozdarta. Z jednej strony czułam się okropnie zagubiona ze względu na historyczny galimatias, jaki autor nam sprezentował. Z drugiej - fabuła mnie zainteresowała oraz miałam przeczucie, że ta manga z tomu na tom będzie co raz lepsza. Jak widać, zdecydowałam się dać tej mandze szansę. Kiedy przyszła kolej na następny tom pomyślałam, że zacznę od Posłowia tłumacza. Był to dobry pomysł, ponieważ - mimo drobnych spojlerów - łatwiej było mi zrozumieć większą część tekstu i czerpać radość z czytania. Dalej poszło już z górki, bowiem bardzo spodobał mi się poziom prezentowanego humoru, a sama intryga zaczęła nabierać bardziej konkretnych kształtów.

Driftes jest bogate w sceny walki, co za tym idzie nie zabraknie tutaj kombinowania i strategicznego myślenia. W gruncie rzeczy nakreślona w pierwszym tomiku sytuacja wydaje się poważna, jednak tą gęstą atmosferę rozbija specyficzny humor autora. Osobiście uważam, że żarty są zabawne, ale wiem, że nie każdemu mogą się one spodobać. Zwyczajnie, momentami autor lekko nagina granice przyzwoitości, szczególnie w bonusach na końcu tomików. Inną cechą tutejszej fabuły jest jej tempo. Opowieść branie do przodu bardzo dynamicznie, chociaż kluczowy wątek (o którym za chwilę wspomnę) wydaje się być zepchnięty zupełnie na samo tło. Na jego przedzie przewijają się natomiast związane z nim elementy, czyli wcześniej wspomniane bitwy mające na celu podbój, a jednocześnie wyzwolenie uciśnionych magicznych stworzeń spod totalitarnego systemu władzy (domyślcie się, kto tutaj grał pierwsze skrzypce).
Muszę przyznać, że komiks jest bardzo zajmujący, gdyż wydaje mi się, iż podczas czytania chyba w ogóle nie oddychałam. Jest jednak malutkie ale, o którym już wcześniej napisałam. Mianowicie, chodzi mi o ogarnianie tego, co się w danej chwili działo. Przez to, że nie jestem za dobrze zaznajomiona z historią Japonii czy też nawet niektórymi postaciami z historii Zachodu, odbiór mangi był trochę kłopotliwy. To z kolei sprawiło, że nie zawsze od razu załapałam o czym dana postać mówiła. Także pewne trudności się pojawiły, jednak nie sprawiły mi one tyle kłopotów, jak to przypuszczałam po przeczytaniu pierwszego tomu.

Tom I

No dobrze, ale czym, a raczej kim, są tytułowi Drifterzy? Otóż głównym wątkiem tej mangi jest spór między dwoma enigmatycznymi postaciami, których imiona (o ile można to tak nazwać) pojawiają się tylko przelotnie. Pierwszą z nich jest Purpurowy, staruszek odpowiedzialny za Dryfujących (zmienna nazwa dla Drifterów). Ogółem Dryfujący są odgórnie uznani za pozytywnych bohaterów. Ich rolą jak na razie, jest wyzwolenie i pojednanie rozbitego na mniejsze państwka-frakcje magicznego świata, w jakim wylądowali. Drugą tajemniczą postacią jest Easy, dziewczę rywalizujące z Purpurowym. I tak, jak staruszek miał Drifterów, tak ona używa Odpadów bądź, jak kto woli, Endsów. Analogicznie Endsi są złem tego świata a na ich czele stoi zakapturzony Pan Ciemności, który dąży do zagłady tamtejszego świata. Wspólnym mianownikiem dla Dryfujących i Odpadów jest fakt, że są to postaci z naszego świata, czyli inaczej mówiąc osobowości, które my znamy z własnej historii. W mandze pojawia się jeszcze jedna grupa, która stoi po dobrej stronie konfliktu. Są to tak zwani Październikowcy, którzy używają magii oraz starają się odnajdywać Drifterów (tak przynajmniej to na początku wygląda).

Tom II

Skoro mamy już kilka kwestii wyjaśnionych, będzie mi dużo łatwiej napisać parę słów o charakterach tej opowieści. Na miano głównych bohaterów niewątpliwie zasługuje trójca Drifterów pochodzących z kart historii Japonii - Toyohisa Shimazu, Oda Nobunaga oraz Yoishi (pozwólcie, że nie będę pisać tego pokręconego nazwiska raz jeszcze, bo i tak większość z was je pominie :P). Nie będą oni oczywiście jedynymi Japończykami. W pierwszym tomie pojawiają się jeszcze dwaj panowie z Kraju Kwitnącej Wiśni, a są to: Hijikata Toshizou (Odpad) oraz Kanno Naoshi (Drifter?). Kolejni pojawią się w dalszych częściach oraz nie tylko po tej dobrej stronie.
Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do świętego Trio. Niewątpliwie głównym strategiem i mózgiem całej operacji "Podbić Zjednoczyć Magiczny Świat" jest Nobunaga. Często sypie niepochlebnymi tekstami dotyczącymi jego nieprzyjaciół z poprzedniego życia, co sprawia, że na początku ciężko jest dostrzec jego geniusz, lecz - uwierzcie mi na słowo - kiedy trzeba, to ten dziadyga wie co robi. I właśnie poprzez dość cięty język oraz umiejętność dobrego kombinowania Oda zdobył moją sympatię. Uważam, że jest to najlepsza z postaci, jakie pojawiły się w tym uniwersum. Generalnie jego osoba jest dosyć komiczna, ale mimo wszystko potrafi też pokazać, dlaczego był nazywany swego czasu Królem Demonów Szóstego Piekła.
Toyohisa z kolei jest przykładem typowego kakoi bohatera, który to za wiele nie myśli. Kiedy natomiast przechodzi do czynów to doskonale wie co robić i jak to robić. Krótko mówiąc - rąbie łby. Prócz porywu do bitki, charakteryzuje go również niesamowita wytrzymałość. Właśnie ze względu na te dwie cechy Nobunaga umieszcza młodego samuraja w centrum swojego planu. Co zaś się tyczy Yoishiego, to jest to postać dużo bardziej tajemnicza. Podobnie jak poprzednia dwójka przejawia upodobanie do wojaczki i strategicznego działania. Poza tym jest legendarnym łucznikiem. Momentami jest szalony, ale wydaje się być najbardziej z tej trójcy dojrzały (kwestia względna...). Nie wyskakuje za wiele z własnymi propozycjami działania, bardziej daje tutaj pole do popisu Nobunadze, a sam pozwala sobą sterować (takie przynieś, zabij, pozamiataj). Trzeba jednak zaznaczyć, że jest w nim coś mrocznego.

Tom III

Tak dla wyrównania, to przydałoby się napisać kilka słów o antybohaterach, czyli Odpadach, wybierając z pośród nich kilka ciekawszych charakterów, jednak robiąc to mogłabym popsuć Wam zabawę. Pozwolę sobie tylko wymienić tych, którzy pojawiają się w pierwszym tomiku. Dodam jeszcze, że kiedy zobaczyłam, kto taki trafił na tę złą stronę konfliktu, byłam trochę zdziwiona, ale po dalszych tomach parę kwestii się wyjaśniło. Także Endsami zostali: wcześniej wspomniany Hijikata Toshizou (o nim więcej będzie w 4 tomie; zresztą trafił tam na okładkę), Joanna d'Arc (z której to autor ma niezły ubaw na dodatkowych rozdziałach) oraz Anastazja Nikołajewna Romanowa i jej cień - Rasputin. No i oczywiście nie zapominajmy o Panu Ciemności, który jak na razie skrywa swoją prawdziwą twarz.
Wiem, że część przeznaczoną dla bohaterów bardzo długo ciągnę, jednak nie chciałabym pominąć dosyć ważnej uwagi na temat postaci z historii Zachodu. Akurat tutaj przy niektórych nazwiskach zapalała się lampeczka, gdyż ktoś taki kiedyś przewinął się w książce od historii. To też prowadziło do tego, że w głowie pojawiał się stereotypowy obraz poniektórych osób. Co ciekawsze widać, że autor użyczył sobie imion i tła historycznego, jednak stworzył on zupełnie nowe postaci, które temu stereotypowi nie ulegają. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Ogółem dla mnie ta sytuacja jest o tyle ciężka, i w sumie paradoksalna, że nie potrafię definitywnie stwierdzić, czy jest to dobre czy złe dla przedstawionej w Driftersach opowieści. Inaczej mówiąc - z jednej strony chciałabym prawidłowości i zgodności historycznej, a z drugiej mimo jej jako-takiego braku dobrze się przy tym wszystkim bawiłam.

Tom IV

Mimo tego, że fabuła dostarcza mi dużo radochy, a postaci też potrafią zabawić to za największy atut tego komiksu uważam kreskę. Ogółem graficznie jest to bardzo dobra pozycja. Po pierwsze - kadrowanie i kompozycja. Głównie mamy tutaj przewagę okienek prostokątnych, które w dużej mierze są położone horyzontalnie. Trapezowe ramki to rzadkość. Kompozycja natomiast bardziej zróżnicowana, gdyż znajdziemy tutaj kadry wypełnione po same brzegi, ale też i takie gdzie jest trochę więcej przestrzeni. Jednak mimo tego, odczuwa się przesyt, który jest właśnie spowodowany wrażeniem, że ramki za chwilę eksplodują od nadmiaru linii i skomplikowanych ujęć. Poza tym często postaci są pokazywane tylko w jakimś ułamku, co dodatkowo potęguje wrażenie ruchu. Po drugie - linia i cieniowanie. Niewątpliwie piórko Kohty kreśli mocne i wyraźne linie. Każdy obiekt lub postać zdaje się być wyrzeźbiony z rastrów i tuszu. Tła i szczegóły są dopracowane do ostatniego pociągnięcia, a takie przynajmniej jest ostateczne wrażenie. 
Osobiście, ta estetyka mi odpowiada, jednak nie jest na tyle uniwersalna, by każdemu się spodobała. Na samym początku też nie mogłam się przyzwyczaić do tego co widzę, jednak już od samego początku wiedziałam, że to co mam w rękach jest kawałem dobrego rysunku. 

Podsumowując. Drifters jest mangą, która na początku może przysporzyć trochę problemów, jednak nie znaczy to, że nie da się przez nie przebrnąć. Pomysł Kohty na umieszczenie w jednym miejscu różnych postaci historycznych nie wydaje się być niczym genialnym, jednak sposób, w jaki komponuje ich osobowości z fabułą zdecydowanie zakrawa pod geniusz. Dostajemy tutaj dobrze rozrysowane bitki oraz dużo specyficznego humoru. Jak dla mnie Driftersi są jedną z takich mang, których nie da się zapomnieć na bardzo długo. Na pewno będę wypatrywać kolejnych tomów, pomimo tego, że to może się trochę rozciągnąć w czasie... 😝

Ocena fabuły: 9/10 || Ocena postaci: 8+/10 || Ocena kreski: 10/10 || OCENA OGÓLNA: 27+/30 (92%)

Za egzemplarze do recenzji dziękuję wydawnictwu JPF! :D

Komentarze

  1. Niestety jestem jedną z tych osób, do których ten humor zupełnie nie trafia. Mangi nie czytałam, ale przy oglądaniu anime po większości Elementów Komicznych miałam taką chwilę zawieszenia i dopiero łapałam, że, aaa, to miało być śmieszne :/ Z drugiej strony początek nawet całkiem mi się podobał, parę miesięcy później obejrzałam sobie OAV-kową wersję pierwszych odcinków i naprawdę dobrze się przy niej bawiłam, tak że dopiero tak mniej więcej od wprowadzenia tej kobitki kręcącej się przy głównym triu (swoją drogą nie cierpię jej kreacji) coś się zadziało, że przestało mi się podobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anime nie widzialam i nie mialam go w planach ale mnie zaciekawiłaś. XD w sumie to nawet nie bralam anime pod uwage - jak to moze wypaść w takiej formie?, itp. - chyba za bardzo sie na mandze skupiłam. XD

      Usuń
  2. Przyznaję, że sam tytuł przywodził mi na myśl kompletnie inną tematykę (okołosamochodową xD). Przez to właśnie nie wgłębiałam się w ogóle, co to za manga, a tu niespodzianka - komiks, który nawet mógłby przypaść mi do gustu. Jak to dobrze, że są te blogi... :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że notka była pomocna :3

      Usuń
  3. Uwielbiam humor Kohty Hirano, dlatego świetnie się bawię przy lekturze Driftersów. Jestem do tyłu o jeden tom, ale patrząc na tempo wydawania (i rysowania autora), może lepiej się nie spieszyć ;) W ogóle jakoś niebawem ma wyjść 2 sezon anime :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie ma po co się śpieszyć. Wydaje mi się, że trochę poczekamy sobie na wydanie kolejnego tomu w Japonii. :P
      W moim przypadku to pasuje obejrzeć w ogóle pierwszy sezon anime... cóż. Na liście jest, ale czy czas będzie by je zobaczyć? :/

      Usuń

Prześlij komentarz