czwartek, 25 grudnia 2014

80. ORANGE ~Takano Ichigo - TOMIK PIERWSZY




Tytuł: Orange
Tytuł alternatywny: オレンジ
Autor: Ichigo Takano
Wydawca oryginalny: Futabasha
Wydawca polski: Waneko
Ilość stron: 224
Data wydania: listopad 2014
„Do mnie z drugiej klasy liceum. Jak się masz? Jestem Tobą starszą o dziesięć lat. Piszę ten list, ponieważ mam do Ciebie  prośbę. (...) Opiszę Ci wydarzenia, które będą miały miejsce, oraz co powinnaś zrobić, by nie powtórzyć moich błędów.”

Naho jest zwyczajną uczennicą, może trochę nadopiekuńczą i nieśmiałą osóbką, ale bardzo ważną dla swoich przyjaciół. Wraz z rozpoczęciem drugiej klasy liceum do Naho i jej paczki dołącza nowa osoba – Kakeru Naruse. Dziewczyna jednak zostaje o tym wcześniej uprzedzona w liście, który dostaje w dniu rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Najdziwniejszą rzeczą jest to, że adresatem listu jest osoba, która podaje się za Naho, z tą różnicą, iż jest o dziesięć lat starsza. Nastolatka początkowo nie wierzy w treść listu. Wydarzenia w nim opisane zaczynają spełniać się na jej oczach. Głównie dotyczą ona Kakeru, który staje się dla dziewczyny kimś o wiele ważniejszym niż tylko przyjacielem. Czy dzięki wskazówkom starszej Naho, uda się uchronić chłopaka przed jego przyszłością? Czy w ogóle jest możliwym zmienić przyszłość?

O Orange miałam przyjemność słyszeć jakiś czas temu. Nie będę ukrywała, że wtedy bardzo chciałam, aby manga wyszła w Polsce. Z miejsca jednak od razu skreśliłam ten tytuł, ponieważ historia Ichigo Takano, podobnie jak Nana, była jednym z niedokończonych tytułów. Oczywiście Nana to Nana, nie da się podważyć tego tytułu, ale w tamtym czasie myślałam, że skoro taki hit ma problemy z przedostaniem się do naszego kraju to, co dopiero z Orange. Dlatego nawet odpuściłam sobie skanlacje, ponieważ tylko czułabym niedosyt. Ku mojemu zdziwieniu, posłyszałam coś o ponownym wznowieniu serii, tym samym po cichutku liczyłam, że może kiedyś uda się dostać tomiki w swoje łapki. Nie stało się inaczej. Dzięki wydawnictwu Waneko w końcu mogę zaznajomić się z tak dobrze komentowanym tytułem. Tylko pytanie brzmi, czy słusznie?

Dostajemy kolejną historię o perypetiach z etapu „nastolatkowania”. Pierwsze miłości, wierni przyjaciele, spontaniczność i łamanie swoich wewnętrznych barier – to tylko kilka cech jakie zostały zawarte w tym komiksie. Bardzo lubię takie historie, ponieważ w jakimś stopniu są one prawdziwe, ale po części też wyczuwa się nutkę odrealnienia. Wszystko wydaje się doskonałe, ale jest tak tylko do czasu i wtedy nastrój sielankowych, młodzieżowych scenek nabiera dramatyzmu typowego dla pierwszych rozterek sercowych. Niewątpliwie atutem tego tytułu jest motyw listu. W jakiś przedziwnie magiczny sposób trafił on w ręce szesnastoletniej Naho od dwudziestosiedmioletniej samej siebie. Przez to możemy być świadkami tego, co dzieje się z obiema dziewczynami i śledzić zachodzące zmiany, delikatnie wprowadzane przez nastolatkę. Starsza Naho, pomimo posiadania wspaniałej rodziny, nie może wybaczyć sobie swoich błędów, które w jakimś stopniu doprowadziły do tragedii. Dlatego prosi młodszą Naho, aby ta nie postępowała w ten sam sposób i spędzała jak najwięcej czasu wraz Kakeru. A jeśli wierzyć treści wiadomości nie ma go zbyt wiele. Na Naho spoczęła duża odpowiedzialność, ponieważ to od jej działań zależeć będzie czy Kakeru spotka nieszczęście. 

„Tamtego dnia miałam już wszystkiego dość, straciłam nawet apetyt. Sok od Kakeru wypiłam w swoim pokoju aż do dna. Ten sok pomarańczowy był słodko-kwaśny. Przygnębiający i bolesny smak.”

Uważam, że fabularnie manga nie jest tak banalna jakby to się mogło z początku zdawać. Wszystko ma swoje skutki i przyczyny. Podobnie było z tytułem. W mandze wyraźnie podkreślony jest moment kiedy Naho dostaje od Kakeru kartonik soku pomarańczowego. Jest to jedna z moich ulubionych scen z tego tytułu, chociaż czytając ją popłynęła łezka czy też dwie. Tytuł nawiązuje właśnie do tego momentu i przez to domyślam się, że kontynuacja nie będzie zbyt radosna. Oczywiście są to tylko moje domysły, bo może być zupełnie inaczej. Przecież tomik kończy się w sytuacji, przez którą każda fanka/każdy fan shōjo chce „natentychmiast” kolejny tomik. Myślę, że również ma w tym swój udział ładna kreska autorki.


Nie wiem jak Wy, ale ja mam problem z tą kreską. Nie potrafię stwierdzić czy ma jakiekolwiek podobieństwo do innych znanych autorek. Głównie myślę tu o Io Sakisace, ale o moim bóstwie w dziedzinie rysowania nie ma, co tu mówić. Kreska Ichigo Takano jest bardzo... no po prostu ładna. Kiedyś miałam już styczność z innymi tytułami autorki, a poznałam to właśnie dzięki rysunkom. Myślę, że polskim fanom przypadnie ta kreska do gustu, ponieważ nie jest ona zbyt wymyślna, a po prostu oczarowuje swoją prostotą. Nie jest też typowa –jednoznacznie można stwierdzić pod czyjego piórka wyszły te wszystkie stroniczki. Poza tym postaci wyglądają wystarczająco realnie jak na mangę z tego gatunku. Tym co najbardziej polubiłam jest sposób w jaki uśmiechają się bohaterowie. Nie wiem jak to autorka zrobiła, ale gdy widzę uśmiech na ich twarzach od razu robi mi się cieplej na sercu. Jest on po prostu bardzo szczery i nie da się powstrzymać swojego własnego uśmiechu. Ogółem mimika u postaci pani Ichigo jest doskonale wyważona, ponieważ nie czytając treści znajdującej się w dymku, można domyślić się o czym bohater będzie rozmawiał. 

„Niech jego uśmiech nie zmieni się przez kolejne dziesięć lat. Na zawsze. Zawsze. Zawsze!”

W ogóle bohaterowie są bardzo szczerzy i pomiędzy sobą zróżnicowani. W gronie najbliższych przyjaciół nieśmiałej Naho, prócz Kakeru znajdują się: Azusa Murasaka – optymistka, Takako Chino – trochę narwana pani ochroniarz dla Naho i Azu, Saku Hagita – cichy, lekko zbuntowany, okularnik, oraz Hiroto Suwa – pozytywnie zakręcony piłkarz. Według mnie wszyscy bohaterowie są bardzo realistyczni i z miłą chęcią poznałabym takich ludzi. Bez nich fabuła nie byłaby aż tak wciągająca, a doskonale odwzorowująca uczucia kreska pani Ichigo, tylko wydobywa z nich potencjał. Jednak coś mi nie pasuje wśród tej grupki. Niestety na chwilę obecną nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, co to takiego jest...

„– Jeżeli robię krzywdę tylko sobie, nic się nie dzieje. Ważne, żeby nie przeszkadzać innym. I tak nikt nie zwraca na to uwagi, a ja jakoś sobie radzę. Zawsze tak było.
– Ale ja zauważyłem. Zwróciłam uwagę.”

Gdy dzień przed wigilią siadłam sobie przed laptopem, aby napisać choćby jedno zdanie do tej recenzji, zauważyłam pewne podobieństwa do Ścieżek Młodości. Potem zaczęłam rozważać nad oboma tytułami i w końcu doszłam do wniosku, że wiele nie potrzeba mi do szczęścia. Przez to, iż ostatnimi czasy piszę dość sporą ilość rozprawek, muszę stawiać siebie w roli adwokata, prokuratora i sędziego jednocześnie. Podobnie podeszłam do tej recenzji. Według moich odczuć Orange jest tym, co uwielbiam w mangach dla dziewcząt, znalazłam tu coś, co mi się spodobało i dlatego uważam ten tytuł za dobry. Później starałam popatrzeć się na to ze strony „profesjonalnego” recenzenta i dostrzec, tłamsząc własne zdanie, negatywne cechy. Ostatecznie wszystko sobie podsumowałam i mogę powiedzieć, że nie mogę nazwać tej mangi „średniaczkiem”, ponieważ byłoby to sprzeczne z tym co myślę rzeczywiście, jednak wiem też, że nie mogłabym dać temu tytułowi najwyższej oceny. Aby to uczynić tytuł musi zwalić mnie z nóg i całkowicie odciąć dopływ powietrza z rzeczywistości (teraz przepraszam wszystkie te osoby, które w szkole próbowały się ze mną skomunikować, a ja tylko potakiwałam). Myślę, że osoby poszukujące czegoś podobnego do Ścieżek młodości, Sukitte ii na yo, czy Bokura ga ita mogą spokojnie sięgnąć po ten tytuł. Gwarantuję, że wzruszycie się nie raz i nie dwa, ponieważ Orange jest przepełnione bardzo pięknymi uczuciami, a ja zamierzam uzbierać wszystkie tomiki. 

Ocena fabuły: 9/10
Ocena postaci: 8/10
Ocena „kreski”: 9/10
OCENA OGÓLNA: 9/10 

Kilka pierwszych stron możecie znaleźć na: http://waneko.pl/orange1/orange1.swf

Egzemplarz recenzencki przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko :3


Kochani!


Może jest już trochę późno, ale chciałabym życzyć Wam spokojnych, radosnych i wesołych świąt. Mam nadzieję, że pod choinką znaleźliście kilka tomików mang czy innych gadżetów M&A. Życzę Wam abyście wypoczęli podczas tych kilku wolnych dni i znaleźli dużo zapału do pracy na Nowy Rok. Wpierw jednak wyszalejcie się dobrze na zbliżającej się zabawie Sylwestrowej, tak aby kolejny rok był jeszcze lepszy niż bieżący. :3


Aypa ^3^ 


7 komentarzy:

  1. Wydaję mi się, że może same początki mogą przywodzić na myśl shoujo, ale w końcu postacie to Japończycy, pewnie podobne mody itp. panują w szkołach, więc nic dziwnego, ze np. fryzury podsuwają nam jakieś skojarzenia. Na dłuższą metę natomiast w ogóle nie porównywałabym Ścieżek do Orange, i pod względem fabuły, i klimatu i charakteru postaci też nie koniecznie. Dla mnie Orange zapowiada się na plus względem Ścieżek dlatego, że jest krótsze i nie spodziewam się tam takich zawirowań i zmian charakteru postaci, jakiego doświadczamy w ostatnich rozdziałach Ścieżek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za shoujo, jednak "Orange" jakoś mnie ciekawi. Zwłaszcza po wielu pozytywnych słowach na jej temat. Na razie się jeszcze wstrzymam, ale nie wykluczam możliwości sięgnięcia po nią nieco później. Mam więc nadzieję, że się nie zawiodę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam kiedyś w internecie i z tego, co pamiętam, całkiem mi się podobało. :) Gdybym miała więcej pieniędzy, to pewnie bym się skusiła na tomik, ale tak... Raczej wątpię. :(
    Wesołych Świąt (choć został nam tylko dzisiejszy dzień) i dużo szczęścia w Nowym Roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chociaż shoujo to kompletnie nie moja bajka to jednak bardzo intryguje mnie ta manga i mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję ją przeczytać. ^^
    Święta już niestety dobiegły końca, więc życzę Ci wszystkiego dobrego w Nowym Roku! ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. "Orange" to moja ulubiona szojka, głównie przez postaci, które da się lubić i ciekawy motyw z listami. Mi akurat kreska bardziej przypadła do gustu niż w Ścieżkach, bo tam jest taka "czysta", a ja bardziej lubię jak linie nie są idealne, a rysunki bardziej szkicowe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię i osobiście bardzo cenie Orange za unikalny klimat. Taki ciepły i równocześnie słodko-gorzki. Cieszę się, że i Tobie się manga spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku !!! uwielbiam akurat tą mange przeczytałam już 2 tomy i jestem wrecz zauroczona *-* .... szczególnie Naho podziwiać ja jako przyjaciółke.. wytrwale czekam na 3 tom tylko ten okres pojawiania sie nastepnych książek :9 aż trzy mięsiące !! ale warto wszystkim serdecznie polecam :)

    OdpowiedzUsuń