niedziela, 14 września 2014

67. EXITUS LETALIS ~ Kattlett – TOMIK PIERWSZY




Tytuł: Exitus Letalis
Tytuł alternatywny:
 ----
Autor:
Kattlett
Wydawca oryginalny:
Kotori
Wydawca polski:
Kotori
Ilość stron:
186
Data wydania:
sierpień 2014
Eva Monroe jest świeżo upieczoną absolwentką. Ma tylko osiemnaście lat, a już ukończyła studia psychologiczne. Od pewnej tajnej organizacji dostaje zlecenie, aby w ciągu roku odkryć tajemnicę grupki mężczyzn zamieszkujących posiadłość zwaną „Nilfheim”. Jedyną informacją, jaką otrzymała Eva o pacjentach jest fakt, że każdy z nich przeżył czasy II wojny światowej. Eva nie wie, że kiedy przybędzie do rezydencji, czeka ją wielkie zaskoczenie. Zamiast grupki starszych panów spotyka kilku dobrze wyglądających chłopaków, przypominających jej rówieśników. Czy Eva będzie w stanie wyjaśnić co takiego wpłynęło na chłopaków i zachowało ich młodzieńczy wygląd? Przed niedoświadczoną dziewczyną wyzwanie, które może ją przerosnąć już na samym początku. Eva jednak nie jest zwyczajną dziewczyną, więc może dzięki swoim zdolnościom uda jej się rozwiązać tę dziwną zagadkę?


Oczytałam się dużo pochlebnych komentarzy dotyczących Exitus Letalis. Każdy z nich miał w sobie podziw dla autorki. Oczywiście było kilkoro „zawiedzionych”, ale większość powiedziała „TAK!” i takim sposobem Kotori musiało dodrukowywać tomiki. Do tego w sierpniu był to drugi najczęściej kupowany tytuł na yatcie. Pod przyciskiem tych wszystkich pochwał oraz ciekawego opisu na stronie wydawnictwa, sama złapałam chrapkę na nowy polski tytuł. Czy się rozczarowałam? Zdecydowanie nie. 

Wydanie samo w sobie jest przyjemne. Pierwszym zaskoczeniem po otrzymaniu egzemplarza był jego format. Nie spodziewałam się tak dużego tomu, a jest on wielkości zeszytu. Dodatkowo nie ma skrzydełek, jak we wszystkich wydaniach wydawnictwa. Dla mnie jest to malutki minusik, ponieważ bez skrzydełek rogi książeczki są zagrożone obtarciem i rozdwojeniem. Całe szczęście mam dobry klej. 
Komiks czyta się od lewej do prawej, niby „normalnie”, ale jednak strony często chciałam czytać tak jak mangowe. W środku, na dzień dobry możemy podziwiać czwórkę bohaterów w kolorze. I tu minusik za skrzydełka znika. Jeżeli chodzi o wykonanie pierwszej strony to jest znaczna poprawa. Nie ma brzydkich uszczerbków przy klejeniu stroniczki z okładką. Wydaje mi się, że nawet jakość kredowego papieru jest lepsza niż w niektórych wydaniach. Oby tak już zostało. 

Wszystko prezentuje się naprawdę dobrze i nie wiem od czego powinna zacząć. Może tym razem zacznę od kreski. Gdy po raz pierwszy przeglądnęłam tomik, bez głębszego zapoznania z fabułą uznałam, że autorka kreując swój styl, odrobinę uczyła się bądź wzorowała na rysunkach Yany Toboso autorki Kuroshitsuji. Patrząc na Olivera widzę Ciela i ciężko mi to wrażenie wyrzucić z głowy. Podobnie jest z siostrą Adama – Cecile, która przypomina mi Madame Red. Nie chcę mówić, że faktycznie tak było, bo przecież skąd mam to wiedzieć, ale tak pomyślałam i nadal uważam, że miejscami widać rysy postaci z Kuroshitsuji. Co mogę jeszcze powiedzieć o rysunkach? Na pewno to, że zostały narysowane z pasją rysowniczki i, pomimo niedociągnięć, są bardzo dobre. Eva jest prześliczną dziewczyną, a każdy z panów oferuje inny typ urody (czyżby oni nie byli braćmi?). Pod tym względem uważam, że każdy znajdzie coś dla siebie. Czekam na moment, kiedy Katt się rozrysuje i pokaże na co ją jeszcze stać! 

Prócz urody postaci mają ciekawe osobowości. Co prawda trudna terminologia medyczna utrudniała mi czytanie, ponieważ musiałam „latać” po całym tomiku z momentu, w którym czytałam, na sam tył do przypisów, a do tego jakby ciężar chorób jakie, każdy z chłopaków posiada trochę zdystansował mnie do nich. Do Evy również. Uważam, że Eva „ucięła sobie drzemkę” z dwa razy za dużo, jak na jeden tomik. A dolegliwości chłopaków, wychodzą jedna za drugą. Ale nie potrafię ich znielubić! Każdy ma w sobie coś co przyciągnie czytelnika. Swojego faworyta jak na razie nie mam, ale myślę, iż ukształtuje się to przy kolejnych tomikach. 

I teraz fabuła. Ciężki orzech do zgryzienia. Nie uważam, by akcja Exitus Letalis była nuda i w ogóle mnie nie kręciła. Pobudziła moją ciekawość tak, że już chciałabym kolejny tomik. Czuję jednak coś, co każde mi się powstrzymać od zalewania tego akapitu samymi komplementami. Po pierwsze, za dużo informacji, detali na raz. Po przmyśleniu i sumowaniu wiedzy o bohaterach, zauważyłam za dużo detali, które później będą miały ważną część w fabule. To, że zostało to upchane w samej akcji komiksu jest naprawdę przytłaczające. Można to było rozwinąć bardziej w „kartach postaci” albo czymś zbliżonym do tego. Do tego mamy ciężki temat nieśmiertelności połączony z brutalnością klechy i złowrogą aurą nad mieszkańcami rezydencji „Nilfheim”. Z tego wszystkiego najbardziej intrygującą postacią jest Eva, która zostawiła cały harem za sobą. Uważam, że w którymś momencie wkradł się lekki chaos. Liczę na to, że w kolejnym tomie zostanie to wyjaśnione, bo czekam na niego z wielką niecierpliwością. 

Podsumowując, nie czytałam jeszcze tak dobrego polskiego komiksu podlatującego pod styl mangowy. Oczywiście nadal będę wyczekiwać nowych propozycji od rodaków, bo nic tak bardzo nie cieszy, kiedy z dumą można powiedzieć, że polska manga jest wciągająca, z dobra kreską i przyjaznymi postaciami. Będę wyczekiwać kolejnego tomu Exitus Letalis oraz liczę, że przy kolejnych tomach będę mogła dać najwyższe noty. 

Ocena fabuły: 7/10
Ocena postaci: 7/10
Ocena „kreski”: 7/10
OCENA OGÓLNA: 7/10

Stroniczki: 



Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Kotori! <3

17 komentarzy:

  1. Ja wiem, że nie należę do grupy docelowej tego komiksu - ot chociazby dlatego, ze większości osób z mojej grupy wiekowej (umówmy się 25+) po zakupie tytuł się nie podobał i pod kątem poziomu/fabuły nie szczędzili gorzkich słów - no, ale umówmy się, że młodzież takie komiksy łyknie szybko i bezbloleśnie, dlatego takie rzeczy sprzedają się lepiej. Po drugie zdecydowanie wolę normalne rastrowanie, a nie takie cieniowanie jak tu. Ale tak czy siak cieszy mnie, że polski rynek takiego komiksu się rozwija.

    Ja wolę, jak komiks europejski, nawet jeśloi w stylu mangowym jest w układzie europejskim - nawet Koreańczycy z manhwą nie udają Japończyków, więc niby czemu my mamy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie podoba mi się. Podobnie, jak Otai, należę do grupy wiekowej 25+ i nie znajduję w tej historii pokładów ani ciekawej fabuły, ani dobrej kreski - uważam wręcz, że kreska jest odrobinę powyżej poziomu amatorskiego. Owszem, nie mam niczego przeciwko temu, aby promować polskich twórców, ale godne wydania powinny być jedynie prace, które przekraczają pewien poziom - ten, którego KattLett na pewno (jeszcze) nie osiągnęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kattlett jest najlepsza

      Usuń
    2. Przepraszam bardzo, ale co za chamstwo, skoro komiks ten jest adresowany do osób poniżej 25 (mimo iż jest otwarcie napisane że jest +18 oczywiście, to chyba każdy widzi, że exitus letalis nie porusza ważnych życiowych spraw, więc jeśli ktoś nie ma dystansu, do rzeczy niemożliwych, nieprawdopodobnych, jak np. właśnie, nieśmiertelność głównych bohaterów, to chyba wiadomo, że to nie jest komiks do tych osób skierowany), to jakim prawem ludzie nie z tego przedziału wypowiadają się na temat tego komiksu, to tak jak z bajką dla 7 latków, dla dorosłych jest ona ogłupiająca, ale dla dzieci, które ją oglądają zabawna i fajna. Trochę mnie zbulwersowały dwa powyższe komentarze, bo komiksy, książki czy filmy nie muszą przedstawiać tylko poważnych spraw i zupełnie się nie zgadzam że kreska jest "odrobinę powyżej poziomu amatorskiego", czytam bardzo dużo mang, komiksów itd. i większość ma nawet bardzo amatorską kreskę, która jest często nie do zniesienia i muszę się przyznać, że kreska exitus letalis mnie po prostu zwaliła z nóg, jest prześliczna, uważam że autorka ma wielki talent i naprawdę bardzo mnie zachwyciła swoją pracą, 3 tomy czytałam bez wytchnienia, nie mogłam oderwać od nich wzroku, uważam że kattlett narysowała naprawdę świetny komiks i nie mogę się doczekać następnego tomu <3

      Usuń
    3. ^^^^ To nie jest żadne chamstwo, każdy ma prawo do przeczytania i wypowiedzi niezależnie od własnego wieku, płci, profesji i preferencji i ich różnic względem grupy docelowej komiksu.

      Prawda jest taka, że gdyby to był dobry komiks, to podobałby się nie tylko grupie docelowej. Jest wiele utworów dla młodzieży i dzieci - komiksów, gier, książek, filmów- które podobają się ludziom po wielu latach. Właśnie dlatego, że są dobre. A ten komiks dobry nie jest. Nie jest dobry dla ludzi 20+, bo jest zbyt głupi, nie jest dobry dla nastolatków (pełnoletnich albo i nie), bo przyswajają dziadostwo, nawet nie potrafiąc to zauważyć.

      Biorąc twój przykład w postaci bajki dla 7-latków: Dorośli mają prawo je oceniać jeżeli są spoza grupy docelowej, a nawet powinni- bo się lepiej znają. Bo dzieci łykają wszystko bez popicia, nie podważając tego co się dzieje w bajce, i wcale nie mówię o potencjalnie magicznych i fantastycznych wydarzeniach. Mówię przede wszystkim o sposobie przedstawienia rzeczy, które mają prawo zdarzyć się w prawdziwym życiu. Dzieci są zbyt ograniczone i niedoświadczone, żeby zauważyć negatywne przekazy, szkodliwe stereotypy, i inne głupie treści masy wszelakiej.

      Exitus jest nimi przeładowany. I czytelnicy, którzy go lubią (których średnia wiekowa najwyraźniej oscyluje między 15 a 19 lat pomimo oznaczenia od lat 18), są właśnie jak te dzieci i ich bajka do lat 7-miu.

      Problemem nie jest nieśmiertelność bohaterów.
      Problemem jest traktowanie ich chorób psychicznych jakby to był cool emo-gadżet, który aktywuje się tylko wtedy, kiedy fabuła tego wymaga, a poza tym nie ma wpływu na funkcjonowanie postaci.

      Problemem jest notoryczne molestowanie seksualne głównej bohaterki przez Davida. Każda scena z jego udziałem sprowadza się jedynie do pokazania jaki on jest napalony, zazwyczaj przez denną jednoznaniową "cool" odzywkę. I nie, seksoholizm tak nie działa.
      Problemem jest reakcja ludzi na Davida, którzy najwyraźniej nie zauważają, jak obrzydliwe i niekomfortowe byłoby jego zachowanie w prawdziwym życiu.

      Problemem są płytkie postaci.
      Problemem NIE jest (rzekoma) inteligencja i wiedza Ewy i to, że ukończyła psychologię mając 18 lat.
      Problemem jest to, że te cechy nie są w ogóle przestawione w komiksie. Jedynie się o tym gada. Jeżeli bohater/ka ma jakąś umiejętność, o której się jedynie mówi, a nie daje na to dowodu w fabule, wtedy mamy do czynienia z miernym pisaniem. Dobry scenarzysta pokazuje i pozwala oceniać czytelnikom, nędzny scenarzysta zachwala postaci i nie wywiązuje się z tego. Ewa nie różni się niczym od zwykłej zahukanej nastolaty o przeciętnym rozumku. Jak zaczyna coś robić związanego z jej profesją, jest to pokazane pobieżnie i bez sensu.
      I co się dziwić, skoro autorka, Kattlett, nie była w stanie nawet zrobić porządnie researchu, i w pierwszym tomie opisując Donatien-Alphonse-François de Sade użyła określenia "Markiz" jakby to było imię.

      Mogłabym się godzinami rozwodzić, jaki ten komiks jest niedopracowany, głupi, szkodliwy, ale szkoda czasu. Sprowadzę moją wypowiedź tylko do jednego: bardzo dobrze, że starsi, lepiej obyci czytelnicy się na jego temat wypowiadają. Szkoda, że nie robią tego częściej i głośniej by uświadomić jak najwięcej ludzi do omijania go.

      Wy, młodsi czytelnicy, spojrzycie na ten komiks za parę lat i zamiast dać się ponieść nostalgii, będziecie się wstydzić, że coś takiego się wam podobało.

      Usuń
    4. Ah! I jeszcze dodam jedną rzecz. Trochę się powtórzę, ale wydaje mi się to najlepszym i najbardziej zwięzłym podsumowaniem problemu EL.

      Widzisz, mówisz, że nie wszystko musi traktować o poważnych sprawach. Tylko widzisz... problemem jest to, że EL traktuje o poważnych, życiowych sprawach.
      Choroby psychiczne. Trauma. Okaleczenie fizyczne i psychiczne. To są życiowe i poważne sprawy. To są również sprawy poruszane w EL.
      Tylko że sposób, w jaki są traktowane i przedstawione- jw napisałam w moim poprzednim komentarzu- jest zwyczajnie obraźliwy, głupi i karygodny sposób.
      Każdy, kto miał styczność z tymi chorobami w prawdziwym życiu, albo kto ma choć odrobinę rozumu ci to powie.

      Usuń
    5. Szczerze? Miałam identyczne odczucia, jak to przeczytałam. Mimo to wadziłam takie rzeczy już wiele razy w japońskich mangach i chyba zaczęłam je powoli zlewać. Szczerze to chyba nie znam komiksu, który nie poruszałby takich ważnych spraw, oddając ich głębie, a nie tylko powiedział o tym powierzchniowo.
      Trafiłam kiedyś na anime, które wykazało się tym, że ukazało głębie, a nie tylko niej mówiło. Widziałam nawet sporo filmów (choć i tak niewiele w porównaniu do całego chłamu, który wydają wytwórnie), po których nie raz ruszyła mnie nostalgia, ale najwięcej przeżyć odczułam w książkach i swojej wyobraźni. W każdej książce (nawet płytkiej) to żeby się nią chwilę pozachwycać musi być nawet minimum głębi. Nie wspominając już o dobrych książkach. Jakby nie patrzeć tylko... dwie? Jedna? Książka wywołała u mnie płacz. Mogę powiedzieć, że jak na przeciętnego człowieka moim wieku (lat 17) to czytałam ich masę. Na mojej półce za mną kisi się około sześćdziesięciu.
      Wracając do komiksu. Kreskę uważam za śliczną. Naprawdę zwala ona z nóg, choć na początku można mieć do niej uprzedzenia, bo jest naprawdę inna. Drugą zaletą jest humor, który nie jest taki zły, a przynajmniej podtrzymuje klimat luźnego opowiadania, bo nie oszukujmy się, ale tym jest to dzieło. Autorka po prostu popełniła błąd w tym, ze chciała zrobić lekkie dzieło na poważnych podstawach, albo raczej pomyślała, że same podstawy starczą żeby zrobić z tego coś wyższej literatury.
      A wiec dlaczego jest napisane, że jest to coś ,,+18" skoro jedyne co tam występuje to poważne nazwy typu ,,schizofrenia, rozdwojenie jaźni, zespół jakiś tam, seksoholizm" itd. A bo dlatego: - występuje tam nagość, - występują tam przekleństwa, - występują tam sceny brutalne, jak chociażby ta u księdza. Jak dalej poczekamy niedługo autorka może też przedstawić tam jakiś seks i inne duperele.
      Tak działają ograniczenia wiekowe plus pewnie chciała zostawić sobie pole do popisu, aby nie ograniczał jej wiek czytelników, choć doskonale wiemy, że to nie jest coś dla starszych (chyba, ze ktoś by chciał coś lekkiego, nie do końca normalnego) ani dla nikogo wymagającego.
      Koniec. /K.

      Usuń
  3. Manga jak najbardziej przypadła mi do gustu właśnie ze względu na problemy psychiczne z którymi borykają się głowni bohaterowie ^^ Kreska jest piękna i historia intrygująca - już nie mogę się doczekać kolejnego tomiku :D Jeśli chodzi o faworyta, to już sobie wybrałam i jest to nikt inny jak David <3 Exitus Letalis jest naprawdę dobrym komiksem, a autorka moim zdaniem ma potencjał ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jeśli chodzi o fanowską twórczość to jestem w stanie przełknąć tylko doujiny, w sumie sama nie wiem dlaczego, ale nie ciągnie mnie do zakupu tej mangi, chociaż sam pomysł tworzenia czegoś przez naszych rodaków bardzo popieram. ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak ogólnie do powyższych komentatorów. XD Całkiem was rozumiem, ale ja to łyknęłam. Takie szczenię jak ja, które niecały miesiąc temu skończyło te symboliczne 18 lat (teraz do mnie dotarło, że czytałam już ten komiks "na legalu" XD) dobrze bawiło się czytając ten tomik. Mnie on sam zmotywował aby coś "porysować" a wiem, że mi jeszcze daleko do jakiegokolwiek poziomu (pan w nagłówku jest mojej roboty, tak mówię jakby ktoś nie wiedział. xD) Tak jak pisałam w recenzji czekam na historię która zwali mnie z nóg, ale nie ma co narzekać na ten tytuł. Mogę dodać, że liczę na coś więcej w kolejnej części. :3 (Jeżeli pisze bez sensu to przepraszam, ale ledwie oddycham [zatkany nos = niedotlenienie szarych komórek] i podejrzewam w aktualnej chwili u mnie stan podgorączkowy...)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie też zaskoczył format. Twórczość KattLett jest mi już znana z jej komiksów internetowych, więc tym bardziej byłam ciekawa "Exitus Letalis". Wcześniej wcale nie przeszło mi to przez myśl, ale Cecile rzeczywiście ma w sobie coś z Madame Red. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie ten komiks jest dość słaby i w dodatku toksyczny, seksistowski i traktujący powierzchownie problematykę chorób psychicznych. Nie ma realistycznego podejścia do nich: mroczna przeszłość bohaterów oraz ich choroby sprowadzone są do roli "cool i mhrocznych" ozdobników. Bohaterka jest molestowana seksualnie co i rusz, inny bohater molestuje seksualnie swoich "braci" i wszystko podawane jest w tak lekkim i żartobliwym tonie, że aż budzi co najmniej zgorszenie. Krótki opis z tyłu tomiku zapowiadał coś naprawdę fajnego, ale zamiast tego Czytelnik dostaje po tysiąckroć powtarzane niesmaczne gagi i dialogi i absolutnie zero tego, co zapowiadał opis. Bohaterka ani razu nie używa swojej mocy przewidywania przeszłości. Mam wrażenie, jakby większość pierwszego tomu była tzw. fillerem, zapychaczem, a nie czymś trzymającym się głównej fabuły.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja ocena.
    EL kupiłam, bo bardzo podobał mi się styl rysowania i pisania KattLett. Gdy dostałam już maŃgę, jak nazywają sama autorka, też byłam zdziwiona formatem, oczywiście pozytywnie.
    Powiem szczerze, że troszkę się zawiodłam, bo spodziewałam się więcej krwi, mrocznych momentów itd. Oglądałam silnik promocyjny i taki, który stworzyła autorka i sądziłam, że to głównie będzie horror. Fakt jest sporo momentów grozy itd, ale jak na tytuł +18 było ich stanowczo ZA mało. Oczekiwałam bardziej krwawego tytułu, a właśnie tu się dziwię, bo we wcześniejszych pracach KL było dużo więcej takich brutalnych momentów. Czyżby Kotori kazało zmienić i to? (Tak jak mówiła autorka fabuła została zmieniona o 80%, bo tak jest wydawnictwo poradziło)
    Zalety? na pewno przyjemnie mi się czytało. Kreska do geniuszy nie należy, ale ja bym w życiu czegoś takiego nie narysowała, więc szacunek i tutaj podobają mi się postacie (jak autorka recenzji wspomniała o Kuroshitsuji to nawet o tym pomyślałam i się zgadzam).
    Fabuła. Trudno powiedzieć. Bo pierwszy tom wiele rzeczy zaczął i nie wiemy, o co do końca chodzi z niektórymi rzeczami, ale nawet nie było źle.
    Humor. Czasami jest przesadzony, ale na pewno niektóre sytuacji powodowały u mnie łzy i śmiech.

    A! Zapomniałam o jednej wadzie, która mnie po prostu odrzuciła od tytułu na parę godzin. Chodzi o scenę, jak Eva została pokrojona przez szalonego księdza i David ją odnalazł. Jeszcze stronę temu była ONA, zakrwawiona, zrozpaczona itd, a tutaj kadr z rysunkami bohaterów w wersji śmiechem, chibi ... tak to się chyba określa w Japonii i mnie to zdołowało. To nie miało żadnego związku z realizmem!!!
    Dlatego moja ocena tomiku to ... 8 na 10, ale tylko dlatego, że ja uznaję mangę, książkę itd za dobrą, jak przyjemnie mi się czyta i koniec.
    Czy będę dalej kupowała?
    Sytuacja finansowa to oddzielny problem, a jeszcze moja mania oszczędzania dają mi do myślenia, czy będę kupować dalej. Katt Lett czasami dodaje nowe wersje rysunków itd. Popatrzę. Póki co zachęciła mnie do zakupu, ale nie aż tak, że nie mogę wytrzymać bez kupienia tego. Za kupieniem przemawia też to, że autorka naprawdę się stara. Nie śpi po nocach, rysuje, odpisuje na wszystkie wiadomości, interesuje się i to za nią przemawia.
    Co do recenzji? Bardzo mi się podobała, ciekawa. To o Kurosiu sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać i naprawdę po przeczytaniu takiej recenzji mogłabym się zastanawiać czy kupować czy też nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd zaczęłam śledzić Katt na FB to już widzę poprawę w rysunkach. To co jest w pierwszym tomie a na pracach do poduch to można powiedzieć o 80 punktów procentowych więcej. Mam podobne odczucia, tak jak ty. Jednak daje szansę temu tytułowi i jak będę miała jak to zdobędę drugi tomik. xD

      Usuń
  9. Ostatnio to czytałąm!!!

    http://drawnekow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. No to już wiem dlaczego ograniczenia +18 ~! Zdziwiłam się jak zobaczyłam ograniczenia, bo po okładce i gatunkach tego nie widać. Ale strony wyjawiły sekret. Na Exitus Letalis mam chrapkę od dawna i mam nadzieję, że zbyt wiele nagości nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Katt popełnia ten sam błąd co niegdyś reżyserowie. Jej postacie są zbyt perfekcyjne by traktować je na poważnie. Są wręcz nieludzkie. Nie mówię o tym że są nieśmiertelni itp, tylko o samym wyglądzie. To takie seksbomby. Nienaturalnie się zachowują, wszystko to jest nieco przerysowane. Nie czytałam ani jednego tomu a wiem, że każde zdanie jakie napisałam jest prawdziwe. Autorka musi popracować nad oryginalnością i płynnością. Zbyt duża ilość informacji w jednym tomie zgubi ją w drugim. Zwyczajnie się wyczerpie. Może przed wydaniem powinna zasięgnąć rady kogoś komu ufa.

    OdpowiedzUsuń