piątek, 1 stycznia 2016

170. ONE-PUNCH MAN ~ One x Yusuke Murata



 
Tytuł PL: One-Punch Man
Tytuł JP: ワンパンマン [Wanpanman]
Scenariusz: One
Ilustracje: Yusuke Murata
Wydawca JP: Shueisha
Wydawca PL: J.P.Fantastica
Ilość stron: 200
Data wydania JP: 2012
Data wydania PL: 2015 (grudzień)

Poznajcie Saitamę – superbohatera z zamiłowania, tak silnego, że każdego przeciwnika pokonuje zaledwie jednym ciosem! Czy można sobie wyobrazić wspanialszego herosa? Czy dysponując taką mocą można się czuć... wypalonym i zrezygnowanym!?
Przed wami pierwszy tom arcypopularnej, epickiej historii łysego jak kolano bohatera!

Zdecydowanie jest mi ciężko jakkolwiek zaplanować przebieg tej recenzji. Na temat One-Punch Mana mam bardzo dużo myśli na sekundę. Po prostu wcześniej mało rozpoznawalny tytuł zaskoczył mnie jak nigdy. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest to jedna z większych niespodzianek roku!

Nie wiem jak wy, ale ja troszkę byłam zdenerwowana faktem, że JPF nie podejmie się wydawania Fairy Tail. Wielką fanką serii nie jestem, ale lubię oglądać przygody magów, dlatego też cieszyłam się na wieść, że może jednak FT zagości na mojej półce. Wyszło, jak wyszło. Ogłoszono, że w miejsce Naruto będzie wychodził O-PM – seria prawie nikomu nie znana. Przez swoje uczucia nie byłam pozytywnie do niej nastawiona, szczególnie, że okładka wydała mi się groźna i obiecywała, że będziemy mogli oglądać japońską wersję Kapitana Ameryki z bandą Avengersów. Taka przynajmniej była moja wizja... Niezainteresowana propozycją wydawnictwa szybko zapomniałam o tym tytule. Długo to nie trwało, ponieważ ogłoszono anime tej serii, a to zdecydowanie pomogło podnieść sprzedaż mangi. Co tu wiele, mówić. Mój dotychczasowy mur, wybudowany przed tą serią rozwalił się w drobny mak, a do tego wystarczył tylko jeden odcinek animacji o łysym bohaterze z zamiłowania. 

Po raz kolejny przejechałam się na znanym każdemu przysłowiu – „nie oceniaj książki po okładce”. One-Punch Man przez niecałe 25 minut, przekonał mnie do siebie, na tyle, że teraz jestem całkowicie pewna tego, iż musze ten tytuł włączyć do swojej mangowej kolekcji. Ale to ma być recenzja mangi, dlatego od teraz to do niej będę się odnosiła. W zupełności nie przeszkadzało mi to, że czytam o czymś, co oglądałam dosłownie kilka tygodniu wcześniej. Bawiłam się przy tym równie dobrze, jeżeli nawet nie lepiej. Osoby, które znają mnie bliżej pewnie domyślają się dlaczego tak jest – Pan Tłumacz miał szerokie pole do popisu. Jakoś tak  zakodowało się w mojej głowie, że gdy myślę „suchar” jako synonim dla pojęcia żartu wyskakuje mi „Paweł Dybała”... (Źle ze mną, oj źle...). Już po pierwszym rozdziale musiałam odłożyć tomik na bok, by pozbierać się i nie ryknąć śmiechem na wszystkie 11 pięter.

No dobrze, ale o co cała afera? Otóż One-Punch Man jest z zupełnie innej gałęzi „sioonenów”. Inaczej mówiąc, jest kompletnym „wyśmianiem” i parodią utartych schematów, przewijających się wśród mang dla chłopców. Jak już zostało wspomniane w opisie Saitama jest bohaterem z zamiłowania. Za jego działaniami nie kryją się żadne wyniosłe czyny. Obecnie jego jedynym celem jest stoczenie porządnej walki z przeciwnikiem, którego nie pokona jednym ciosem. Tu pojawia się też kolejny złamany stereotyp – bohater od początku historii jest mocarzem, którego poziom nie może się już zwiększyć. Co prawda zanim taki się stał, a było to trzy lata wcześniej, był zwykłym człowiekiem. Przez swój „ciężki” trening stał się niepokonanym herosem z bezwłosą głową...

Fabularnie manga może nie powala, bo w pierwszym tomie, każda walka jest taka sama. Przybywa Saitama i „uspokaja” całą sytuację w mniej niż sekundę. Złoczyńcy są tylko różni w szczegółach, ponieważ każdy jak jeden mąż powtarza jak mantrę, że zniszczy ludzkość oraz że jest niepokonany. Normalnie uznałabym, że to nie jest nic szczególnego, jednak celem tego ciągłego walczenia Saitamy jest poznanie sytuacji w jakiej się znalazł. Przez to zbliżamy się do Łysola, a całość staje się naprawdę wciągająca i nie jest łatwo pogodzić się z tym, że nie ma jeszcze drugiego tomiku.


W drugiej części komiksu pojawia się Genos, który powstał chyba tylko po to aby móc jeszcze bardziej parodiować „bohatera z powołaniem” oraz przyciągnąć do lektury żeńską część mangowego społeczeństwa. Historia Genosa jest jedną z bardziej płaczliwych, a przez ciężkie przejścia postanowił stać się cyborgiem. Oczywiście wygląda jak każdy szanujący się bish – a to tylko przyciąga czytelniczki.
Ogółem bohaterowie są na szóstkę z plusem, ponieważ każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy. Po prostu nie da się ich nie lubić. „Złej” części obsady też nie sposób nie zapamiętać, bo przez „żarciki” ukryte np. w ich imionach/nazwach, albo w wypowiedzi nawiązującej adekwatnie do tego co się dzieje. Tak jak wspomniałam pierwszy tomik nie powala żadną zagmatwaną fabułą, jednak daje nam możliwość poznania bohaterów. Coś więcej dzieje się na ostatnich stroniczkach pierwszej części komiksu, dlatego w drugiej możemy spodziewać się, iż zostanie wprowadzone lekkie zagmatwanie.


Co zaś tyczy się kreski, to uważam, że jest ona bardzo przyjemna. Pasuje ogółem do klimatu i zdecydowanie jest lepsza niż pierwowzór – komiks sieciowy. Nie oglądałam całości, aczkolwiek widziałam kilka kadrów tego, co sam stworzył One... Pozwolę sobie pozostawić to bez dłuższych komentarzy.
Chciałabym też powiedzieć kilka słów o polskim wydaniu, które jest dosłownie boskie. Po pierwsze mamy powiększony format. Do drugie każda krzaczasta onomatopeja jest wyczyszczona a w jej miejsce jest wstawiony polski odpowiednik. Robi to duże wrażenie. Ukłon w stronę grafików. W wydaniu podoba mi się jeszcze okładka spod obwoluty, która jest w czarno-białych kolorach z dodatkiem żółci. Sama obwoluta skrywa pewną „tajemnicę” – można z niej sobie zrobić obrazek w trój wymiarze (Wybaczcie brak zdjęcia, ale jest już ciemno, a mój aparat nie toleruje takich warunków. Przy recenzji drugie tomu – a takowa się pojawi! – wrzucę obie obwoluty). Nie myślcie tylko, że ja jestem aż taka mądra – sztuczkę pokazał mi sam tłumacz na spotkaniu o One-Punch Manie (Było baaardzo „sucho” :D).

O przygodach Saitamy mogłabym gadać, gadać, gadać i dodajcie sobie jeszcze kilka razy „gadać” do tego łańcuszka. Podsumowując. Uważam, że O-PM jest tytułem godnym uwagi. Jest to interesująca manga, z dobrymi postaciami, które zostały podrasowane przez Yusukę Muratę. Tłumaczenie jest genialne, ponieważ „weź człowieku i to wszystko wymyśl...” Naprawdę do Pawła Dybały mam bardzo duży szacunek za to, co robi, ponieważ robi to dobrze i zawsze jest się z czego pośmiać. Wydanie polskie też jest na wysokim poziomie. Ogółem tytuł już od pierwszego tomu staje się epicki. Pozostaje mi tylko jedno. POLECAM!!

Ocena fabuły: 9/10 (wybitna)
Ocena postaci: 10/10 (arcydzieło)
Ocena „kreski”: 9/10 (wybitna)
OCENA OGÓLNA: 28/30 (93% - najlepsze z najlepszych)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu JPF!



Trochę ogłoszeń parafialnych
Po pierwsze: Zapowiedzi: styczeń pojawią się prawdopodobnie w niedzielę.
Po drugie: Jak wspomniałam ostatnio zbliża mi się sesja, więc w tym miesiącu nie obiecuję za częstych i regularnych postów (no chyba, że mi się uczyć nie będzie chciało).
Po trzecie: Stosik: grudzień pojawi się, ale w bliżej nieokreślonym czasie.
Po czwarte: Szykują się nowe zdjęcia do zakładki półeczka – w końcu pół roku minęło od ostatniego razu. Gdzieś w starych bibelotach miałam liczydło...

~A.

17 komentarzy:

  1. Świetny pomysł, że dałaś starą wersję i nową kreski. Straszny postęp, ta w mandze jest świetna!
    Super recenzja, również jestem bardzo zadowolona z O-PM. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Hehe a gdyby tak One byl jedynym autorem xD

      Usuń
  2. Ja o OPM dowiedziałem się już przed zapowiedzią JPFu, bo kilku ludzi na pewnym konwencie chwaliło i składało peany na cześć komiksu. Zainteresowałem się tym, a kilka miesięcy później "JPF wyda One Punch Mana!". Urzekła mnie ta historia i również z niecierpliwością czekam na kolejne tomy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie mogę się doczekać tomów, które będą wychodziły poza to co zostało pokazane w anime! :3

      Usuń
  3. Ale OPM był już popularny od momentu, gdy MadHouse ogłosił, że zrobi anime. Przed tym faktycznie mało kto znał mangę, ale później zaczęły się nawet błagania o ten tytuł polskie wydawnictwa. No ale wydano to u nas i dobrze, dobrych shounenów i komedii nigdy dość, szczególnie jeśli są parodiami :P
    Weź, One się starał. Tylko Paint go nie lubił...
    Jak tak czytam o tej mandze to coraz bardziej ubolewam, że nie mam kury znoszącej złote jaja albo drzewka, na której rosną sobie banknoty. No ale taki shounen cóż, dla mnie to pozycja obowiązkowa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyhodujesz drzewko czy kurkę to jak będą jakieś młode/pędy to podziel się. xDD
      Właśnie mi przypomniałaś, że mam dodać okładki tych mang (i uporządkować) do Polecanych. :P

      Usuń
  4. Co to za sztuczka z trójwymiarową okładką O.O?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylne skrzydełko od obwoluty, nakładasz na tą część mangi, gdzie "ma być grzbiet, ale się otwiera" (XDDD). Ustawiasz tak, aby kąt był najbardziej wysunięty do cb i, tatau, jest trójwymiar :D
      Przy kolejnej recenzji (albo przy stosiku) to dodam. :33

      Usuń
  5. OPM jest cudowny i gdyby nie to, że ja w mangi to nie, to na pewno bym kupowała xD jestem po obejrzeniu anime i cóż można powiedzieć - cudowne to było, no i ten związek Saitamy i Ge(j)nosa XD Genos w różowym fartuszku - A+++++

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza seria twojej figs firmy --> bishe w fartuszkach --> 20/10 XDD

      Usuń
    2. tak będzie, potwierdzone info XD

      Usuń
  6. Mam wrażenie, że tylko ja jestem poza uwielbieniem OPM :/
    No chyba muszę jednak się skusić, skoro to taka dobra parodia ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co prawda z początku uważałam, że zadowolę się samym anime (a najlepiej jakby jeszcze powstał kolejny sezon), ale chyba jednak skuszę się na mangę, zwłaszcza że mój brat też jest nią zainteresowany, a to zdarza się naprawdę rzadko. A porównanie oryginalnej kreski do tej obecnej... aż brak słów. xD Jestem jeszcze ciekawa, jak wyglądał Genos. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę diabłem. Będę kusić! ]:D
      Chciałam go dodać, ale jakoś nie rzucił mi się w oczy. XD A też chciałam mieć scenki, które są i w wykonaniu One i Muraty. :D

      Usuń