poniedziałek, 13 lutego 2017

Czy to jest nienawiść? Czy to jest kochanie? - "Pieśń Apolla" Osamu Tezuki




Tytuł: Pieśń Apolla
Autor: Osamu Tezuka
Wydawca PL: JPF
Tłumaczenie: Michał Żmijewski
Ilość stron: 288/260
Cena okładkowa: 33,99zł (za każdy tom)
Rok wydania:  2015 (październik)/2016 (styczeń)

Przez bardzo długi czas zbierałam się do napisania recenzji Pieśni Apolla. Ciężar tego, że mam w rękach komiks stworzony przez samego "boga mangi" Osamu Tezukę, sprawił, że chciałam dopatrzeć się w tym tytule wszystkiego, co ważne. I tak zapominałam, co myślałam na początku, a potem, kiedy próbowałam sobie przypomnieć zapominałam o czymś innym. Krócej mówiąc wpadłam w błędne koło, a wszystko przez samą etykietkę "boga mangi". Dlatego w końcu postanowiłam podejść do tego na spokojnie, przy okazji troszeczkę zapominając o tym, że mam do czynienia z najsławniejszym mangaką. W końcu manga ma być pewną formą rozrywki, dlaczego więc tytuł który ma już prawie 50 lat nie potraktować zwyczajnie?

Shougo Chikaishi nigdy nie poznał swojego ojca. Miał za to wielu innych tatusiów, których było co raz więcej. Matka Shougo nie czuła się zbyt dobrze w swojej - jakby nie patrzeć - nowej roli, dlatego pozostawiła chłopaka samemu sobie, od czasu do czasu dając pieniądze na szkołę. Przez chłodne stosunki z matką oraz jej bardzo bujne życie uczuciowe Shougo staje się agresywny wobec jakiegokolwiek okazywania miłości. Stanowi on poważne zagrożenie, ponieważ by rozdzielić ukochanych jest gotów zabić. Pewnego dnia zostaje złapany i zesłany do szpitala psychiatrycznego, gdzie pod wpływem metod leczenia... przenosi się do greckiej świątyni. Tam spotyka się z boginią, która skazuje go na wieczną tułaczkę poprzez czas. A wszystko tylko po to, by poznał czym jest prawdziwa miłość.

Zanim jednak poznajemy Shougo dostajemy wstęp do tego, co miedzy innymi będzie poruszać manga. Mianowicie jest to scena walki kilku tysięcy mężczyzn o uwagę jednej, jedynej królowej, czyli przedstawienie połączenia się plemnika z komórka jajową. Jest to, jak wiadro zimnej wody, ponieważ już od samego początku mamy sygnał, żeby zagłębić się w tę opowieść, a nie tylko potraktować powierzchownie całość. I muszę przyznać, że jest to bardzo osobliwe, ponieważ nie da się tej historii nie podnosić do filozoficznych przemyśleń, wyszukiwania symboli i głębszych przesłań, co też sprawia pewnego rodzaju problemy. Z każdym ponownym czytaniem zwraca się uwagę na inne elementy. Osobiście to kupuję, ponieważ lubię lektury, które starają się zaangażować czytelnika w lekturę nie tylko poprzez dramaty, ale także intelektualne poszukując drugiego dna. Niestety trzeba się tylko zmierzyć z wieloma pytaniami, na które często nie ma jasnej odpowiedzi.
Nie chcę za bardzo zagłębiać się w rozwiązywanie problematyki tej mangi, ponieważ ten tekst przypomniał by bardziej analizę niż recenzję (nie no, wcale nie zaczęłam tak pisać xD). Powiem tylko, że jest tutaj co odkrywać i mnóstwo szczegółów, które po prostu wydają mi się interesujące pod względem prowadzenia badań nad mangą w ogóle. Ale, nie przedłużajmy tego tekstu niepotrzebnie. Wracajmy do głównego problemu - oceny tego dzieła.

Główny problem nasuną mi się po pierwszym przeczytaniu komiksu. Mianowicie chodzi o połączenie bohaterów z opowieścią. Kto jest ze mną od jakiegoś czasu ten wie, że cenię sobie zgranie postaci z fabułą, tak by to bohaterowie opowiadali swoje historie, a nie byli tylko sztywnymi kukłami podporządkowanymi scenariuszowi. Tutaj dostrzegłam obie tendencje. Z jednej strony mamy opowieść o Shougo - chłopaku mającym problem z miłością i agresją. Jeśli podchodzimy do tej mangi w ten sposób to możemy mówić, że młodzieniec pokazuje nam w jakim świecie żyje. Jednak kiedy dochodzi do tego myślenie o "głębszym przesłaniu", mamy do czynienia z teatrzykiem. Dobrze zagranym, ale z dozą sztuczności i banalności. Być może jest to też spowodowane wpływem wizualizacji, jednak myślę, że ma to mały wpływ na ten aspekt.

Jak już poruszyłam kwestie ilustracji, to pociągnijmy o tym akapit. Tezuka ma bardzo specyficzną kreskę, która jest dzisiaj wizerunkiem samego artysty, jednak czy może się podobać? Sądzę, że jak najbardziej. Ja jestem jedną z tych osób, które w kresce Tezuki się zadurzyły. Na pewno nie należy tutaj mówić o prawidłowej proporcji anatomii, bo to, co widzimy kompletnie od tego odbiega. Jednak ma w sobie pewien urok, który sprawia, iż nic nie kłuje w oczy, a postaci nabierają swoistego charakteru. Bardziej naturalnie przedstawiane są tła, a ich realizm podkreślony jest dodatkowo drobnym, liniowym cieniowaniem, a nie tylko rastrami. Te z kolei pojawiają się bardzo rzadko, co tylko przemawia - moim zdaniem - na plus mangi. Innym, dużym plusem jest kadrowanie i kompozycja stron. Tutaj możemy mówić o starej szkole, gdzie ramki są wyraźnie od siebie odznaczone, a jak już mamy kadr bez ramki to jest on zazwyczaj na całą stronę, lub jej większą część. Zdecydowanie jest tutaj przewaga kadrów prostokątnych nad tymi w kształcie trapezu czy trójkąta. Te drugie pojawiają się zazwyczaj w miejscach bardziej dynamicznych, gdzie nie tylko należy ukazać walkę, ale i podkręcić napięcie. Co tu wiele mówić! Jak na dłoni widać, dlaczego Tezuka został okrzyknięty mianem "boga".

Mangę przeczytałam już wielokrotnie, od deski do deski, analizując ją na różne sposoby i wysuwając własne wnioski. Za każdym razem odczuwałam frajdę z czytania, mimo iż (tak jak w przypadku Srebrnego księżyca) nie jest to manga chwilę wytchnienia po ciężkim dniu na uczelni. Tutaj trzeba choć troszkę zaangażować się intelektualnie. Wydaje mi się, że mogę teraz z czystym sumieniem powiedzieć, iż rozumiem, czym Tezuka do siebie przyciągał i nadal przyciąga. A przynajmniej po doświadczeniu z  Pieśnią Apolla, ponieważ jest to moja pierwsza - i na pewno nie ostatnia - manga spod piórka artysty. Niebanalna - to chyba najlepsze określenie dla tego tytułu. Ja bardzo polubiłam tę mangę, wręcz się nawet przywiązałam do niej po tak długim czasie maltretowania tych biednych stroniczek (dobrze, że tomiki wykonane są porządnie to wszystko się jakoś trzyma). Mam nadzieję, że wydawnictwo postara się w przyszłości o kolejne tytuły Tezuki, bo teraz pisząc to zdanie zaczynam odczuwać pustkę. Chyba rzeczywiście za bardzo przywiązałam się do Pieśni. Nie ma wyjścia, trzeba zabrać się za Do Adolfów. :D

Ocena fabuły: 9/10
Ocena postaci: 8/10
Ocena kreski: 10/10
OCENA OGÓLNA: 27/30 (90%)

Za egzemplarze recenzenckie dziękuję wydawnictwu JPF! <3
 
 

5 komentarzy:

  1. Tezuke wielbię za Astro boya ale z "bokserskich" preferuje Hajime no Ippo
    Jak zawsze tekst jest dobry w odbiorze, bardzo przyjemnie się czyta. Aż jestem szczęśliwy że jest poniedziałek i mogę go na spokojnie poczytać w biurze xD

    Ciesze się że subskrybuje tego bloga
    Krzysztof z http://fejwsi.blogspot.com/

    P.S. Czy istnieje szansa na to że w przyszłości trafią się jakieś recenzje gier typu VN/Otome?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje! Jest mi bardzo miło to słyszeć ^////^
      Liczę na to, że polskie wydawnictwa kiedyś nam te dwie pozycje sprezentują. :3

      Cóż... Ja rzadko kiedy grywam w gry. A poza tym w ogóle się na tym nie znam. XD

      Usuń
    2. Mozliwe ze coś od Tezuki w jakims mniejszym nakladzie dadza, a Hajime no Ippo to nawet miałby sens gdyby nie to że Tru-real-otaku z gimnazjum mowia "e to musi być **** bo stara kreska i nie maja mocy ani nie jest tru-mroczne"

      Usuń
    3. Cóż, dzieci dorastają. :P Też kiedyś nie chciałam niczego innego tykać prócz super-sweet shoujo, np. z wampirami w rolach głównych. XD

      Usuń
  2. Pieśń Apolla była moim pierwszym większym kontaktem z Tezuką i przyznaję, że manga bardzo przypadła mi do gustu. To chyba właśnie przez to, że można ją czytać po kilka razy i zawsze dostrzeże się w niej coś nowego.

    OdpowiedzUsuń